dorozkarki w krakowie

Dorożkarka z iPhone’em

To jest dalszy odcinek cienkiej czerwonej linii. Proszę zauważyć, że jestem bardzo dżender, ponieważ odmieniam dorożkarza. Nie znalazłem też granicy między handlem urodą, reklamowaniem przy pomocy atrakcyjnych dziewcząt, a prostytucją. Nie ma takiej granicy po prostu.

W Krakowie gang dorożkarzy łupiący bezlitośnie turystów z Izraela albo Japonii posługuje się instrumentalnie pięknymi kobietami, które wabią odwiedzających nasz kraj na przejażdżkę za stówę. Nigdzie tego nie widziałem (z drugiej strony w dupie też byłem więc nie mam dużej skali porównawczej), ale zobaczyłem TO drugi raz w bajkowym, bośniackim Mostarze. Przy każdej kafejce, knajpce sklepiku kręciła się jakaś śliczna foczka. Albo coś tam sprzedawała, albo rozdawała ulotki i kierowała gdzie trzeba. Wnioski: w krajach pozbawionych poczucia własnej wartości, godności, ten typ reklamy się praktykuje. Według toku myślenia – nie mamy nic, jesteśmy nikim, to sprzedamy dobra naturalne w postaci kobiet jak kartofle.

CZYTAJ więcej

podryw-na-samochod

Cienka czerwona linia

Fascynuje mnie człowiek. Fascynuje jego podwójny skład. Człowiek to człowiek i jednocześnie zwierzę w czystej postaci. W tym miejscu wypada przypomnieć Pismo i Boską ingerencję. To ona we wszystkich Ważnych Pismach naprowadza nas na trop tej “historycznej modyfikacji”. Ktoś (wersja dla ateistów) stworzył człowieka ze zwierzęcia, ale dodał tylko jeden składnik za to istotny. Duszę, sumienie czy jak to tam nazwać.

CZYTAJ więcej

permen king erekcja

Permen King

Napiszę za chwilę kilka rzeczy, których nie będę uzasadniał, ponieważ; a) mam spore doświadczenie, b) czuję się tak staro jak Profesor Bartoszewski. Wiele nas łączy. Podobnie jak Profesor mam tylko maturę. Czuję się zmęczony jakbym miał 94 lata. Bartoszewski wyszedł z Ałszwic bramą a nie kominem dzięki lipnemu L4. Ja też. Załatwić L4 ww Sylwestra ze wsteczną datą to nie w kij dmuchał. Ponadto ludzie gadają we wsi, że “profesor” poszedł na współpracę z Gestapo, Stasi, BND. Po kolei go przejmowali. Po dziś dzień nie ma on oporów z pluciem na Polskę na łamach niemieckiej prasy. Trochę perwersyjne jeśli weźmie się pod uwagę ilu rodaków Niemcy mu wymordowali. Ja też nie mam oporów w zdradzaniu. Tylko co ja tam wiem. Przydałem się tylko PG.

CZYTAJ więcej

uzaleznienie

Ws-pół uzależnienie

Tak świetny artykuł zasługuje na przedruk ze względu na temat, trafność i inne zalety. Babrzę się w tym nie wiem jak długo. Jak bardzo ciemny cień rzuca na całe moje obecne życie (i miliony rodaków). Polecam lekturę:

Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje. Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto odbiera sobie bądź innym wolność.
skupienie się na sobie, oderwanie się, życie własnym życiem, uwolnienie sięJak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami – zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka – za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka – wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak „powinien”. Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było „lepiej”. I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta – miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą – „Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc.” Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic – dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.
Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:

1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.

2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.

3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
wewnętrzna siła, promieniujące miłością serce4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.

5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.

6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.
Autor: Beata Jusik

les orres narty

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Pomarańczowe Lambo zostało w garażu. Nawet odetchnełam z ulgą. Pomyślałam, że przynajmniej nie będzie mi odganiał potencjalnych kandydatów na cokolwiek, choćby na stawianie drinków w barze. Tak, tak, jestem właśnie taka jak większość kobiet podbiegających pod trzydziestkę. Patrzę tylko gdzie i jak obbrzytwić.

Nie zastanawiałam się długo dlaczego w końcu postanowił nie jechać do Garniś Parten Kirsien. Chociaż podobno zależało mu bardzo. Po tych wszystkich ekscesach, których mi dostarczył było jasne, że musi jechać BO JA JADĘ. Stało się jednak inaczej. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to niezły popierdoleniec (podobno nie jego wina). O tym jednak w innym poście.

Ucieszona choć spóźniona w podskokach popędziłam w stronę mojego przeznaczenia. Czułam tę wolność i swobodę. W końcu mogłam zrzucić plecak, odetchnąć, zabawić się. W powietrzu czułam już tylko zapach seksu i marihuaniny a w ustach smak whisky z colą bądź spritem (swoją drogą sprite jest zajebistą alternatywą dla coli, smakuje równie wybitnie). Jak małe dziecko biegłam w stronę słońca, z uśmiechem od ucha do ucha.

powrot-do-przeszlosciNic kurwa jednak nie trwa wiecznie. Za piękne żeby było prawdziwe. Coś przecież musiało stanąć na drodze do mojego szczęścia. Los sprawił mi małego psikusa. Wbiegając do busa pierwszą twarzą, którą zobaczyłam nie była twarzą pilota wycieczki, była twarzą Restauratora*. Tak kurwa, twarzą kolesia, który rozjechał mnie kiedyś jak ciężarówka małego jeża. Raz do przodu, dwa poprawiając na wstecznym biegu. Została ze mnie miazga. Zlepek czegoś, co musiałam poskładać w jedną kupę. Nie było lekko. To teraz odczuwam skutki tego zderzenia.

