pogrom

Regresing

Pozwolicie bym wciąż pisał chaotycznie? Dziękuję, i tak nie biorę tego pod uwagę. Muszę o tak intymnych rzeczach napisać, ponieważ otwierają setki tematów, które nie będą zrozumiałe bez tego.

Po pierwsze jestem wrogiem szeroko pojętego New Age. Ludzi hołdujących NA nazywam Kroczący/a z Sandałowym Kadzidełkiem w Dupie (zapalonym). Jakkolwiek dziś opiszę moją (raczej) ostatnią sesję terapeutyczną, bez trzymanki. Wielu z wyznawców NA fascynuje a to reinkarnacja a to wegetarianizm albo innym importowanym gówno. Co innego doświadczyć tego. Jeśli jesteście w pełni sił witalnych, jeśli wiecie co oznacza ich strata to próbujcie. Ja już nie mam ochoty wypełzać z sesji. Poza tym wiele osób w konwencjonalny sposób nigdy nie zdobędzie odpowiedzi na ważne i nieważne pytania.

Ponad dekadę temu zastanawiało mnie czemu ja, rozpolitykowany wojownik przeciwko syjonizmowi tak dziwnie reaguję. Mój szef, człowiek arcyporządny jak opisywany już Supermario kiedyś zwrócił się do mnie tymi słowy: “zanieś ten komputer do Żyda“. Zwrot ten oznacza: Sprzedaj go, nic więcej. Mimo tego poczułem jak jakaś struna we mnie pękła przy słowie “Żyda”. W tamtych latach praktycznie niczego do nikogo w tym mnie nie czułem. Bardzo długo nad tym myślałem. Dla świętego spokoju wykułem hipotezę o mieszanych korzeniach. Polacy, Ukraińcy, Bialorusini i Żydzi w jedno potworzątko się stopili. Znaczy mnie.

Wpis ten jest cedeenem TEGO wpisu. Nie żyłem jeszcze i nie żyłem już. Nie pamiętam cofania, ale doszliśmy do wcześniejszego bytu. Nie jest to wg mnie żaden dowód na reinkarnację. Nie byłem Napoleonem ani Kleopatrą. Prawdopodobnie kimś z rodziny dalszej lub ofiarą kogoś z mojej rodziny. Pamiętam, że bardzo nie chciałem stracić tego poczucia spokoju i dobrostanu wielkiego jak wszystkie oceany. Zapierałem się pewnie z pół godziny. Terapeutka szydełkowa w tym czasie albo rozwiązywała krzyżówki. Łorower.

W końcu wessało mnie w taką scenę. Miasteczko na wschodnich rubieżach obecnej Polski. Może Białoruś. Klasyczny widok. Bieda aż myszy piszczą. Rynek z drewnianych domostw cały. Panuje niewyobrażalny chaos. Jakby ktoś rozganiał targowisko, ale ci ludzie wszyscy mieli mnóstwo bagaży więc pewnie chodziło o przesiedlenia lub taki light pogrom. Widzę siebie stojącą na środku tego rynku. Ludzie biegają we wszystkich możliwych kierunkach. Jestem ruda, krótkie kręcone włosy, bliżej pięćdziesiątki, w stroju z epoki. Za mną esesman przygląda się – nie ma broni w rękach. Kilku żołnierzy niemieckich próbuje zapanować nad rozszalałym w chaosie tłumem, ale sobie nie radzą. Właściwie ich nie widać. Uciekają by sami nie zostali stratowani.

Pamiętam ten moment w którym sobie uświadomiłam, że nie żyję. Nic nie słyszę ani nic nie czuję. Wiem tylko o dziurze w głowie i mokrych włosach od krwi z tyłu. Nie godzę się z tą sytuacją. Nie chcę stracić przytomności. Mijają minuty i dociera do mnie, że pewnie i tak już leżę w tumanach kurzu. Udawanie, że żyję i strach przed utratą przytomności już nie pomogą. Ostatni obrót “kamery” wokół mnie stojącej po środku i koniec. Nie widziałam tylko tego/tej kto strzelił mi prosto w czoło.

