adam-asnyk

Kocham się z Tobą bez Ciebie

Myśleliście pewnie, że to ja taki złotousty wynalazca pięknych tytułów jestem. Nie. Sparafrazowałem tylko Adama Asnyka. Asnyk nie rusza mnie wcale, ani Wikipedii nie otworzę. Pamiętam tylko kolegów zamieszkałych na ul. Asnyka, ze szkoły podstawowej ćwierćniemców, 1/8niemców, 1/16 itede, którzy wybyli do faterlandu na tokarki i bojów hotelowych, jeszcze w podstawówce.

CZYTAJ więcej

czym-jest-milosc

Czym jest miłość

Kurde – nie wiem. Zauważyłem za to, że wszystkiego można się nauczyć. Oczywiście tak do trzydziestki wszystko jakoś łatwo się wchłania. Później ludzie się betonują. Mając niecałe dwadzieścia lat wciągałem całki i różniczki nosem i z miejsca dostawałem kopa. Będąc na “haju” potrafiłem podać wynik obliczony w pamięci skomplikowanego równania, które było wciąż męczone przez nauczyciela na tablicy. Podejrzewał mnie nawet o włamanie do jego notatek. Inaczej się nie dało. Nie było wtedy netu a my lecieliśmy z niestandardowym programem. Dziś nad równaniem z dwiema niewiadomymi siedziałbym pewnie tydzień i skończył pytając Google na głos, bo nawet klepać literek się nie chce.

Z miłością jest identycznie. Różnica polega na wieku. Oglądamy i doświadczamy jej od pierwszego dnia albo i pływając w płynie owodniowym. Oglądamy i uczymy się. Nastolatki mają kilka/naście dziewczyn/chłopaków i to jest poligon na którym szlifujemy wiedzę teoretyczną. Później poznają “tego jedynego”, biorą Volvo i domek na raty do końca swych dni będą dostawać sraczki śledząc kurs Franka i to czy wystarczy do pierwszego. Tak powinno być w idealnym modelu.

Problemy zaczynają się wtedy gdy dziecko w swoim czasie nie odbierze lekcji teoretycznej albo dostanie totalnie popierdolony materiał dydaktyczny. Później doszkoli się z pornosów i od FemiNazistek, które niczym larwy much upodobały sobie system edukacji publicznej. Jest źle. Nie wiadomo czy takim dorosłym ludziom skrócić męczarnie kulą z AK47 czy czekać może na jakąś samo naprawę naszej Cywilizacji.

Dobra. Wiem, że Panie czekają na konkrety. Kobiety uwielbiają szczegółowe poradniki. Np ile gramów bakłażana i o której godzinie, w dniu tygodnia go wpierdalać by schudnąć 2 deko w miesiąc.

Zatem nie wiem czym jest miłość. Wiem czym nie jest. Metoda prób i błędów. Dziś dwa przykłady. Nie jesteś z nim w związku miłosnym jeśli:

– Nie możesz o tym powiedzieć Światu, zmienić statusu na FB czy zrezygnować z subskrypcji na sympatii. Nie wspomniesz o tym ani mamie ani tacie ani koleżance.

Dwa. Jesteś np mężczyzną i masz w otoczeniu koleżankę, którą “kochasz”. Nie możesz się zdobyć na to by powiedzieć jej, że chciałbyś jej dostarczyć mnóstwo przyjemności robiąc loda. Czy jakoś tak. Wiadomo o co chodzi. Różnie bywa z tymi rolami. Nie racjonalizuj sobie tego nieśmiałością czy konwenansami. Człowiek zakochany może wszystko o czym wkrótce napiszę.

————————————————

Wracając do analogii z odpowiednim wiekiem na naukę. Oczywiście mógłbym zgłębiać liczby zespolone i napisaną na ich podstawie Teorię Strun, ale wątpię by starczyło mi zapału i czasu w tym wcieleniu. Gdybym miał 20 l. dziabnąłbym to w kwartał. Miłości uczymy się do trzeciego roku życia. Później oczywiście można próbować z poradników, od psychokurwaterapeutów lecz nie będę Wam mydlił oczu iż to może zakończyć się pozytywnie.

tofi

Mój Ty jesteś Cz. 1

Długo szukałem tytułu dla tego minicyklu. Kto ma bardziej przejebane? Ludzie czy psy? Czy może pod górkę mają kozy ubijane rytualnie albo gęsi? Kim się zajmować? Ludźmi, zwierzętami? Są tacy, którzy płaczą nawet nad zbyt brutalnie zerwaną fasolką. Patrząc wstecz na mój los i ludzi przecinających moją drogę nie mam żadnych wątpliwości. Jesteśmy koroną stworzenia, ale to wiąże się też z przykrymi konsekwencjami. Najmocniej się ranimy i używamy najbardziej wyrafinowanych sposobów zadawania bólu. Jeśli miałbym wybierać wolę ludzi jakkolwiek nie wybrzydzam o czym niżej:

