na-moscie-woda

Czy w latach sześćdziesiątych ludzie byli szczęśliwsi?

Wracałem z roboty od ciężkiego pacjenta, którego powoli oswajam to jest; nie cierpię zbytnio po pracy u nich. Pod drodze nadarzyła się okazja wstąpić do mojego miejsca kontemplacji (każdy/a takie ma, prawda). W miejscu takim człowiek może oglądać szczaw albo ławkę drewnianą godzinę i oczyszczać umysł. Mam takie jeziorka z lasem, niebieskim mostem bez sensu. Przy ciulowej pogodzie mogę siedzieć nawet w aucie i gapić się przez rozmazaną szybę na żywopłot.

Obszedłem wszystko. Pomyślałem, wypłukałem mózg, podsumowałem i udałem się na most złapać trochę słońca, bo wychodziło i zachodziło co chwilę.

na-moscie-woda1

Stoję na szczycie mostu, patrzę w chmury gdy podchodzi do mnie starszy facet w typie podoficera Milicji Obywatelskiej i zaczyna “tanią gadkę”. Ciekawe otwarcie zrobił. Zaczął od Boga i religii. Było przed Wielką Nocą więc tematyka idealna jak na tanią gadkę (pacz).

Sondował mnie kilka minut a że jestem raczej socjopatycznym osobnikiem już myślał, że ze mną wpierdolił (najlepszym się trafia). Ani przez chwilę na niego nie spoglądając podałem mu pomocną dłoń. Dałem się wciągnąć w dyskusję. Oczywiście miał swoje cele. Pochwalić się życiem, sukcesami, cynkownią i warsztatem malarstwa proszkowego, pracą w USA w 1983 roku. Cały czas robił na mnie rozpoznanie operacyjne. Opowiadał jak jako żołnierz był w Kazachstanie i widział “dobrobyt” kacapów, którzy pili brudne mleko wprost z samotnej krowy gdzieś na stepie. Gdybym mu wtedy przyklasnął dostałbym szufladkę “prawicowy oszołom”. Później poczęstował mnie historią o wylocie do USA i o panującym tam wtenczas dobrobycie.

Dawałem dupy cztery dekady. Dużo za długo. Odpowiadałem nielogicznie tak, że mózg mu się przegrzał i alcHajmer cofnął. Poddał się w końcu. Wyżalił, pochwalił. W końcu zażądałem zapłaty za mój czas. Powiedziałem “wróćmy do religii, bo od tego zaczęliśmy”. Wyglądał jak rybak, któremu okoń kazał wpierdalać robaka z przynęty na okonie. Dałem temu spokój. Nie będę się znęcał. Na koniec zapytałem czy ludzie w latach sześćdziesiątych byli szczęśliwsi niż teraz. Spryciarz uchylił się od odpowiedzi. Nie rozgryzł dla której agencji wywiadowczej pracuję.

Razem wracaliśmy na parking do aut. On jechał na ciastko do nieżyjącej od ośmiu lat żony, która krząta się w nieistniejącym, szczęśliwym domu. Ja nigdzie. Stalo się coś dziwnego, bo poklepał mnie na odchodne po plecach i powiedział coś krzepiącego. Skąd wiedział jaki mam nastrój? To co powiedział było mocne i celne. Tak bardzo, że mój oporny “musk” zaraz to wymiótł. Zapamiętałem tylko wrażenie.

na-moscie-woda2