orlinski-dziennikarz

Orliński

Czy tam inny gryzipiórek z “Wyborczej” w “Dużym Formacie” popełnił taki nagłówek:

Słabe teksty daje na bloga

Te nie nadające się na bloga daje na fejsa.

Cóż za piesek francuski, ałtorytet smaku i trendsetterka. Ustawił w szeregu co wartościowe z piedestału ustawił motłoch w kolejności. Tekst Orlińskiego bardzo łechce moje ego. Obnaża wypierany strach przed nadchodzącymi zmianami, falą amatorów-dziennikarzy, tsunami, które zaleje stary porządek rzeczy. Wielu dziennikarzy profesjonalnych jest słabszych od średnich bloggerów. Są (byli) bloggerzy lepsi od świetnych dziennikarzy. Przykład SEAWOLF RIP. Jego warsztat, wiedza i intelekt kopał w tyłek połowę branży medialnej.

W “The Big Bang Theory” usłyszałem taki dialog (dotyczył zobrazowania oczywistości):

– skąd wiesz?

– z tego samego powodu skąd wiem, że ludzie w telewizorze nas nie widzą!

W sieci widzimy się nawzajem w realtimie. To jest własnie sedno sprawy. W sieci, na blogu czy nawet facebooku żadne gówno nie sprzeda się jako lody czekoladowe na dłuższą metę. Każdy content po kilku sekundach zostaje oceniony, lajkowany, skomentowany, błędy zostaną bezlitośnie wytknięte.

Zauważyliście jak wielu mocarzy pióra tradycyjnych mediów przestało cichaczem prowadzić blogaski? Jeśli to robią to anonimowo, chyłkiem, gdzieś na boku. Ewentualnie próbują robić to w stylu Północno Koreańskim. Cenzura, zero feedbacku, skostniała forma.

Pisząc o bloggerach (nie cierpię tego słowa lecz lepszego na razie nie ma) nie mam na myśli pacjentów w rodzaju Kominka opisujących sposoby na golenie jajek tak by się nie zaciąć oraz reklamujących “produkty” ubezpieczeniowe na raka, krem na ryja i Pluszzzz Aktiw.

PS. Uważam, że “tradycyjne media” bronią już ostatnich bastionów. W tej dekadzie padnie ostatnia warownia Templariuszy (BBC zejdzie do youtube tak jak Newsweek do e-papieru).

dobry-blog

Przegląd blogów

Dodam: Blogów z górnej półki. Sam zaczynałem w okolicach chyba 2003-2004 i wtedy to było coś co raczkowało i nie było wcale pewne, że stanie na nogi. Wiedziałem jak, ale brakło pracy i energii by wybić się ponad tysiąc unikalnych userów. Tym razem będzie inaczej.

Co widać gdy przejrzy się choćby top 30 Kominka?

Blogi te nie dosyć, że zarabiają na siebie, to jeszcze, całkiem często przynoszą piszącemu znaczne dochody. Widziałem niedawno na “Planete” film o Google. Boże, jak Francuzi nienawidzą Ameryki. To jest osobna i zabawna historia. Jedna konkluzja spodobała mi się wyjątkowo. Jakieś Frncuziątko stwierdziło, że strony prywatne userów kilkanaście lat temu pulsowały indywidualizmem. Każda była inna. Skacząc po sieci można było być “zastrzelonym”, spaść z krzesła wielokrotnie. Te czasy dzięki (fak ju) Google minęły bezpowrotnie. MySpace, Insta-rzyg-gram, Youtube, Ryjoksiażka unifikują ludzi jak prasa do blachy w niemal identyczne kształty. Wcale nie trzeba kopiować zdjęć od znajomych. Internauci zachowują się jak miliardowa ławica szprotek. Wszyscy w jednej sekundzie zmieniają kierunek, płyną stadem pod jednym kątem.

Z 18s będzie inaczej.

Co zauważyłem u elity blogerskiej? Nie krytykuję. Proszę o zrozumienie to jest tylko opis przyrody jak z safari w Kenii.

1. Piszą pod własnym nazwiskiem. Bolesław Prus czy inny pseudonim już nie przejdzie.

2. We własnych domenach, na płatnych szablonach wordpressa. Strony są wypieszczone przez grafików.

3. Czasem pracuje nad sajtem kilku ludzi. Obowiązkowy support w postaci fotografa, wizażysty, etc.

4. Blog składa się z 3-4 elementów. Jednym z obowiązkowych jest kącik do kontaktów z PRowcami i agencjami reklamowymi.

5. Brak taniej klikowej reklamy typu AdWords. Znaczy ciągną wystarczająco dużo hajsu by wysrać się na tysiaka lub dwa od Google.

6. Królują blogi kobiece. Tylko one potrafią wyjebać 300 zł na krem pod oczy wystarczający na 5 dni. Kasa właśnie je najbardziej pompuje.