Z osiem lat temu wracałem z jakiegoś kurwirajdu* o trzeciej w nocy. Przerażającej nocy. Mróz tak ściął, że nawet odgłos opon trących o śnieg drażnił. Skrzypiało wszystko bardzo nieprzyjemnie. Jechałem już wsiami na długich światłach dłuższy czas. W oddali zobaczyłem ni to psa ni lisa. Kłębek kłaków w kolorze beżowym, do połowy w śniegu. Zwierz stał na poboczu i myślał. Wiedziałem, słyszałem, czułem jego myśli. A myślał tak; pierdolę, wychodzę wprost pod auto, to koniec, albo teraz albo nigdy. “Słysząc” to we własnej głowie zwolniłem minimalnie by przygotować się do hamowania. Pies faktycznie wyszedł wprost pod koła. Skulił się w sobie patrząc w reflektory auta. Czekał tylko na uderzenie lub na łut szczęścia jak w lotto.

Dalej to coś dziwnego kazało mi się zatrzymać. Wyszedłem z auta “zaparkowanego” na środku drogi E20. Mróz tak napierdalał, ze smarki w nosie przy każdym wdechu ścinało. Dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie. To znaczy ja i pies. Dosłownie rozmawialiśmy w myślach (przysięgam, że w tamtych czasach niczego nie brałem). Koniec był taki, że oznajmiłem mu; “no dobra biorę Cię – nigdy tego nie robię, ale teraz czuję, że muszę”. Uśmiechnął się delikatnie (pies!).

Był bardzo słaby. Stał w tych długich światłach. Wziąłem go na ręce za brzuch. Ważył tyle co puszysta sierść i bryły lodu do niej przyczepione. Usadziłem go na siedzeniu pasażera, podkręciłem jeszcze bardziej nawiew i ogrzewanie.

Ruszyłem z miejsca i ku mojemu zaskoczeniu psina zebrała w sobie resztki sił i położyła głowę na moim udzie przyciskając ją z całej siły a siły nie miał już prawie wcale. U psów taki gest oznacza “mój jesteś” bez zabarwienia dominacji. Tak na wszelki wypadek gdyby w aucie jechał inny pies będący żywą konkurencją do miłości.

Został ze mną. Chociaż nigdy nie mieszkał w domu z ludźmi nie chciał mnie pierwszej nocy ani na chwilę opuścić. Nie miał siły ani wejść po schodach ani wskoczyć na łóżko. Jeszcze w pościeli odmarzał z lodu. Nie miał pcheł bo zamarzły w pizdu ani robaków bo robaki nie miały co jeść.

Przez te osiem czy dziewięć lat nie udało mi się go oswoić. Zawsze ucieka przed wirtualnym ciosem. Tylko mi daje się pogłaskać. Ma też brzegowe zaburzenia osobowości. Porusza się jak auto ze złą zbieżnością kół a to oznacza, że musiał być połamany. Słowem; zjebana młodość, dzieciństwo.

tofi-tofi

 

Heniek Sienkiewicz w temacie:

Na rynku ujrzał z daleka pomost, a na nim sylwetkę kata. Na ten widok drgnął i przeżegnał się – wówczaj ksiądz podał mu krzyż do pocałowania. W pewnej chwili u jego stóp pojawił się pęk chabrów, rzucony przez młodą dziewczynę z ludu. Zbyszko schylił się, podniósł go, a następnie uśmiechnął się do niej. Niewiasta wybuchnęła głośnym płaczem. W pewnej chwili spomiędzy rycerzy wystąpił Powała z Danusią na ręku i krzyknął “Stój”!

Pan z Taczewa zbliżył się do Zbyszka i podał mu biało ubraną Danusię. Zbyszko był pewien, że to na pożegnanie. Chwycił ją i objął -lecz Danusia zamiast przytulić się do niego, zerwała szybko ze swych jasnych włosów białą zasłonę i owinęła w nią całkiem głowę Zbyszka. Potem zaczęła donośnie krzyczeć rozpłakanym, dziecinnym głosem:

-“Mój ci jest” mój ci jest!”

-“Jej ci jest!” -powtórzyli rycerze.

*- Wypad samotny do różnych miejsc o charakterze quasi rozrywkowym.

pierwsza-milosc

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI 2

Wczoraj spotkałam moją pierwszą miłość. Nie wiem jak to się dzieje, że w jednym miejscu, w tym samym dniu o tej samej godzinie wpadasz na kogoś, z kim spędziłeś dobre parę lat. Ktoś powie przypadek, zrządzenie losu. Nie ogarniam tego.

W jednej chwili w małym ciele czułam strach, stres, lęk, adrenalinę,  podniecenie. Prawie jak przed maturą. Nie wiem dlaczego spotykają mnie takie momenty jak ten. Po co to jest? Jakie to ma wypełnić zadanie w moim życiu? Najważniejsze jednak pytanie: kto lub co aż tak bardzo chce mi dokopać, że podsuwa mi takie sytuacje dosłownie pod nos?

