bierna-agresja

Bierna Agresja – Szoł Mi De Manej

Pisałem już, ale przypomnę, skąd się bierze bierna agresja. Dziecko w opozycji do miażdżącej potęgi dorosłych, którym nie może otwarcie się przeciwstawić, uczy się schematów postępowania. Gdy nie doświadcza przemocy nie uczy się. Ci, którzy doświadczyli czasem na stare lata z tego wyrastają. Rzadko bo rzadko, ale bywa.

Gorzej jest z dziewczętami i później kobietami. Te poza tym dziecięcym doświadczeniem są obłożone jeszcze czymś co mogę nazwać “społecznym wizerunkiem kobiety”. Wizerunek nakłada na nie obowiązki grzeczności, spolegliwości. Mają być po prostu milsze. Jak jest w praktyce pewnie wiecie. Przewracanie oczami, intrygi i tak dalej. Chora na agresję urzędniczka jak przekurwa potrafi człowiekowi zabrać tydzień życia i pół wypłaty na paliwo. Zupełnie bez powodu. To znaczy ona już tam swoje powody ma.

Dzisiaj napiszę o niszowych objawach agresji. Płacenie jest ważnym rytuałem. Płacenie jest czymś magicznym. Oddajemy cześć swojej własnej wolności (Bo pieniądze dają wolność, nieprawdaż?). W zamian dostajemy na chwilę sprzedającego, sprzedającą w posiadanie. Na pewno nie jest przypadkiem, że to głównie kobiety uwielbiają zakupy czyli kontrolę.

Miałem kiedyś “pacjentkę”. Owa istota była tak nasączona gniewem, że wypalała dziury w wykładzinie stąpając po niej. Robiła dla mnie zakupy dla celów firmowych, które to zakupy zresztą kochała szczerą miłością. W sklepach gdzie kupowała prawdziwie jej nienawidzono. Oddawała mi resztę z zakupów w ten sposób:

bierna agresja pieniądze

Wielokrotnie pytałem dlaczego oddaje mi pogniecione banknoty i czy w tych sklepach też tak płaci. Nie widziała w tym nic złego. Totalnie nie “czaiła bazy”. Ograniczyłem się do stwierdzenia, “że gdybym to ja był ekspedientką i rzuciła mi na ladę pieniądze w ten sposób to bym jej zakurwił po prostu w mordę – nawet jeśli to klient ma zawsze rację”. Jej umysł przyzwyczajony do agresji pasywnej naturalnie nic z tego nie rozumiał. Uśmiechała się tylko pełna satysfakcji. Otwarte okazywanie gniewu nie było w jej naturze.

blask-pieniedzy

Blask pieniędzy

Przedwczoraj rozwiązałem pewną zagadkę. Dlaczego z daleka widać, że ktoś ma w cholerę kasy? Oni, one jakby błyszczeli. Nie mogą wszyscy używać podkładu z płatkami złota. Nie wydzielają chyba jakiś specjalnych feromonów. Platynowe karty też tylko plastikiem pachną. Może chodzą w specjalny sposób? Ten problem jakoś mocno mnie nie zajmował. Poprzestałem na tym, że wiem, że widać i ja też tak chcę.

W międzyczasie zainstalowałem apkę w telefonie liczącą pokonany dystans dziennie. Brakowało mi tego dnia kilku kilometrów do normy. Uznałem, że dobrze będzie przejść 3 razy dość duże centrum handlowe. Na zewnątrz przyglądając się ludziom kurzącym w podcieniach papierosy (współczesna partyzantka, Armia Ludowa dosłownie, francuski ruch oporu…). Wewnątrz jedną stroną galerii i drugą też.

Za trzecim nawrotem jednym z wejść wpłynęła w ludzki nurt para “świecąca” z oddali wielką kasą. Bardziej zajmowało mnie wykonanie zdrowotnej normy. Do końca sklepu został jeszcze z kilometr. Szli wolniej więc po kilku minutach byłem na tyle blisko by w myślach powiedzieć; “Wow! Prawdziwa klacz pełnej krwi angielskiej”*

* – nie szukajcie wyjaśnienia w Wikipedii ani u znawców koni, ani na Służewcu. Nic nie znajdziecie. Klacz Pełnej Krwi Angielskiej (KPKA) to komplement wobec kobiety, który nigdy nie zostanie wypowiedziany (kto by chciał dostać w ryja z plaskacza?). Ponadto KPKA jest tajne i tylko moje, prywatne. Wymyśliłem KPKA dla potrzeb wewnetrznych dialogów z samym sobą. Próbowałem kiedyś nawet ideę KPKA wyłożyć najlepszym kolegom, ale tylko Żyd odrobinę łapał.