Doszedłem do tego punktu bo moim pytaniem było: “Czemu moje życie jest takie chujowe?”. Gdzieś w międzyczasie widziałem scenę w której ojciec prowadzi mnie do Urzędu za rękę. Sceneria jak w latach pięćdziesiątych. Czarnowłosa działaczka UB nic nie mówi. Pokazuje tylko palcem wskazującym dół. Płynie tam gęsta i czarna jak smoła rzeka trupów. Nie padają żadne słowa, ale ona chce mnie na wymianę za to co się stało. Ojciec się nie godzi. Kredyt zostaje niespłacony. Wciąż czuję, że jestem na zajebistym minusie. Nic mi nie pomaga świadomość, że to nie moja wina. BTW – dzięki – ojciec. Rodzina jest jednym organizmem. Nie mam do nikogo pretensji za byciem trzecim palcem u kulawej nogi. Do tego uzyskałem tysiące odpowiedzi na wiele pytań z którymi się nosiłem. Pojawiło się jeszcze więcej pytań, które już mam w dupie.

Teraz mogę pisać weselsze historyjki.

kontakt-z-uczuciami

Możesz mnie nie lubić

Obiecany wpis o braku kontaktu z własnymi uczuciami. Uczucia są “mięsem” z którego zbudowane jest nasze prawdziwe ciało. Brak kontaktu z własnymi uczuciami jest zatem czymś takim jak posiadanie komputera bez dostępu do internetu. Możesz mnie nie lubić tylko, na Boga, wiedz o tym. Masz do tego prawo jak pies do kości. Zresztą nie mi o tym decydować.

Dorosły człowiek ma kilku przyjaciół/ek, kilkanaście osób się z z nią/nim koleguje. Kocha kogoś i kogoś innego nienawidzi. Wielu lubi, wielu nie lubi. Jeszcze więcej osób po prostu nigdy nie pozna i się nie dowie. Zdrowy, dorosły człowiek żyje w świadomie wybranym ekosystemie przyjaznych mu osób lub obojętnych mu z którymi toczy grę interesów. Nikomu nie ufa – nawet sobie. Wrogów odgarnia na bok jak wielki Kamaz z pługiem śnieżnym.

Byłem sobie kiedyś na terapii, sesji dokładniej, która mnie z niczego nie wyleczyła, ale uświadomiła mi jak ważne jest znać siebie samego. To jest drugi filar “udanego życia” obok poczucia własnej wartości. Terapeutka wiedząc o tym, że jestem absolutne emocjonalne zombie a uczucia widuję tylko na obrazkach, przeprowadziła na mojej osobie ciekawy eksperyment.

Gdzieś w 3/4 mojej (!..) sesji przyszedł celowo umówiony następny pacjent. Poszła go usadzić na te 10-15 minut oczekiwania na jego kolej. Ja zrelaksowany, wyrozumiały, pełen dobroci i miłości do Całej Ludzkości siedziałem grzecznie w fotelu. Pewnie byłem wciąż jeszcze “zaczarowany”, bo na rzucone pytanie po jej powrocie do mnie “co Pan teraz widzi?” zaśmiałem się z niedorzeczności obrazu i odparłem: “morze lub ocean o zmierzchu z wielkimi falami, jest sztorm”. Woda jest symbolem uczuć a siedmiometrowych fal rozbijanych o brzeg nie trzeba już tłumaczyć.

Pora na podsumowanie. Życie jest takie jakie jest. Trafiamy na ludzi, którzy nie potrafią korzystać z zegarka i mamy pełnię praw by dać wyraz naszemu wzburzeniu gdy nas krzywdzą, robią przykrość. Mamy nawet prawo za kimś nie przepadać, bo jego ryj nam się nie podoba i tyle. Najważniejsze jest o tym wiedzieć a dokładniej CZUĆ. Gdy nie czujemy, to może być tak:

– Wychodzę z terapii, umawiam się z gościem na narty i walę go niechcący kijkiem w łeb (15 szwów).

– Jestem jego żoną i 30 lat przesalam mu potrawy, smażę na syfiastym tłuszczu aż zdycha w męczarniach.

– Idziemy z nim i kolegami na piwesio i niechcący wylewam na niego gorącą, dużą kawę wprost okienka McDrive.

– Obiecuję naprawić kosiarkę do trawy 6 marca i wywiązuję się z obietnicy w listopadzie.

Możliwości jest nieskończenie wiele.

 

alaska

Dzisiaj rocznica

O której nie napiszę, ponieważ jest to wciąż dla mnie zbyt ciężkie. Wielu z Was z pewnością wie do czego służy hipnoza. Jakie są jej rodzaje i w ogóle. Dzisiaj nie będzie o hipnozie scenicznej służącej podniecie i taniej rozrywce dla gawiedzi. Podczas takich pokazów kładzie się dwumetrowego nieszczęśnika opartego potylicą i piętami na dwóch krzesłach – leży tak naprężony jak gitarowa struna –  a hipnotyzer jeszcze włazi mu na brzuch i skacze. Nawet stalowa belka mogłaby tego nie wytrzymać zatem dziękujmy Bogu za to jak wspaniałym ciałem nas obdarzył. Inna rzecz, że delikwent gdy się wybudzi a normalnym stanie świadomości nie jest zbyt wysportowany, stwierdza, że wszystko go, cytuję, “napierdala”.

