mroz-na-szybie

Wdzięczność wody

Czytałem i słuchałem kiedyś o doświadczeniach z wodą Pana Masaru Emoto. Dokładiej z pięknem kształtów płatków śniegu jakie tworzy woda poddana wpływowi UCZUĆ. Woda poddana czemuś niemierzalnemu i nieuchwytnemu. W uproszczeniu jeśli do szklanki wody będziemy wrzeszczeć Heil Hitler to zamrożona zrobi paskudne płatki śniegu. Jeśli zaś szklankę postawimy obok obrazka z Ghandim albo Towarzyszem Tuszczenko (Sama Miłość i Szczerość), to uzyskamy piękne płatki śniegu. Piękne w swym kształcie, rozmiarze i geometrii.

Poniżej wkleję cytat. Zawsze chciałem przeprowadzić takie doświadczenie, ale zawsze brakowało mi zapału. Lenistwo ssie i tyle.

Do czasu gdy pewien znajomy pochwalił się zdjęciem ze smartfona jakimi to wzorami lód z wody pomalował jego auto. Piękne wzory wg mnie przypominają liść miłorzębu japońskiego. O takie:

miłorząb japoński liść drzewo

 

Widziałem u siebie na szybie najładniejsze wielkości 10, 15 cm. Jego miały po metr średnicy. Z tym, że on ma do swojego auta wręcz stosunek seksualny, poddańczy, bałwochwalczy. Nie będę opisywał co wyczynia ze swoimi samochodami, bo to pornografia czysta a mogą mnie czytać dzieci a jest przed wieczorynką. (PS: Gładzi np rurę wydechową, sorki).

Materia nieożywiona chyba żyje skoro odwdzięczyła mu się takim cudem. Niestety nie mam tej fotki.


What the Bleep… o odkryciach Masaru Emoto… przez dobromil80

na-moscie-woda

Czy w latach sześćdziesiątych ludzie byli szczęśliwsi?

Wracałem z roboty od ciężkiego pacjenta, którego powoli oswajam to jest; nie cierpię zbytnio po pracy u nich. Pod drodze nadarzyła się okazja wstąpić do mojego miejsca kontemplacji (każdy/a takie ma, prawda). W miejscu takim człowiek może oglądać szczaw albo ławkę drewnianą godzinę i oczyszczać umysł. Mam takie jeziorka z lasem, niebieskim mostem bez sensu. Przy ciulowej pogodzie mogę siedzieć nawet w aucie i gapić się przez rozmazaną szybę na żywopłot.

Obszedłem wszystko. Pomyślałem, wypłukałem mózg, podsumowałem i udałem się na most złapać trochę słońca, bo wychodziło i zachodziło co chwilę.

na-moscie-woda1

Stoję na szczycie mostu, patrzę w chmury gdy podchodzi do mnie starszy facet w typie podoficera Milicji Obywatelskiej i zaczyna “tanią gadkę”. Ciekawe otwarcie zrobił. Zaczął od Boga i religii. Było przed Wielką Nocą więc tematyka idealna jak na tanią gadkę (pacz).

Sondował mnie kilka minut a że jestem raczej socjopatycznym osobnikiem już myślał, że ze mną wpierdolił (najlepszym się trafia). Ani przez chwilę na niego nie spoglądając podałem mu pomocną dłoń. Dałem się wciągnąć w dyskusję. Oczywiście miał swoje cele. Pochwalić się życiem, sukcesami, cynkownią i warsztatem malarstwa proszkowego, pracą w USA w 1983 roku. Cały czas robił na mnie rozpoznanie operacyjne. Opowiadał jak jako żołnierz był w Kazachstanie i widział “dobrobyt” kacapów, którzy pili brudne mleko wprost z samotnej krowy gdzieś na stepie. Gdybym mu wtedy przyklasnął dostałbym szufladkę “prawicowy oszołom”. Później poczęstował mnie historią o wylocie do USA i o panującym tam wtenczas dobrobycie.

Dawałem dupy cztery dekady. Dużo za długo. Odpowiadałem nielogicznie tak, że mózg mu się przegrzał i alcHajmer cofnął. Poddał się w końcu. Wyżalił, pochwalił. W końcu zażądałem zapłaty za mój czas. Powiedziałem “wróćmy do religii, bo od tego zaczęliśmy”. Wyglądał jak rybak, któremu okoń kazał wpierdalać robaka z przynęty na okonie. Dałem temu spokój. Nie będę się znęcał. Na koniec zapytałem czy ludzie w latach sześćdziesiątych byli szczęśliwsi niż teraz. Spryciarz uchylił się od odpowiedzi. Nie rozgryzł dla której agencji wywiadowczej pracuję.

Razem wracaliśmy na parking do aut. On jechał na ciastko do nieżyjącej od ośmiu lat żony, która krząta się w nieistniejącym, szczęśliwym domu. Ja nigdzie. Stalo się coś dziwnego, bo poklepał mnie na odchodne po plecach i powiedział coś krzepiącego. Skąd wiedział jaki mam nastrój? To co powiedział było mocne i celne. Tak bardzo, że mój oporny “musk” zaraz to wymiótł. Zapamiętałem tylko wrażenie.

na-moscie-woda2

kontakt-z-uczuciami

Możesz mnie nie lubić

Obiecany wpis o braku kontaktu z własnymi uczuciami. Uczucia są “mięsem” z którego zbudowane jest nasze prawdziwe ciało. Brak kontaktu z własnymi uczuciami jest zatem czymś takim jak posiadanie komputera bez dostępu do internetu. Możesz mnie nie lubić tylko, na Boga, wiedz o tym. Masz do tego prawo jak pies do kości. Zresztą nie mi o tym decydować.