Rozmawialiśmy chwilę o tym co słychać i jak układa nam się w życiu. Fajna, normalna rozmowa. W przeciwieństwie do mnie chyba wydoroślał. Ma kogoś, mieszkają razem, mają wspólny kredyt. Coś ich łączy,  coś wiąże. Nie ważne już nawet to, jakiego rodzaju to związek czy układ. Przynajmniej próbuje coś osiągnąć. A ja?! Nadal tkwię w czarnej dupie, “przywiązana” do taty.

Przez chwilę próbowałam nawet spojrzeć na niego oczami sprzed 5 lat ale nie mogłam. Wygasło wszystko co było kiedyś.  Nie pozostało nic. Nasuwa się teraz tylko pytanie, kto kogo wyprzedził w tym peletonie do dorosłości?!

Po wczorajszym zdarzeniu zgasł we mnie ostatni płomień nadziei na cokolwiek. Czułam jak opadam z sił. Pozostał tylko bezsens każdego kolejnego dnia. Nie chcę zadawać sobie ciągle pytania: “czy uda mi się kiedykolwiek zacząć żyć?”. Wszystko przecież dzieje się tu i teraz.  Za miesiąc,  rok nie spotka mnie nic lepszego a za rogiem nie czeka lepsze życie.  Nie będę ani młodsza ani piękniejsza ani jakakolwiek w ogóle.  Tylko jak to sobie uzmysłowić a co najważniejsze jak to POCZUĆ?

Tobie W. życzę wszystkiego dobrego.

walentynki

Dla Walentynek

Będzie wpis o portalach randkowych. Dawno, dawno temu na www.wp.pl był chat gdzie wyrywało się panny i mężatki. Jeszcze dawniej był, za siedmioma górami IRC, ale w tamtych czasu społeczność sieciową stanowiło 90% mężczyn. No chyba, że poznało się Krystynę – siatkarkę zawodową na “emeryturze” w sklepie komputerowym. Załapałem się na loda (to był poziom ultra Violence ponieważ Krystyna miała ułamaną trochę jedynkę z ostrymi krawędziami). Ten okres można nazwać prehistorycznym.

Później przyszła era portali randkowych. Sympatia.pl praktycznie była lokomotywą finansową onetu. Koleżanka założyła mi tam konto gdzieś w okolicach 2004 roku. Konto idealne ponoć z punktu widzenia kobiety. Wiecie takie pierdy o zachodach słońca, podróżach (eufemizm na “mam kasę”, romantyk lecz polujący na dzikie mustangi) Coś w tym było, bo zostałem wyhaczony przez kilka interesujących kobiet. Nigdy nie byłem predatorem. Znam kobiety i mężczyzn zawodowo trudniących się wyłapywaniem okazji tak jak na Allegro.

Bo czymże są te strony jak nie eBayem z ludźmi? Niczym więcej. Oczywiście są małżeństwa, dzieci i domki z ogródkiem biorące się z romantycznej strony internetu.

Miałem przytoczyć kilka przykładów takich portali ale w okolicy 2008 ostatni raz skorzystałem, zamoczyłem w ten sposób. Uleciało mi to z głowy a propozycje kolejnych lądują w spamie. Jestem bardzo ciekawy Waszych w komentarzach doświadczeń. Może zmienię zdanie i zapiszę się na jakiejś stronie jeszcze dla seniorów.

Sympatia, randkowa, erodate (to dla seksoholików w ostatnim stadium przed “rehabem”). Ostatnio zapukała do mojego mejla strona Victoria Milan. Strona kojarzy ludzi w związkach, którzy chcą sobie podupczyć na boku i bez zobowiązań (nie istnieje seks bez zobowiązań, ale to temat na inne wpisy). Są strony kojarzące ludzi do poważnego związku (tadam! – domek z ogródkiem) i są strony dla Żydów i chrześcijańskich chrześcijan.

Ech.

Używam tylko jednego portalu randkowego www.roksa.pl. Być może z powodu wypalenia, cynizmu starczego czy czegoś tam. Wolę uzasadniać to sobie względami ekonomicznymi. Na normalnym portalu musisz zapłacić 50-200 zł za udział w kołowrotku. Zmarnujesz dziesiątki jak nie tysiące godzin przeglądając to jebane Allegro z ludźmi. Nawet gdy masz wprawę spędzisz 10 kolacji z pojebami (tak istnieją ich żeńskie odpowiedniki) zanim znajdziesz jedną sensowną dziunię. Koszt 1.000 zł. Kwiaty, sraty, dojazdy to kolejne koszty. Kobiety przed jedną randką potrafią wydać 300 zł na fryzjera, drugie tyle na kosmetyczkę i tysiaka na ciuchy. Im też nie jest lekko.

Więc po co, do faka jasnego, przepłacać? Gdy można mieć taką szproteczkę za stówę:

walentynki-dziewczyna