male-dziecko

Wspomnienia z dzieciństwa

Temat dla psychologów, terapeutów chyba. Napiszę dziś o pierwszym wspomnieniu “świadomym”. Chodzi mi o wspomnienie nie pochodzące z odmiennego stanu świadomości. Wspomnienie naturalne i na jawie i nie wywołane relaksacją czy hipnozą z regresingiem.

Ojciec zaczął robić karierę na średnio niskich szczeblach komunistycznej ścieżki kariery. PZPR i te sprawy. W nagrodę rodzice polecieli (p o l e c i e l i) na wczasy do Bułgarii. Wtedy było to takim zaszczytem jak miesięczny, obecnie nazywamy to tripem, pobyt w Nowej Zelandii. Zostawili mnie i kogoś z rodzeństwa u własnych rodziców czyli moich dziadków na wsi.

Tutaj mała dygresja. Gdy dziecko nie dostaje wszystkiego co powinno od swoich rodziców to jest miłości, bezpieczeństwa, stabilizacji, oparcia, to później własne dzieci podrzuca tym własnie rodzicom jako rodzaj kary, upomnienia o dług, który musi być spłacony. Nie chodzi mi tutaj o układ w normalnej rodzinie wielopokoleniowej gdzie czasem 3-4 pokolenia mieszkają razem i przekazują sobie wszystko co dobre i tak jak trzeba z pokolenia na pokolenie.

Wrócili po dwóch tygodniach. Mój, chyba, brat był na rękach siostry ojca, ja stałem na ziemi, w polu po jej prawej stronie. Pamiętam, że wybuchło we mnie uczucie: biec jak najszybciej ku rodzicom, ale zawahałem się. Coś mnie zamurowało w miejscu. Nie znałem jeszcze takich uczuć jak “zrażony” czy coś w tym guście. Po prostu NIE BYŁEM PEWIEN czy MAM rodziców a jeśli tak to czy ci ludzie nimi są. Brat darł się na rękach ciotki co sił. Z ciekawostek dodam, że te wczesne wspomnienia są jak niemy film. Zupełnie bez dźwięku. Miałem może 3 lata maksymalnie.

Teraz mam ponad czterdzieści lat i wciąż czuję ten paraliż. Nie mogę w życiu wykonać żadnego zdecydowanego kroku. Każda nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pewnie dlatego nawet wyjazd do Chorwacji, czy Sracjchi jest dla mnie wyprawą na Marsa i muszą mnie końmi na takie coś wyciągać. Skaza ta we mnie dotyczy tej podejmowania wszelkich innych decyzji. Najgorsze jest to, że własnemu dziecku robię to samo…

W tym wpisie opowiem jeszcze o najpierwszym świadomym wspomnieniu, którego wg rodziców nie mam prawa pamiętać. Ledwie nauczyłem się chodzić. Mogłem nie mieć nawet dwóch lat. W tym wspomnieniu również niemym jeszcze jedna rzecz jest ciekawa – widzę siebie z zewnątrz jako trzecia osoba, duch, anioł stróż samego siebie. Obserwuję się z zewnątrz jak jestem ubrany w syfiasty komunistyczny kombinezon czy kurtkę w jakieś ciulowe szaro-szare wzory. Ojciec jej w kożuchu a ja tak mały, że mało mi ręki z barku nie wyrwie wyciągniętej do góry.

Jest siarczysta zima na wschodnich rubieżach Polski, okolice dworca. Film jest niemy, film jest bez pamięci o czuciu (nie mam w mózgu zapisu zimna, bólu i nawet tych uczuć o których wcześniej pisałem), film jest nagrany z zewnątrz. Zadziwiające. Ciekawe co na to fachowcy. Wiem miedzy innymi od M3, że moje wspomnienie nie jest niczym nadzwyczajnym.

Ojciec odwiedzał kuzyna pijaka, którym sam już był w tym czasie a później na pewno o czym wkrótce. Melina mieściła się gdzieś przy dworcu PKS. Ktokolwiek pamięta dworce PKS? To była jedna izba z temperaturą około zera, bo pamiętam parę z ust. Bardzo jasna, było słonecznie. Konstanty (ironiczne, nie?) leżał w barłogu. Na co dzień Kostek, Konstanty poruszał się na czworaka jak owczarek. Miał jakąś wadę od urodzenia i porażone nogi poniżej kolan się nie rozwinęły. Poza tym był atletycznym, charyzmatycznym mężczyzną. Duszą towarzystwa.

Przed barłogiem, przy oknie był stół zastawiony w stu procentach powierzchni pustymi butelkami i słoikami.

Konstanty nie chciał nigdy używać protez. Taki miał protest song. Poruszał się na czworaka jak ten jebany owczarek i którejś srogiej zimy przy minus trzydzieści zamarzł w lesie kicając z jednej wsi do drugiej by zabawiać inne pijane łajzy. Miałem wtedy kilkanaście lat.

 

male-dziecko-stary-album