Ja poddawałem się leczniczej formie hipnozy z zachowaniem pełnej świadomości. Jedynymi zaburzeniami realnego świata jest niekontrolowany upływ czasu i zaburzenia jego przemijania. Pięć godzin mija jak kwadrans (odsyłam do “Niedziela z M3“). Ponadto nigdy nie pozwalałem posunąć się za daleko cokolwiek by to miało oznaczać.

Ostatniej terapii przełamałem lody i pozwoliłem na regresję do najwcześniejszego dzieciństwa. Po nitce do kłębka do wcielenia “przed”. Nie wiem jak to ubrać w słowa, bo nie jestem zwolennikiem tego indyjskiego gówna z New Age i reinkarnacją. Egzorcyści Kościoła Katolickiego twierdzą, że nosimy grzechy wielu pokoleń. Tak czy inaczej wszystkie cywilizacje wierzą w łączność z przodkami.

Nie, nie byłem w poprzednim życiu ani Hitlerem ani Ajnsztajnem ani Napoleonem. Byłam kobietą z małego miasteczka. Może moją własną przodkinią. Wszystko działo się gdzieś na wschodzie Polski. Spokojnie będzie o tym wpis.

Mam taką cechę: nie mam żadnego kontaktu z własnymi uczuciami (kurde, o tym też miał być wpis). Nie przeżywam uczuć wszystkimi zmysłami, całym ciałem. Widzę tylko obrazy, bez dźwięku, zapachu, temperatury. Tak jak ślepiec ma piękny słuch ja wykształciłem sobie postrzeganie pięknych obrazów zamiast czucia. (BTW – czucie jest najważniejsze).

Do sedna.

Cofamy się do momentu przed narodzinami. Co Pan widzi? Co tam jest? Przed własnymi narodzinami. Po śmierci tej kobiety. ???

– (nic nie odpowiedziałem, bo wydało mi się to durne).

Wam mogę. Widzę góry. Przepiękne ale egzotyczne. Nie Tatry, nie Alpy. Coś zupełnie innego. Wiszę na wysokości dwóch, trzech tysięcy metrów. Nie czuję zimna, raczej o nim wiem. W ogóle czuję się fantastycznie jak nigdy. Czuję błogość spokój. Stan w którym nie ma żadnych pytań, bo wszystkie odpowiedzi zostały już udzielone. Jestem punktem nieskończenie małym. Nie istnieję w formie fizycznej. Cząsteczki powietrza między, którymi jestem są miliardy razy większe niż ja. No i ten widok nieprawdopodobnie piękny na góry i przyrodę pod nimi. Dla własnych potrzeb uznałem, że jestem gdzieś w północy Północnej Ameryki. Nie sądzę by to było istotne. Nigdy też nie podjąłem próby interpretacji tego obrazu. Absolutu się nie obgaduje.

gory-alaska

 

Kawałek gorzkiej jak piołun liryki. Poszukajcie sobie na teksty piosenek czy na czym tam chcecie (True Detective):

straz-miejska

Potęga podświadomości

Uważajcie zawsze czego pragniecie mniej lub bardziej skrycie, ponieważ Bogowie gdy zechcą Was ukarać to spełnią Wasze modlitwy literalnie, toczka w toczkę.

Przykład z 2012 roku. Wybrałem się do mojej Guru, terapeutki i healerki duszy. Planowałem zapłacić jej 300 zł, bo bierze 180 za 50 minut a ja zawsze siedzę 2 godziny. Wychodzę na czworaka po wysmarkaniu kilograma glutów i wypłakaniu butelki “Kropli Beskidu”. Jej chyba też musi być bardzo ciężko. Po wszystkim odsunęła od siebie jedną z setek zostawiając sobie 200.

Wróciłem do auta i morda uśmiechnęła mi się od ucha do ucha. Na kole widniały szczęki Straży Miejskiej. Jeszcze nie wiedziałem ile wyniesie mandat. W suce strażników wiejskich siedząc i dyktując imię ojca i imię matki również się uśmiechałem myśląc w duchu jakąż człowiek dysponuje potęgą programującą rzeczywistość. Mandat wyniósł 100 zł.

200 + 100 = 300

szczęki blokada straż miejska