granica-swiata

Mikołeska

Magiczna miejscowość położona w południowej Polsce. Niby zwykła miejscowość, ale jest jak gmina dla wioski baby Jagi jej chatki z pierników. Tu się kończy Świat tak dosłownie i droga asfaltowa też zastąpiona jest gruntową. Można niby z Mikołeski dojechać do, tam gdzie należy. Tak naprawdę się nie da. Google, nawigacja i prasa i TV kłamią. Jeśli ktoś chciałby wytyczyć granicę Świata, tam gdzie się spada i lecąc widzi cztery ogromne słonie niosące Ziemie, to polecam Równoleżnik Mikołeska. Za nim nie ma żadnej materialnej nadziei.

CZYTAJ więcej

dobrodzien

Sezon “Szwędaczy” uważam za rozpoczęty

Zaszalałem i wybrałem się na tzw. “chyt”. Naturalnie doskonale zasabotowałem swoje zamiary żrąc 3 deko czosnku surowego. Gdy muchy wyleciały balkonem w popłochu z pokoju a ja popsikałem się “najkiem” pod jedną i drugą pachą (Po co?), nastał czas wyjazdu. Padło na Dobrodzień. Jakoś tak ładnie na mapie wyglądał. Oczywiście Fortuna sprzyja i takim jak ja. Zarząd Dróg, Mostów oraz Lasów przygotował pełno parkingów leśnych. Na tym na którym przerwałem nonsensowny wyjazd do Dobrodzienia stało stare BMW. Chciałem być absolutnie sam więc poczekałem aż wrócą. Myślałem, że jakieś młode leszcze dupczą się w chaszczach. Właścicielem BMW po godzinie okazał się pracownik leśny z kosą Stihl. Wycinał krzczory tak by miastowe mieli gdzie dżoging uprawiać i na bajkach znaczy rowerach jeździć.

Nudno? Też tak uważam. Może wyrażę swoją opinię na temat lasu i jego mieszkańców, hm? Nie będę zanudzał, bo mam tylko dwa słowa: Jebane komary!

 

Walk Dobrodzień from Marceli Nowotko on Vimeo.

Gdy wrócę – wrócę do tematu.

pomarańczowe diablo

Pomarańczowy Diabeł

Deszcz pada. Siedzę w aucie sam na jakimś zadupiu pod lasem. Buduję tamę jeszcze trzy metry wyżej. Piszę sms’y grzeczne odmawiające spotkań. Bezsensownych znajomości prowadzących do jeszcze bardziej nikąd.

Wcisnąłem ostatni raz kopertkę “SEND”, podniosłem wzrok na skrzyżowanie i widzę pomarańczowe Lambo biorące zakręt prosty z prędkością 110 km/k, gwałtownym szarpnięciem kierownicy. Takie auto jest pretty rare, że się tak zagramanicznie wyrażę. Ostatni raz w takim widziałem chłopaka M3. Poza tym ten styl jazdy wskazuje na daleko posunięty atak BPD (brzegowe zaburzenia osobowości). Znam ten klimat dobrze po latach z M1 i M2. Razem rozwaliły więcej samochodów niż arabscy zadymiarze w Paryżu. Koleś miał być w tym momencie w Garniś Parten Kirśien albo w Monako czy Łorewer. Właśnie dotarło do mnie wielkie łorewer. Wielkie jak droga mleczna.

i Przypomniałem sobie ostatnie łorewer sprzed kilku lat gdy przyjmowałem M2 resztkami nadziei, jadąc na oparach uczuć. Po 45 minutach zerwała się z krzesła (dłużej zmywałem parapet w kuchni) i oznajmiła, że ma umówioną kosmetyczkę-depilatorkę. W podskokach znalazła się w korytarzu i kozakach. Nie protestowałem. W myślach tylko skonstatowałem, że skoro jestem mniej istotny od włosów rosnących wokół dziury w dupie, to nie ma sensu się szarpać. Popatrzyłem jak idzie schodami w dół czego nigdy wcześniej ani później nie robiłem. Chyba po to by lepiej wdrukować sobie w pamięć ten moment.

Przekręciłem kluczyk i czekałem aż “żarek*” zgaśnie by móc ruszyć.

———————————————–

*- w dizlach jest taka sprężynka w ikonkach na desce rozdzielczej oznaczająca świece żarowe. Ona musi zgasnąć by było możliwe ruszczenie do przodu.

 

magdalena-M3

Niedziela z M3

Zainicjowała pierwsza po dwóch tygodniach i ja dwa dni broniłem się przed tym spotkaniem. Przyczyny trochę naszkicowałem we wpisie weselnym. Powodów oczywiście jest jeszcze milion. Nie mam ochoty siedzieć przy cudzie kobiecego ciała i umysłu i nie móc z nią w pełni być. Nawet w 25% procentach. Po co mi te katusze? Czy jestem masochistą? Ledwie sam wiem czego chcę w życiu i nie mam zielonego pojęcia czego ona chce ode mnie. Może ktoś z Was wie o co chodzi w tym wszystkim i doradzi.

“Uległem” dzisiaj. Nie mam żadnego sposobu by wyrzucić z głowy siedmioletnią, platoniczną miłość i niespełnienie.

M3 ma figurę modelki i manierę zamykania jej w obcisłych ciuchach, które mniej służą podkreśleniu tej kształtów, moim zdaniem są czymś w rodzaju krępowania i autoagresji. Sztywny stanik na piersi rozmiaru “pomarańcz” co przy ciałku o wadze poniżej 50 kg czyni ją łanią (zresztą wracając nocą widzieliśmy kilka sarenek). Łania to wg Kamasutry idealna kobieta, kobieta o idealnym ciele. M3 zdecydowanie zalicza się do tego typu.

Więc po cholerę te tytanowe staniki i spódniczki opinające do bólu nieziemski tyłeczek?

Dzisiaj była całkiem inna. Ażurowy, beżowy, e l a s t y c z n y sweterek a pod nim jeszcze bardziej prześwitujący czarny stanik dający swobodę piersiom. Wraz z jej ruchami oczka sweterka pracowały pokazując raz więcej raz mniej. Piersi dzięki swobodzie, falując, rozchylając się, podgrzewały płyny ustrojowe (moje) do trzystu stopni celcjusza.

Po co to wszystko i czymże sobie zasłużyłem? Ten wpis nie jest bynajmniej erotykiem. Rozmawialiśmy o ranach do kości zadanych i zapamiętanych z wczesnego dzieciństwa. O czym później.