wodka-Serce-i-Rozum

Nowe trendy w nalepkach na wódkę weselną

Świat się kurcze unifikuje. Wkrótce na nagrobkach będzie się przyklejać mosiężne liczby oznaczające ilość “subów” na YT i folowersów na Twitterze. Smutne, ale też nie ma z czym walczyć.

Na weselu nie byłem z osiem lat. Minęło całe pokolenie, zmieniły się mody sześć razy, ludzie się zestarzeli, dzieci się pożeniły, moja córka już nie plącze się między nogami, ale wiesza na ścianie pokoju plakaty boysBandów. Po pierwsze mało kto mnie zaprasza na wesela a po drugie nienawidzę patrzeć na cudze szczęście. Miłość, bliskość prawdziwą czy udawaną. Wszystko jedno, bo ja nie mam żadnej.

Na ślub i wesele wybrałem się z M3 (ale to osobna opowieść na 200 wpisów) z tyłu głowy mają 0,0003 promila nadziei na to, że ja jestem inny i ona jest inna. Może przeżyjemy przemianę czy chuj wie co. Zstąpi Archanioł Gabryel i wszystko naprawi. Nic takiego nie nastąpiło. Bycie z nią przez te siedem godzin zamieniło się w prawdziwy koszmar z ulicy Wiązów. Działa na mnie jak potężny wzmacniacz moich upiorów. Jak odwrotność Dream Catch’era. Zamiast wyłapywać duchy mnoży je i dodaje energii. Moje złe duchy to gówniana samoocena głównie, poczucie winy, bycie niedoszłą ofiarą. Pewnie wielu z Was spotkało się z osobami, które mniej lub bardziej świadomie dają wam do zrozumienia, że jesteście błotem na ich gumofilcach? Nie muszę tego teraz rozwijać.

Co do Pana Młodego. Poznałem go kilka lat temu gdy otrzymałem zadanie przyjęcia do pracy własnego zastępcy. Niby z troski o moje słabowite zdrowie, ale prymitywny menadżment w osobie dyrektora Kurwika już wtedy mnie zwalczał. Tak czy inaczej przeprowadziłem tylko jedną rozmowę kwalifikacyjną wybierając losowo ze stosu aplikacji jedną jak kartę z talii. Koleżanki uwielbiały werbować nowych ludzi. Kochały ten rytuał znęcania się nad przerażoną w walce o manę młodzieżą. Kobiety nad kobietami szczególnie. Dla nich było to jak połączenie gwiazdki, sylwestra, urodzin i potrójnego orgazmu.

Nie czuję się lepszy. Jestem leniem i wierzyłem we własną intuicję. Gdy Go zobaczyłem wiedziałem, że będzie właściwą osobą mimo niekompetencji. By wykluczyć kompletną klapę kazałem mu zacisnąć kabel sieciowy skrętkę. Znał kolory (jasny pomarańcz, pomarańcz,  itede). Mariusz jest po prostu dobrym człowiekiem. Strzał w dziesiątkę. Do tego jak się później dowiedziałem urodził się w dzień dziecka a jego imię jest moim drugim. Widziałem więc pewnie, nieświadomie, samego siebie urodzonego w dzień dziecka. Sprawdził się jak mało kto. Życzę im jak najlepiej. Żeby w tym wszystkim przetrwali i w ogóle.

wódka weselna

pod-mocnym-aniolem-smarzowski

Smarzowski – Pod mocnym Aniołem

Na ten film bardzo chciała iść Basia. Ja nie bardzo. Z dwóch powodów. Po pierwsze już wiem, że jak płaz z praoceanu, ja wylazłem z morza alkoholu. Prawdziwy DDA jestem. Nic nowego odkryć nie mogłem. Straciłem pracę i jadę na finansowych oparach. Wyjazd do jebanego kina to sto złotych. Koszyk zakupów lub cztery dni jazdy na zatankowanym baku.

Smarzowski robi filmy tylko o alkoholu i chyba dobrze, że jakiś problem szlifuje z precyzją. A filmy od strony warsztatowej robi piękne. Piękno badam poziomem wzruszenia, które było wysokie w moim przypadku. Basia popija. W kinie otworzyłem jej Desperadosa, którego zmęczyła w jednej trzeciej. Marudziła coś, że zimno i takie tam pierdy. Ja wiem jak obraz musiał nią wstrząsnąć. Piwesio przestało smakować podczas seansu. Multikino bankrutuje czemu kibicuję ponieważ przede mną babeczka kupowała bilet na “Last Vegas” – dno. Została okradziona na 50 zł. Po chujowym filmie przecież nie zwraca się pieniędzy, prawda?

W sali Nr 13 zimno i półpusto mimo braku większego mrozu.

Pod Mocnym Aniołem – Smarzowski from Marceli Nowotko on Vimeo.

pod-mocnym-aniolem-smarzowski-film