radom miasto

RADOM

Mój brat kiedy był jeszcze piękny i młody jednak absolutnie wolny od jakichkolwiek związków (pewnie bzykał  coś pokątnie bez zobowiązań ale przecież siostrze takich informacji się nie ujawnia), zanim trafił na swoją żonę,  na uciążliwe,  trudne i nieustające pytania rodziny i znajomych a czasem i nawet nieznajomych:

– kiedy w końcu się ożenisz?

Odpowiadał:

– jak wrócę z Radomia ale na razie się tam nie wybieram…

Na szczęście w jego przypadku Radom okazał się zbędny, wystarczyła podróż 3 ulice dalej. Ekonomicznie i logistyczne tanio. Zawsze wiedziałam, że z niego cwany lis.

dziwna rozmowa telefonicznaW moim przypadku widzę, że jest podobnie jeśli chodzi o ilość zainteresowanych moim zamążpójściem, z tą małą różnicą, że nie mogę wymigać się rzekomą wycieczką do Radomia… Przecież to podobno księciu na białym rumianku ma mnie „uwolnić i odczarować ” – tak przynajmniej pisali w bajkach. Chociaż czasy mamy jakie mamy, spokojnie mogę grać rolę kobiety z brodą.

Parę dni temu zostałam zaatakowana przez numer telefonu, o dziwo stacjonarny z kierunkowym z…. Radomia /48/. Czyżby kolejny przypadek? Czyżby wzywali i sami dobijali się do moich drzwi z ironicznym „na Panią już czas”? Może coś w tym magicznym słowie RADOM jednak jest?!

Tak na marginesie, operatorzy sieci komórkowych mogą człowieka wykończyć nerwowo i psychicznie w ilości wykonywanych połączeń z ofertą dodatkowej usługi do abonamentu. Szkoda, że nie oferują pomocy przy doborze właściwego partnera na życie…

poczta-glosowa

Nikt już nie używa poczty głosowej

Nikt się już nie nagrywa na automatyczne sekretarki. Kiedy ludzie się jeszcze nagrywali to nie odsłuchiwałem wiadomości w jakimś irracjonalnym przeświadczeniu, że skoro już ktoś się nagrał to na bank jest to jakaś zła wiadomość. Wciskałem tylko guzik „5” – kasuj, 5, 5, 5, 5, … Wcześniej były jeszcze telefony stacjonarne z takimi małymi kasetkami magnetofonowymi. Dzisiaj będzie bez technologii. Napiszę tylko jeszcze, że smartfony wykończyły wiadomości głosowe i instytucję automatycznej sekretarki. Teraz można człowieka osaczyć mejlem, fejsbukiem, whatsapem, wszystkim.

Przypomniało mi się jeszcze jedno wstydliwe wydarzenie związane z czytaniem cudzej korespondencji. Wydarzenie tak mało prawdopodobne jak trafienie szóstki w Lotto.

Pierwsza połowa lat dwutysięcznych. Miałem wtedy jeszcze kultowy numer z Plusa 601 26 90 30. Taki posrebrzany. W Polsce było może pięć milionów abonentów. Wybrałem losowy numer w Plusie – I nieprawdopodobieństwo polegało na tym, że numer istniał i działał. II nieprawdopodobieństwo; telefon był akurat wyłączony. III miał poprawnie skonfigurowaną automatyczną sekretarkę ze zdalnym dostępem (z innego numeru np). IV nonsens: Wbiłem hasło. Zupełnie bez wiary. Wpisałem coś w rodzaju 4567. Wiem tylko, że nie było to 1234. Trafiłem za pierwszym razem chociaż nie miałem zamiaru trafiać. Odsłuchałem pierwszą wiadomość głosową do połowy.

Odtwarzam ze strzępków informacji, z kilku zdań cały pejzaż. Posiadaczką numeru musiała być piękna kobieta pracująca w Warszawie w jakimś międzynarodowym koncernie. Jakiś obcokrajowiec (po głosie sądząc) murzyn czynił jej awanse. W izi inglisz. Bez rezultatu raczej. Kochał się w niej i w ogóle robił z siebie idiotę jak ja lata później. Nie odsłuchałem do końca. Zepchnąłem na dno pamięci. Teraz gdy trzeźwieję z bezsensownych platonicznych miłości to wyszło na powierzchnię.

Piszę o tym ponieważ ta historia pokazuje, że rzeczy nieskończenie nieprawdopodobne mogą mieć miejsce. Choćby tylko jeden raz.

czeska budka telefoniczna

Palec pod budkę

Mam do budek telefonicznych jakiś sentyment i miętę. Nie ma już budek takich budkowych. Można jeszcze spotkać takie potworki z pleksi. Jako małe dziecko wpadłem na pomysł schronienia się w budce przed burzą czy deszczem. W tym samym miejscu 15 lat później wisiał aparat telefoniczny z którego za 2 złote można było rozmawiać lokalnie bez ograniczeń. Z pierwszą, historyczną, wariatką flirtowałem aż kobieta z dzieckiem za mną nie zwróciła mi uwagi na czas rozmowy. Straciłem przez nią drugie dwa złote i wiele miesięcy życia. Wtedy jeszcze nie przejmowałem się marnowaniem czasu. Pojadę dzisiaj obejrzeć sobie te miejsca.

W międzyczasie czeska budka na monety. To jest dopiero rzadkość.

czeska budka telefoniczna

 

Byłbym zapomniał. Ostatni raz używałem budki w psychiatryku. Muskałem ją palcami idąc korytarzem. Dla pacjentów to przywilej, dla gości ciekawostka, dla M2 instrument tajnych konferencji ze mną. Kurcze blade, to była prawdziwa perwersja. Dzwonić nocą z „budki telefonicznej” w psychiatryku do własnego klienta.

Chrońmy budki jak żubry albo rysie. Kiedyś wezmę łom i wyłupię sobie taki aparat ze ściany na pamiątkę.