synek-mamusi-sm

Jak rozpoznać synka mamusi Vol 1. Samochody

Wszystko o czym piszę staram się uczynić przydatnym czytelnikom/czkom, ale to jest prawdziwy Święty Grall dla panien na wydaniu, rozwódek a nawet kobiet planujących skok w bok. Z SM’em czyli synkiem mamusi nie stworzycie nigdy satysfakcjonującego związku o czym będzie później. Będzie to krótkodystansowa przeprawa przez cierniowy busz nago…

Najważniejszym warunkiem do bycia szczęśliwym w dorosłym życiu jest bycie dorosłym. Patrz.

Nie będę owijał w bawełnę. Jestem i byłem Sm’em. To mało. Do tego uzyskałem łaskę wglądu w tą straszną chorobę. Mam też dar spostrzegawczości i łączenia, czasem, bardzo odległych, faktów, śladów i poszlak.

Dobrze – zaczynamy. Jedziemy z tym koksem. Na pierwszy ogień idą samochody, które są czymś nie do zastąpienia w obecnej rzeczywistości. Obecnie w Polsce można kupić auto za 2 tysiące zł albo za 2 miliony. Z mety. Wchodzisz do salonu albo otwierasz otoMoto, dzwonisz, kupujesz, wypełniasz kilka papierków, więc problem z pewnością nie leży w “kasie“. Z wymówek możesz usłyszeć jeszcze “koszty utrzymania” lecz pamiętaj, że to tylko i wyłącznie racjonalizacja czegoś czego klient nie potrafi dopuścić do własnej świadomości.

Auto dla mężczyzny jest tym czym koń dla cowboy’a albo z naszych korzeni koń dla rolnika. Dzięki niemu mógł obrobić pole, wyżywić rodzinę, zadbać o kobietę i jej dzieci. Bez konia facet nie jest facetem i proszę mi tu nie myśleć o penisie. Albo róbta se co chceta.

Synków Mamusi mogę podzielić na kilka stopni schorzenia. Coś jak rak w czwartym stadium. Zaczynam od największych boroków. Oni raczej nie dają żadnych nadziei. Im wyższy numer tym lepiej.

1. Nie mam auta ani prawa jazdy i nie planuję nic z tym zrobić.

Absolutna kaplica. Każe Ci przyjechać po siebie na randkę i nie będzie miał z tym żadnego dyskomfortu. Zam gości zarabiających wystarczająco dużo by taksówką do pracy dojeżdżać codziennie i płacić 2 stówy dziennie. Jakby mi tu ktoś chciał mi tutaj pyskować “bo kasa!”.

2. Auta brak bo brak pieniędzy, ale prawko jest bo mame albo tate fundnęli i kopniakami wysłali na kurs.

Jeśli koleś nie ma więcej jak 25 lat to można mu się jeszcze przyglądać co dalej.

3. Auto pożyczone, wynajęte od kogoś (zazwyczaj rodzic) – jeździ bez prawka albo ubezpieczenia.

Kolejny etap rozwojowy. Przed trzydziestą daje nadzieje na szansę.

4. Jak wyżej jeździ cudzym autem w środku syfilizator a mechanika trzyma się na jednym włosku.

Można tak przed 30ką.

5. Kupił w końcu samochód, ale OC wciąż na rodzica.

Do czterdziestki tak jeździłem, ale zaznaczam, że jestem raczej “forgotten soul”.

6. Ma własny samochód i tylko swoje dane w dowodzie rejestracyjnym. Ewentualnie bank jako drugi właściciel.

Takim kolesiem możesz się już w miarę bezpiecznie interesować.

7. Ma już tego automobila ale jest to jakiś pizdofon typu: Punto różowe, Smart, Tico, etc.

Tym też.

8. Posiadacz pełną gębą. Nie wypuszcza się nim jednak dalej niż 100km od miejsca zamieszkania, bo zawsze jakiś jest ku temu powód.

Mentalny syf wciąż w nim tkwi, ale już jest “materiałem”. O ile jest w wieku takim by zdążyć…

9. Ma wszystko co trzeba, ale nie dba o swojego “konia”, który może paść w każdej chwili czyniąc z “chłopa” “parobka”.

To niestety wciąż Ja.

Jeszcze mały apendix. Drogie Panie. Auto nie jest przedłużeniem penisa. Nie słuchajcie tych pierdoletów “Sex & City”. Porządny facet zaczyna dobrze zarabiać około 40ki i to nie kryzys wieku średniego lecz renesans. Może wtedy kupić sobie te zabawki na które praca w Mc Donaldzie w wieku lat dwudziestu nie pozwalała. Szanuję tych gości. Nie ma w świecie materialnym nic bardziej odpowiedniego niż realizacja własnych zachcianek-marzeń. Dla Was futra i kolie z diamentami a dla nas Ferrari.

samochod-auto-synek