swiety-jan-pawel-II-karol-wojtyla

Święty

Obiecałem sobie nie politykować ani nikogo nie nawracać. Podzielę się z Wami tylko moją opinią na temat świętości. Ona sprawdza się w czasie. Jak piła łańcuchowa Huskwarna działa po 10 latach to jest Huskwarną. Podobnie jest chyba ze świętymi. Fajnie, że są różne kościelne komisje, ale czas pokaże czy za pięćset lat losowy respondent – katolik wymieni Karola Wojtyłę obok Franciszka albo Józefa albo Krzysztofa. Ja jestem na 60% za.

Bawiąc się telefonem odwiedziłem fejsbuka i uderzył mnie taki news, nie wiedzieć czemu akurat mi podpowiedziany:

karol-wojtyla-w-gliwicach

Jak MY? Mogę napisać jak ja. Ten dzień jest u mnie w czołowej trójce najdziwniejszych wydarzeń życia jak dotąd.

Mam w zwyczaju nie pamiętać nawet o swoich urodzinach, zapamiętanie imienia zajmuje mi czasem kilka lat. Muszę się zastanowić by wyrecytować datę urodzenia własnego dziecka. Nie dziwi zatem, że zapomniałem o wizycie Papieża w Gliwicach. Na moje usprawiedliwienie; to było drugie podejście. Za pierwszym razem wyjechałem z Magdą Wersja 0.01 Alfa w góry. Papież zachorował i wizytę na lotnisku przełożono na ‘za jakiś czas’. Ani mi było w głowie pamiętać kiedy będzie to ‘za jakiś czas’.

Był środek lata. Najdłuższy dzień. O 5 rano od dawna jasno. Niestety ja wstałem przed 11… Spojrzenie na zegarek, panika, przepłukanie oczu zimną wodą, chwyt kluczyków do auta, kilka szusów do drzwi. Sklep otwierałem o 9 a że go współdzieliłem z inną firmą miałem naprawdę przejebane. Nie miałem czasu zastanawiać się czemu nie mam nieodebranych w telefonie. Czemu jest tak cicho i niedzielnie jak w Boże Ciało.

Śpiąc jeszcze dotarłem do jednej z głównych ulic Gliwic. Migało żółte światło. Pierwsza myśl “jest piąta rano”, druga “jest z niewytłumaczalnych powodów niedziela a ja leżałem nieprzytomny 4 dni”. Później było jeszcze gorzej. Na tej głównej ulicy są korki nawet w niedzielę. Na trzech światłach zawsze się czeka, a ja miałem widok 2 kilometry w przód, które przeciął jedynie radiowóz Policji… Wtedy naprawdę się przestraszyłem. Wojna Światowa, kryzys nuklearny, Armageddon, Walking Dead, Apokalipsa wg Świętego Jana. Słońce stało wysoko więc musiała być ta 11 rano. Pędząc spotkałem może z 5 osób pieszo i te policyjne auto. Zatrzymałem przed sklepem – wszystkie oprócz jednego zamknięte. W tym jednym w drzwiach znudzona ekspedientka. Z przestrachem zapytałem o co chodzi. Co jest nie tak, czy to koniec? Ona ze spokojem. Całe miasto jest zamknięte, obowiązuje zakaz ruchu samochodami, reszta poszła na lotnisko zobaczyć Papieża czy łorewer. Otarłem pot z czoła. Z godzinę się nudziłem aż przylazł wojujący ateista Jacek już po 2-3 piwesiach i dopowiedział resztę.