Już piszę kim jest KPKA. Zaczynając od podłoża. Londyn, godzina 23.oo, wiosenna noc. Klacz stuka obcasami o gładki, mokry bruk, mgła pachnie latarniami. Rytm miarowy, silny, ale nie za mocny. Wiadomo, że idzie i tylko tyle. Nie mylić z ciężkim kłapaniem o podłoże w krowim stylu. Styl zmęczony, nachalny i przypominający spęd parzystokopytnych na łąkę i wypas. Lekkie dziewczyny potrafią chodzić jak zmęczone życiem mamuty także nie jest to kwestią wagi ciała.

Wyżej. Łydki wystarczy, że poprawne. Uda wyrastają z kolan w ledwie zauważalny X a dokładniej w Y. Przerwa miedzy nimi wskazana. Uda solidne i tłuste. Skóra może przechodzić nawet w delikatny “kalafior” (to akurat fetysz Żyda). No i najważniejszy zad. Tyłek musi być “jak się patrzy” bez twardotłuszczu. Konsystencja jest mniej istotna od konstrukcji nośnej. Mam w tej chwili na myśli połączenie kręgosłupa z miednicą i umiejętność odpowiedniego kołysania podczas chodu czy kłusu tą drugą. W tym jest sedno. Do tego letnie sukienki z cienkiego materiału sprzyjają ekspozycji tej części ciała. Może wystarczy.

————————————–

Dłuższą chwilę obserwowałem kobietę z lepszego Świata i jej wzorcowy tyłek. Tak dłuższą, że uznałem iż może ją piec albo szczypać (analogicznie do uszu, które niby pieką gdy ktoś nas obgaduje). Postanowiłem przyśpieszyć by wyprzedzić tę parę. Wtedy zrozumiałem co ich odróżnia od ludzi biednych. Buty za dwa tysiące czy koszula za 200 zł nie są przecież niczym aż tak wyjątkowym. Wyjątkowe i to co daje “blask” jest ubieranie tych wszystkich rzeczy jeden raz. Licząc z przymierzaniem w sklepie dwa razy.

Pora na finał. Gdy znalazłem się za rzeczoną parą w odległości 3 m, facet się obrócił. Spojrzałem mu w oczy “mówiąc”; gratki. Gratki za kasę i “drugą połówkę pomarańczy”. Tak, wiem, zbyt romantycznie podchodzę do tematu. Wtedy stało się coś absolutnie zaskakującego. Gościu zwrócił się do Pani:

– Przesuń się bo Pan chce przejść.

Miejsca było dla spokojnie trzech osób. Pani KPKA pokornie zeszła mi z drogi. Strasznie ciulowo się z tym czułem. Jest rzecz, której nie czuję, bo “rozumiem” się nie sprawdza, że paradoksalnie Ona z nim jest właśnie z powodu takiego traktowania. Może też dla kasy. Może to Ona go utrzymuje lecz lubi otrzymywać komendy jak sabaka.

krakdent1

Rzeźnia na poziomie Ultra Przemoc

Slaughter on Ultra Violence. Najpierw rozwinę pojęcie UV. Nie chodzi tutaj o krem z filtrem do opalania. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, była taka gra na PC jak Quake. Były to czasy w których połowa z Was czytelników raczkowała lub była zygotą, gry pisało kilku gości żrąc tanią pizzę. Własnie kilku takich zrobiło Quaqe’a. Zarobili na tym tyle hajsu, że przez trzy lata zwycięzca turnieju w tę grę otrzymywał Ferrari (takie prawdziwe). Sukces tej gry wynikał, moim zdaniem, z olbrzymiej ilości świeżych pomysłów, chrupiących jak seler naciowy.

“Zwykłe” gry miały np. 3 poziomy trudności:

– Izi – łatwy.

– Midium – średni.

– Chart – taki szczupły pies…

Quake miał jeszcze poziom, z przymrużeniem oka, ULTRA VIOLENCE. Potwory wychodziły nawet z fug między kafelkami. Trzeba było robić małe kroczki jak gejsza by nie wyjebać się na śliskiej od krwi podłodze.

krakdentŻycie ustawiło dla mnie poziom HARD i dlatego nie interesują mnie wesołe miasteczka, przerażające zjeżdżalnie, skoki na bandżi lub z samolotu. Od czasu do czasu sam sobie ustawiam poziom Ultra Violence by codzienne “hard” wydawało mi się lżejsze. Np trzydzieści godzin bez snu i 600 km przez pustynię by dotrzeć do hotelu w izraelskim klinie między Jordanią i Egiptem. Albo targi “Krakdent“. Nie macie pojęcia jak ciężko jest się przeciskać w tysięcznym tłumie z którego znaczna część jest 15 lat młodsza i zarabia dziennie tyle co ja w dobrym miesiącu gdy jeszcze miałem pracę. To jest prawdziwe Ultra Violence dla człowieka z zaniżonym lub brakiem własnej wartości.