Dorosły człowiek ma kilku przyjaciół/ek, kilkanaście osób się z z nią/nim koleguje. Kocha kogoś i kogoś innego nienawidzi. Wielu lubi, wielu nie lubi. Jeszcze więcej osób po prostu nigdy nie pozna i się nie dowie. Zdrowy, dorosły człowiek żyje w świadomie wybranym ekosystemie przyjaznych mu osób lub obojętnych mu z którymi toczy grę interesów. Nikomu nie ufa – nawet sobie. Wrogów odgarnia na bok jak wielki Kamaz z pługiem śnieżnym.

Byłem sobie kiedyś na terapii, sesji dokładniej, która mnie z niczego nie wyleczyła, ale uświadomiła mi jak ważne jest znać siebie samego. To jest drugi filar “udanego życia” obok poczucia własnej wartości. Terapeutka wiedząc o tym, że jestem absolutne emocjonalne zombie a uczucia widuję tylko na obrazkach, przeprowadziła na mojej osobie ciekawy eksperyment.

Gdzieś w 3/4 mojej (!..) sesji przyszedł celowo umówiony następny pacjent. Poszła go usadzić na te 10-15 minut oczekiwania na jego kolej. Ja zrelaksowany, wyrozumiały, pełen dobroci i miłości do Całej Ludzkości siedziałem grzecznie w fotelu. Pewnie byłem wciąż jeszcze “zaczarowany”, bo na rzucone pytanie po jej powrocie do mnie “co Pan teraz widzi?” zaśmiałem się z niedorzeczności obrazu i odparłem: “morze lub ocean o zmierzchu z wielkimi falami, jest sztorm”. Woda jest symbolem uczuć a siedmiometrowych fal rozbijanych o brzeg nie trzeba już tłumaczyć.

Pora na podsumowanie. Życie jest takie jakie jest. Trafiamy na ludzi, którzy nie potrafią korzystać z zegarka i mamy pełnię praw by dać wyraz naszemu wzburzeniu gdy nas krzywdzą, robią przykrość. Mamy nawet prawo za kimś nie przepadać, bo jego ryj nam się nie podoba i tyle. Najważniejsze jest o tym wiedzieć a dokładniej CZUĆ. Gdy nie czujemy, to może być tak:

– Wychodzę z terapii, umawiam się z gościem na narty i walę go niechcący kijkiem w łeb (15 szwów).

– Jestem jego żoną i 30 lat przesalam mu potrawy, smażę na syfiastym tłuszczu aż zdycha w męczarniach.

– Idziemy z nim i kolegami na piwesio i niechcący wylewam na niego gorącą, dużą kawę wprost okienka McDrive.

– Obiecuję naprawić kosiarkę do trawy 6 marca i wywiązuję się z obietnicy w listopadzie.

Możliwości jest nieskończenie wiele.

 

palac-saturna-czeladz-termy-rzymskie (1)

Pałac Saturna – Czeladź

Z cyklu miejsca warte odwiedzin. Poświęcę tej miejscówce jeszcze z jeden może więcej wpisów. Dzisiaj będzie krótko. Adres strony. Wewnątrz nie można robić zdjęć ponieważ wszyscy chodzą nago poza obsługą i byłoby to raczej niestosowne. Ta fotka jest z recepcji. Miejsce najgłębiej położone zakazanej strefy. Ground Zero. Piękne akwarium morskie:

palac saturna czeladź termy rzysmkie
Termy rzymskie, hotel, mają same zalety. Nawet markotny i zmęczony daję im 8,5 gwiazdki na 10 możliwych.

Koszty? Trzeba pogodzić się z wydatkiem około 100 zł za osobę. W tym kilka godzin pływania, wygrzewania się na najróżniejsze sposoby, pożyczenie ręcznika lub szlafroka, obiad, kawa. Można oczywiście taniej żłopiąc w szatni własny napój izotoniczny (tak bywało w moim wypadku). Termy przyciągają bardziej zimą dlatego latem jest więcej groupon people i łowców okazji. Zimą królują lekarze i prawnicy. Studencięta i młode szproteczki przychodzą z mamą albo co gorsza z tatą i też studiują prawo lub medycynę.

Jeżdżę tam od ponad roku i ze smutkiem zauważam lekką obniżkę toru lotu, ale nie ma jeszcze rozpaczliwej komendy “pull up“. Obniżyli standard o jakieś 10% przez rok. Mają szansę zmienić ten trend. Wszystko zależy od dzianej klienteli. Czeladź to nie londyńskie City. Miasto jest biedne więc tylko nielicznych stać na tego typu rozrywkę.

Pałac czyli hotel sam w sobie robi wrażenie. Minusem jest otoczenie. Z jednej strony jakieś slumsy i Biedronka, z drugiej blokowisko gierkowskich dziesięciopiętrowców.

palac-saturna-czeladz-termy-rzymskie (1)

palac-saturna-czeladz-termy-rzymskie (1)

palac-saturna-czeladz-termy-rzymskie (1)

Wyświetl większą mapę

aquapark-dobry-blog

Tania gadka w solance

Do wpisów zmuszają emocje. Moją wczorajszą było zalanie zegarka sportowego-prezentu w aquaparku. Pływałem sobie jak ten wesoły waleń w basenie zewnętrznym, w oparach z gorącej wody. Lubię to dążenie do pływania pod wodą by głowa nie zmarzła. Nurkowałem przy dnie licząc kafelki. Wynurzyłem się nacisnąłem guzik iluminacji w pulsometrze i zobaczyłem pusty ekran i jedno “pik”. Pik już się nie powtórzył. CZYTAJ więcej