To se kurwa polatałam. Chciałam uciekać ale nie było dokąd. Czekała mnie długa podróż z kimś o kim nie chciałam myśleć, słyszeć, kogo nie chciałam widzieć. Pomyślałam, że jestem psychiczna i to bardzo a cała ta sytuacja po prostu nie może mieć miejsca.

Takie coś nie zdarza się NORMALNYM, ZDROWYM LUDZIOM.

W jednej chwili prysnął sen o wolności. Spięta jak agrafka uważałam już na każde ą i ę. Pojebane, wiem ale cóż…

* jest dla mnie jak Strażnik Teksasu, jak kula u nogi. Będzie o nim nie jeden wpis. Jak dla mnie jest numerem 1 w zdobywaniu najcenniejszych doświadczeń

walentynki

Dla Walentynek

Będzie wpis o portalach randkowych. Dawno, dawno temu na www.wp.pl był chat gdzie wyrywało się panny i mężatki. Jeszcze dawniej był, za siedmioma górami IRC, ale w tamtych czasu społeczność sieciową stanowiło 90% mężczyn. No chyba, że poznało się Krystynę – siatkarkę zawodową na “emeryturze” w sklepie komputerowym. Załapałem się na loda (to był poziom ultra Violence ponieważ Krystyna miała ułamaną trochę jedynkę z ostrymi krawędziami). Ten okres można nazwać prehistorycznym.

Później przyszła era portali randkowych. Sympatia.pl praktycznie była lokomotywą finansową onetu. Koleżanka założyła mi tam konto gdzieś w okolicach 2004 roku. Konto idealne ponoć z punktu widzenia kobiety. Wiecie takie pierdy o zachodach słońca, podróżach (eufemizm na “mam kasę”, romantyk lecz polujący na dzikie mustangi) Coś w tym było, bo zostałem wyhaczony przez kilka interesujących kobiet. Nigdy nie byłem predatorem. Znam kobiety i mężczyzn zawodowo trudniących się wyłapywaniem okazji tak jak na Allegro.

Bo czymże są te strony jak nie eBayem z ludźmi? Niczym więcej. Oczywiście są małżeństwa, dzieci i domki z ogródkiem biorące się z romantycznej strony internetu.

Miałem przytoczyć kilka przykładów takich portali ale w okolicy 2008 ostatni raz skorzystałem, zamoczyłem w ten sposób. Uleciało mi to z głowy a propozycje kolejnych lądują w spamie. Jestem bardzo ciekawy Waszych w komentarzach doświadczeń. Może zmienię zdanie i zapiszę się na jakiejś stronie jeszcze dla seniorów.

Sympatia, randkowa, erodate (to dla seksoholików w ostatnim stadium przed “rehabem”). Ostatnio zapukała do mojego mejla strona Victoria Milan. Strona kojarzy ludzi w związkach, którzy chcą sobie podupczyć na boku i bez zobowiązań (nie istnieje seks bez zobowiązań, ale to temat na inne wpisy). Są strony kojarzące ludzi do poważnego związku (tadam! – domek z ogródkiem) i są strony dla Żydów i chrześcijańskich chrześcijan.

Ech.

Używam tylko jednego portalu randkowego www.roksa.pl. Być może z powodu wypalenia, cynizmu starczego czy czegoś tam. Wolę uzasadniać to sobie względami ekonomicznymi. Na normalnym portalu musisz zapłacić 50-200 zł za udział w kołowrotku. Zmarnujesz dziesiątki jak nie tysiące godzin przeglądając to jebane Allegro z ludźmi. Nawet gdy masz wprawę spędzisz 10 kolacji z pojebami (tak istnieją ich żeńskie odpowiedniki) zanim znajdziesz jedną sensowną dziunię. Koszt 1.000 zł. Kwiaty, sraty, dojazdy to kolejne koszty. Kobiety przed jedną randką potrafią wydać 300 zł na fryzjera, drugie tyle na kosmetyczkę i tysiaka na ciuchy. Im też nie jest lekko.

Więc po co, do faka jasnego, przepłacać? Gdy można mieć taką szproteczkę za stówę:

walentynki-dziewczyna

matrix-google

“The Matrix Has You”

Takim zalążkiem matrixu robi się powoli KoloS Google. Jeśli robisz coś dla tego giganta, np. udostępniasz mu powierzchnię reklamową to zmasakrują Cię bez odwołania za pół sutka widoczniego w obrazku między tekstem o ciężarnej kobiecie. Widać brzuch kobiecy, dół piersi i połowę sutka. Dla nich to materiał pornograficzny łamiący regulamin.

Z drugiej strony nie mają żadnych oporów pobierając opłaty za takie reklamy:

seks-google