Nie wiem skąd mi się wzięła myśl, że będziemy na tych targach godzinę do dwóch. Gdy usłyszałem “5” nawet się do siebie uśmiechnąłem jak uV zmienia się w uV x 5. Po godzinie miałem dosyć. Nie sposób udawać zainteresowania czymś o czym nie ma się zielonego pojęcia, ale próbowałem. W pewnej chwili zapytałem M1 “czemu te wiertła są takie duże?“. Że niby do zębów mamuta albo tygrysa jaskiniowego. M1 – “Bo to nie są wiertła tylko narzędzia dla techników protetyki“. Odparłem moje zwyczajowe “Mhmm“, ale to wystarczyło by hostessa z konkurencji mnie wyhaczyła. Swoją drogą bardzo nieładna praktyka łowić rybki w cudzym stawie. To jest odbijać klientów z konkurencyjnego stoiska.

Zapytała czy jestem zainteresowany (nie pamiętam czym). Odparłem, że nie, ale ona (tu wskazałem na M1) być może. Myślałem, że panna czepi się tramwaja i sobie pójdzie. Na to ta 20-o latka mówi: “Żona… coś tam, coś tam”. Krzyknąłem przez rzekę ludzi do M1: “Jesteś moją żoną, słyszałaś?”. Obśmiała się, zeskanowała wzrokiem apetyczną hostessę i wróciła do swoich zajęć. A to biedne dziewcze jakby się w sobie zapadło.

– Bardzo Pana przepraszam. Teraz trzeba uważać co się mówi bo jest inaczej, świat się zmienił, obyczaje (czy coś w ten deseń).

– Nic nie szkodzi. Jest okay.

– Naprawdę bardzo przepraszam. Ten Świat (poczerwieniała na twarzy, bardzo się speszyła i zaczęła wycofywać z niezręcznej sytuacji)

Wymamrotałem pod nosem raczej do siebie. Bardzo cicho. Jednocześnie, dla zmyłki, uśmiechając się do tej dziewczyny by jej przykro nie było niepotrzebnie.

– Nawet nie masz pojęcia jak bardzo ten Świat jest, będzie i dla Ciebie popierdolony.

Później siedziałem w korytarzu między halami wystawowymi. Naciągnąłem kaptur kurtki na głowę bo zainstalowali tam wentylację i wiało zimnym powietrzem. Piłem znośną kawę i oglądałem jakieś www na telefonie. Kątem oka widzę, że trzy hostessy się przemieszczają do drugiej hali a innego korytarza nie ma. Wśród nich była i Ona, tzn Ta. Była pewna, że nie widzę ich spod kaptura, ale zauważyłem jak daje znaki, szarpie za ramiona te dwie pozostałe by zawrócić. Pewnie im się nie przyznała, że tam na ławce siedzi taki Zły Pan. Pewnie też potrafi czytać z ruchu ust.

po-co-sa-pieniadze

Po co są pieniądze?

Już wiem, ale po kolei.

Musicie wiedzieć jeszcze jedną rzecz o SM’ach. Nigdy nie śpią poza domem. Ten dowcip o tym jak koleś się budzi w łóżku kobiety a na jego ramieniu spoczywa Ona, nie wziął się z nikąd. Naprawdę tak jest, że ten facet odgryza sobie własnymi zębami ramię, zaciska opaską by się nie wykrwawić po czym w te pędy jedzie na ostry dyżur pozszywać, kierując jedną ręką. To bardzo prawdziwa legenda.

SM’y nie sypiają poza. Z CT’etkami jest trochę lepiej. Tradycyjna, bierna rola kobiety ma pewnie na to jakiś wpływ. Ja też nie sypiam/łem poza. Jeśli przyszło mi gdzieś spędzić noc to mój organizm syntetyzował Amfetaminę i byłem czujny jak surikatka na warcie. Tym razem było inaczej. Pewnie starość. Na propozycję spędzenia nocy przystałem odmową po czym przypomniałem sobie o tym odgryzionym ramieniu i stwierdziłem, że już, kurwa, nie wypada tak robić w moim wieku. Poza tym nie można być takim ćwokiem. Kobieta się stara, kolację robi i w ogóle. Druga sprawa: takie rzeczy są napiętnowane w filmach o dobrych ludziach a kto nie chce być dobry?

Przewijając rolkę z filmem do rana:

– Jak się spało?

– Zaje-kurwa-biście! Dawno się tak dobrze nie wyspałem. Wiem już po co są pieniądze. Po to by kupować takie wygodne łóżka chociażby.

– Tak?

Łóżko na zamówienie z Gniezna. Pokryte skórą Lamy (nie Dalajlamy) z Tybetu w cenie pięciu X mojego samochodu. Materac w cenie operacji powiększania biustu. Strzeliłem mu nawet sweet-focię na pamiątkę.

lozko-z-tybetu