ufo-nad-splitem-chorwacja

„Trafiło się ślepej kurze ziarno”

Jak mawiał mój kolega z LO gdy w głowie rozwiązałem jakieś wyjebane równanie różniczkowe. Tym razem mam większą radochę. Chyba obcykałem UFOlaca przez przypadek nad Splitem. Split mi się z niczym nie kojarzy. Poza hazardową figurą z gry Black Jack. Tak jak pijakowi Szkocja ze „szkocką”. Otóż gdy krupier czy też los da Wam dwie figury np dwa króle, możecie je rozdzielić na dwie „kupki” i podwoić szanse wygranej. To się właśnie nazywa SPLIT. Split bardzo kusi ponieważ dwie figury dają 20 pkt. a to niemal pewna wygrana w grze w której chodzi o zgromadzenie 21 pkt. Split pozwala podzielić 20 na dwie gry z dziesiątkami na dobry początek. Łorewer.

CZYTAJ więcej

jastarnia

KRÓTKA HISTORIA

Mam takie jedno wyraźne wspomnienie z dzieciństwa. Miałam może z 1,5 roku, na pewno już chodziłam. Rodzice wykupili wczasy nad polskim morzem (Jastarnia), na które z przyczyn racjonalnych do dziś mi kurwa nieznanych nie mogłam pojechać. Zabrali tylko mojego starszego brata, mnie natomiast zostawili u starej ciotki, kuzynki mojego taty, u kobiety oschłej i oziębłej, dosłownego kloca emocjonalnego.

Wspominam to wszystko jako obserwator, jako osoba trzecia, która stoi z boku i przygląda się tej rzeźni, która za chwilę będzie miała miejsce. Nikt przecież nie tłumaczy 1,5 rocznemu dziecko gdzie i po co zostaje a przede wszystkim DLACZEGO. Widzę już jako dorosła osoba maleńkie dziecko z blond loczkami i niebieskimi oczami jak stoi w naciągniętych rajtuzach i płacze. Ma zostać z kimś kogo przecież kurwa ledwo zna. Odrywają ją od matki i wręczają ciotce… Nie wiem co może czuć 1,5 letnie dziecko ale wiem co czuję JA teraz, kiedy wspominam tę historię. Jest mi źle i niedobrze. Czuję smutek, mam żal do rodziców, którzy bez mrugnięcia okiem zostawili mnie u „obcych” mi ludzi. Czuje wielką pustkę bycia niczyją. Widzę to dziecko i modle się tylko o to, aby nie być podobną matką dla swojego potomstwa. W tamtej sytuacji czuję się odrzucona i niechciana wręcz niekochana. Może przeszkadzam, może to moja wina, może sprawiam im kłopot tym, że po prostu jestem?!

Mam trudności w swoim życiu dorosłym w relacjach z drugim człowiekiem. Zupełnie sobie nie radzę. Nie szukam winnego całego zamieszania, chce tylko znaleźć sensowną odpowiedź dlaczego jest u mnie tak jak jest. Dlaczego każdy kolejny związek kończy się porażką.

Mam ciągłą i nieodpartą potrzebę pajacowania dla zdobycia i zaskarbienia sobie uczucia drugiego człowieka. Lęk przed odrzuceniem jest tak wielki, że aż boli.

Finał tej bałtyckiej wyprawy jest taki, że po 2 tygodniach rozłąki nie chcę wrócić do rodziców. Może ich nie poznaję?! Z relacji mamy wiem, że ma łzy w oczach kiedy chowam się za spódnicą cioci…

Więcej nie pamiętam i szczerzę żałuję…