dobrodzien

Sezon „Szwędaczy” uważam za rozpoczęty

Zaszalałem i wybrałem się na tzw. „chyt”. Naturalnie doskonale zasabotowałem swoje zamiary żrąc 3 deko czosnku surowego. Gdy muchy wyleciały balkonem w popłochu z pokoju a ja popsikałem się „najkiem” pod jedną i drugą pachą (Po co?), nastał czas wyjazdu. Padło na Dobrodzień. Jakoś tak ładnie na mapie wyglądał. Oczywiście Fortuna sprzyja i takim jak ja. Zarząd Dróg, Mostów oraz Lasów przygotował pełno parkingów leśnych. Na tym na którym przerwałem nonsensowny wyjazd do Dobrodzienia stało stare BMW. Chciałem być absolutnie sam więc poczekałem aż wrócą. Myślałem, że jakieś młode leszcze dupczą się w chaszczach. Właścicielem BMW po godzinie okazał się pracownik leśny z kosą Stihl. Wycinał krzczory tak by miastowe mieli gdzie dżoging uprawiać i na bajkach znaczy rowerach jeździć.

Nudno? Też tak uważam. Może wyrażę swoją opinię na temat lasu i jego mieszkańców, hm? Nie będę zanudzał, bo mam tylko dwa słowa: Jebane komary!

 

Walk Dobrodzień from Marceli Nowotko on Vimeo.

Gdy wrócę – wrócę do tematu.

pierwsza-milosc

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI 2

Wczoraj spotkałam moją pierwszą miłość. Nie wiem jak to się dzieje, że w jednym miejscu, w tym samym dniu o tej samej godzinie wpadasz na kogoś, z kim spędziłeś dobre parę lat. Ktoś powie przypadek, zrządzenie losu. Nie ogarniam tego.

W jednej chwili w małym ciele czułam strach, stres, lęk, adrenalinę,  podniecenie. Prawie jak przed maturą. Nie wiem dlaczego spotykają mnie takie momenty jak ten. Po co to jest? Jakie to ma wypełnić zadanie w moim życiu? Najważniejsze jednak pytanie: kto lub co aż tak bardzo chce mi dokopać, że podsuwa mi takie sytuacje dosłownie pod nos?

Rozmawialiśmy chwilę o tym co słychać i jak układa nam się w życiu. Fajna, normalna rozmowa. W przeciwieństwie do mnie chyba wydoroślał. Ma kogoś, mieszkają razem, mają wspólny kredyt. Coś ich łączy,  coś wiąże. Nie ważne już nawet to, jakiego rodzaju to związek czy układ. Przynajmniej próbuje coś osiągnąć. A ja?! Nadal tkwię w czarnej dupie, „przywiązana” do taty.

Przez chwilę próbowałam nawet spojrzeć na niego oczami sprzed 5 lat ale nie mogłam. Wygasło wszystko co było kiedyś.  Nie pozostało nic. Nasuwa się teraz tylko pytanie, kto kogo wyprzedził w tym peletonie do dorosłości?!

Po wczorajszym zdarzeniu zgasł we mnie ostatni płomień nadziei na cokolwiek. Czułam jak opadam z sił. Pozostał tylko bezsens każdego kolejnego dnia. Nie chcę zadawać sobie ciągle pytania: „czy uda mi się kiedykolwiek zacząć żyć?”. Wszystko przecież dzieje się tu i teraz.  Za miesiąc,  rok nie spotka mnie nic lepszego a za rogiem nie czeka lepsze życie.  Nie będę ani młodsza ani piękniejsza ani jakakolwiek w ogóle.  Tylko jak to sobie uzmysłowić a co najważniejsze jak to POCZUĆ?

Tobie W. życzę wszystkiego dobrego.