pol-prawda-blog

O ludziach którzy nie mówią całej prawdy

Słuchajcie. O tym musi być w pierwszym akapicie. Tak byśmy się dobrze zrozumieli. Mówienie nie-całej-prawdy jest kłamstwem. Pół prawda to gówno prawda. Tak jest w normalnych warunkach. Normalne warunki to 20 stopni celcjusza, jedna atmosfera i przyjemna wilgotność.

Zupełnie inaczej jest z ludźmi w jakiś sposób uszkodzonymi. Dla nich nie jest kłamstwem mówienie o sobie na 10%. Albo sami tacy jesteście skoro wciąż to czytacie albo znacie przynajmniej jedną z takich osób. Łatwo je/ich poznać o ile znajomość z nimi trwa jakiś czas, to zauważacie, że dzielą się z Wami wycinkiem własnego życia. Dostajecie 30% albo 50% ale nigdy, przenigdy stówy. Nawet po ślubie i miesiącu miodowym na Tahiti, będą Wam obcy…

Przykład:

B – Wiesz, Renata poznała nowego faceta.

& – Mhm (i dalej opycham się pierogami).

B – Jest z Elbląga.

& – No tak, byle dalej mieszkał. Pyszne ciasto i cieniutkie. Farsz urywa dupę. Ponadprzeciętne.

B – Wiem, że świetnie gotuję (ale trudno jej ukryć zadowolenie ze słusznego komplementu).

& – (Przeżuwam i słucham U2 (ju Tu) łif or łifałt ju) A wiesz siedziałem w brytyjskim więzieniu. (biorę kolejnego pieroga).

B – (Po dłuższym milczeniu) Czy nie sądzisz, że sześć lat to trochę zbyt długo by mi o takich rzeczach choćby wspomnieć?

& – Jeju. To w sumie był areszt imigracyjny, pół dnia. Wielkie mi halo.

B – Mogłeś mi wcześniej powiedzieć (w domyśle przed tym całym Pakietem, który daje kobieta ufająca i bezpieczna. Prościej pisząc przed obciąganiem, parzeniem się w kukurydzy jak para dzików, etc).

& – No tak, ale nie sądziłem, że Cię to zaciekawi. Słowo.

To wszystko z tego jednego na milion przykładów. Więzienie przypomniało mi się ponieważ strażnik wyprowadzając mnie i kogoś jeszcze wszedł do celi i powiedział “Wy Dwaj” czyli “You Two” czyli fonetycznie U2.

 

Pragnę się podzielić radością płynącą z odkrycia skąd się to bierze. Dla mnie prawdziwymi Klondike były M2 i M3. Kopalnie dosłownie złota wiedzy. Nie ma co smarkac w rękaw, że na prawie wszystkie choroby nie ma wciąż lekarstwa i zostaje tylko wyjazd do Lurdes lub Medjugorie. Jednak zawsze to milej gdy człowiek przestaje pytać “czemu?”. Któraś z Em niedawno na mój pół żartem zarzut, że i tak mi nie opowie całej historii automatycznie odrzekła: Bo zawsze dostawałam opierdol gdy czegoś chciałam i czymś chciałam się podzielić z rodzicami. Nie ciągnąłem tego dalej, ponieważ w każdej minucie życia pamiętam kiedy ostatnio zwróciłem się do rodziców o pomoc. Kiedy się do nich odezwałem myśląc, że są ludźmi. Miałem 14 lat. Tego jednego, pamiętnego wieczoru zszedłem do konspiracji, Szarych Szeregów, Armii Krajowej, do kanalizacji Warszawy. Tak już zostało czy tego chcę czy nie. To się dzieje automatycznie. Być może zmieni się po wyprawie do Medjugorie w Bośni.