pomarańczowe diablo

Pomarańczowy Diabeł

Deszcz pada. Siedzę w aucie sam na jakimś zadupiu pod lasem. Buduję tamę jeszcze trzy metry wyżej. Piszę sms’y grzeczne odmawiające spotkań. Bezsensownych znajomości prowadzących do jeszcze bardziej nikąd.

Wcisnąłem ostatni raz kopertkę “SEND”, podniosłem wzrok na skrzyżowanie i widzę pomarańczowe Lambo biorące zakręt prosty z prędkością 110 km/k, gwałtownym szarpnięciem kierownicy. Takie auto jest pretty rare, że się tak zagramanicznie wyrażę. Ostatni raz w takim widziałem chłopaka M3. Poza tym ten styl jazdy wskazuje na daleko posunięty atak BPD (brzegowe zaburzenia osobowości). Znam ten klimat dobrze po latach z M1 i M2. Razem rozwaliły więcej samochodów niż arabscy zadymiarze w Paryżu. Koleś miał być w tym momencie w Garniś Parten Kirśien albo w Monako czy Łorewer. Właśnie dotarło do mnie wielkie łorewer. Wielkie jak droga mleczna.

i Przypomniałem sobie ostatnie łorewer sprzed kilku lat gdy przyjmowałem M2 resztkami nadziei, jadąc na oparach uczuć. Po 45 minutach zerwała się z krzesła (dłużej zmywałem parapet w kuchni) i oznajmiła, że ma umówioną kosmetyczkę-depilatorkę. W podskokach znalazła się w korytarzu i kozakach. Nie protestowałem. W myślach tylko skonstatowałem, że skoro jestem mniej istotny od włosów rosnących wokół dziury w dupie, to nie ma sensu się szarpać. Popatrzyłem jak idzie schodami w dół czego nigdy wcześniej ani później nie robiłem. Chyba po to by lepiej wdrukować sobie w pamięć ten moment.

Przekręciłem kluczyk i czekałem aż “żarek*” zgaśnie by móc ruszyć.

———————————————–

*- w dizlach jest taka sprężynka w ikonkach na desce rozdzielczej oznaczająca świece żarowe. Ona musi zgasnąć by było możliwe ruszczenie do przodu.

 

ufo-nol

U.R.O.

U.R.O. to nie maoistyczna partyzantka Nikaraguańska, ale o tym po tym:

Kilkanaście lat temu zadzwoniła do mnie siostra, rozemocjonowana, podniecona przekazaniem nowiny nie cierpiącej zwłoki. Ojciec, matka i ona przysięgali na wszystkie świętości, że widzieli UFO nad taką polanką nieopodal rodzinnego domu. Obiekt z pewnością nie był laserową projekcją tylko materialna bryłą “obmywaną” przez chmury (co świadczyło o jego trójwymiarowości). Wyglądał jak torus. Jakby ktoś był słaby z geometrii torus to donut czyli obwarzanek lub pączek z dziurką czy łorewer. Rodzice a w szczególności matka są ludźmi mocno stąpającymi po ziemi. Widziałem w nich wszystkich ten wstrząs wywołany zajściem.

Jeszcze ciekawszym było obserwowanie jak z upływem tygodni, miesięcy, lat wypierali to wydarzenie ze świadomości. Jak logiczna i racjonalna część naszej osobowości mieli na pył wspomnienia i utylizuje je, wydala, wypiera, by nie zakłócały przyjętego obrazu rzeczywistości. Nie ekscytuję się tematem zbytnio. Obejrzałem całe hektary i godziny filmów na YT o UFO i z UFO. Przeczytałem z setki tekstów, ale na inne tematy zrobiłem podobne rekonesansy.

NIE czekałem też by spotkać NOL’a albo obcych. Nie było mi to do niczego potrzebne. Kiedyś latem leżąc na ławce patrzyłem w gwiaździste niebo w oczekiwaniu na Perseidy. Widziałem jedną maleńką gwiazdkę poruszającą się przez cały nieboskłon. Pomyslałem stacja MIR albo inne ciulstwo w kosmosie a może samolot na 11 kilometrach leci na światłach… Co do Perseidowych meteorytów to więcej widziałem przypadkiem, w tym jeden olbrzymi z dymem, ogniem i efektami specjalnymi, niż tej nocy.

Trochę się czułem wykluczony z kręgu tych, którzy “Widzieli“. Spokojnie mogłem z tym uczuciem egzystować. Do wczoraj gdy się TO stało. Jak wszystko co przełomowe i niezwykłe, przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, nieproszone i niezamawiane. Głowa zaprzątnięta zupełnie czymś innym. Właściwie kimś innym. Postacią M2. Jadę powoli, 40km/h wiejską, jednopasmową drogą.

Wtem przecina mi tor jazdy sarna. Pamiętajcie, że to co “zobaczyły” oczy musi obrobić mózg inaczej to tylko naświetlone pręciki i czopki i nic więcej. Zaczynam się zastanawiać czemu nie pamiętam kształtu sarny i czemu przebiegła drogę tak szybko. Dlaczego sarna miała na sobie kamizelkę z odblaskowym światłem jak neonka. W końcu: dlaczego nie miała kończyn i unosiła się metr, dwa nad ziemią.

ufo-neonowe

 

Zajęło mi kilka sekund przetworzenie wydarzenia. COŚ przeleciało nad drogą z prędkością 200-300kmh/h, było wielkości sarny, nie wydawało żadnych dźwięków, było ciemne z biały paskiem lub rozmazanym przez prędkość punktowym światłem. Pewnie nigdy nie dowiem się co to było. Piszę ponieważ i u mnie bez wątpienia nastąpi wyparcie tego ze świadomości. A szkoda.

U.R.O. to nowa kategoria nieznanych, którą właśnie wymyśliłem. Unidentyfied Running Object.