czech-norwegia-odnaleziony

Nowy Szwedzki Hostel – Tożsamość Bourne’a

Gdy Bogowie chcą kogoś naprawdę ukarać, to spełniają jego nieprzemyślane życzenia. I tak leżałem sobie w łóżku obok żony oglądając “Em Jak Miłość” albo coś w tym rodzaju. Wiecie sami. Wszyscy z wszystkimi się tam mieszają, zaręczają, kopulują, sodomia i gomoria. Przy 500-etnym odcinku nie można już śledzić ze zrozumieniem fabuły, bo były chłopak-gej wręcza całą kwiaciarnie dziadkowi ojczyma dziewczyny brata (nie wiedzieć czemu murzyna).

Zastanawiałem się prawie głośno czemu ja nie mam takiego popierdolonego życia i skąd scenarzyści biorą w ogóle pomysły. Trzeba chyba wciągać coś naprawdę mocnego by mieć taaaaakieeee pomysły. Ja tu z żoną (jedną żoną), którą kocham. Z dziesięć razy przyjrzałem się może ukradkiem falującym dupom w zwiewnych, krótkich spódniczkach i to wszystko z szaleństw.

Przenieśmy się teraz do Jerozolimy. Jest rok 2013 – Listopad i to ważne, że Listopad. Mieszkamy chyba w najbardziej syfiastym miejscu na Bliskim Wschodzie. Żony dawno nie ma. Mam za sobą “smugę dupczenia”* i milion rzeczy z seriali i filmów sensacyjnych. Naprawdę trzeba czegoś wielkiego bym uniósł brew w geście zdziwienia. Jerozolima i najtańszy hostel. Tańszy od drugiego najtańszego miejsca o połowę. Nocleg tylko 70 zł od łebka. Miejscówka nazywa się “New Swedish Hostel” na ulicy King’s David St. Uważajcie na tą pierdoloną kropkę na końcu, bo w Jerusalem są dwie ulice Króla Dawida. Jedna w mieście, druga w Twierdzy na Wzgórzu. Jedna ma kropkę a drugiej nie ma nawet na mapach. Żadna nawigacja nie zadziała. Prawdopodobnie Izrael ma umowę z operatorami satelitów żeby Hamas nie naprowadzał rakiet GPS’ami. Zresztą nie wyssałem z tego z palca. Sami możecie sprawdzić na dowolnym sprzęcie. Dokładność do 50 m i duże opóźnienia.

The best thing about New Swedish Hostel is the location. There are four quarters in the Old City, and New Swedish hostel is right between the quarters. The only bad thing about the location is that there is no nightlife (i karaluchy wielkie jak psy).

Właśnie lokalizacja! Wyobraźcie sobie, że pozwalają Wam rozbić namiot na dziedzińcu Wawelu. Z tym, że Zamek ma może z tysiąc lat historii a uliczka na którą wychodzicie wprost z barłogu ma kilka tysięcy lat w tej formie. Gdy Jezus się tam przechadzał minęło tysiąc lat od panowania Króla Davida. Kto wie ile tysięcy lat ma ten cały bajzel. Wikipedia mówi o 9 tysiącach, ale prasa kłamie.

Wchodzicie do starego miasta przez obecnie żydowską Jaffa Gate, mijacie kantor i po skosie w lewo jest ta uliczka. Oczywiście nie ma żadnych numerów. Po stu metrach nocą można dostrzec maleńką tabliczkę ze szwedzką flagą. Właściciel Arab ma zajebiste kompleksy. 155 cm wzrostu, zachowanie trolla. Pewnie Szwecja kojarzyła mu się z najbardziej białymi i wysokimi ludźmi jacy istnieją.

Na razie tyle. Najbardziej magiczne miejsce w jakim byłem. Jeśli potraficie wziąć prysznic w dwóch litrach wody, nie boicie się narkomanów, proroków, dziwaków trudnych do opisania, to bardzo polecam. Poziom ultra hard.

Ten wpis miał być o czymś innym. Muszę się wygrzebać ze sterty dygresji. W NSH mieszkał z nami prorok z Brooklynu. Właściwie to pijak, narkoman i naciągacz. Podpadłem mu już w pierwszej godzinie pobytu pytaniem “jaki masz w tym cel?” gdy chciał mi wręczyć ruską literaturę religijną. Mam jakąś alergię na sekty i jeszcze większą na lipne sekty. Prorok ów zbierał po kościołach darmowe egzemplarze Biblii i “materiałów reklamowych” po czym zabawiał gości historyjkami wyssanymi z dupy licząc na datki. Nie załapał się na bycie hipisem (po pięćdziesiątce pacjent). Jego uczniowie również pomagali w tym procederze. Wśród uczniów był Czech czy Słowak. Różnie się przedstawiał. Nie zapamiętuję imion i dlatego teraz nie zabłysnę. Jego zdjęcie w nagłówku a dalszy ciąg historii niżej.

Czech był przyjaźnie nastawiony co było miłą odmianą ponieważ zarówno Żydzi jak i wszelkie odmiany ruskich wytyczyły granicę Wschód-Zachód, Bizancjum-Watykan. Czech był po naszej, łacińskiej stronie. Poza tym mówił znakomicie po polsku. Gdy się zapominał nie sposób było wyczuć nawet akcentu. Gdy mu się dłużej przyglądałem zauważyłem, że coś mentalnego musi mu dolegać. Proste; “zażywasz przegrywasz”. Z Prorokiem rozmawiał idealną amerykańszczyzną.

Drugiego ranka znowu o piątej obudziło mnie darcie ryja Mułły z jakiegoś meczetu. Wstałem pierwszy. Rozpocząłem ceremoniał picia kawy i “palenia” e-papierosa mimo kategorycznego zakazu Trolla. Gdzieś przy drugiej kawie wstała cała sekta i Nowy Ruski. Prorok wyczuł od razu okazję. Wiadomo Ruski=Kasa. Siedzieliśmy tak na zapchlonej kanapie, prorok nawijał ruskiemu makaron na uszy, ten miękł gdy słyszał pochlebstwa pod adresem Putina, Cerkwi i w ogóle tego wschodniego gówna. Po kwadransie mało nie zaczęli planować gułagu dla tej Krzyżackiej, Antysemickiej Hołoty (miedzy innymi mnie). Prorok co chwilę wrzucał jakąś szpilkę w moim kierunku gdy mu narracji brakowało. Para wodna z e-papierosa też mu przeszkadzała mimo ciężkiego kaca na którym był. Pomyślałem sobie, że wstanę z kanapy i zajebię mu tak dla zasady. W końcu to Polacy odpowiadają za Holocaust. Acha… Ruski też był przedziwny, bo wychował się w Nowym Jorku (może syn “śpiochów”? :)

Wtedy stało się coś niesamowitego. Czech wyczytał ze mnie chociaż to niezwykle trudne, że jest granica osiągnięta. Dotknął lekko Proroka i wyszeptał mu “on cię rozumie” wskazując wzrokiem na mnie. Prorok najpierw wypierdział coś w rodzaju “newermańd” po czym uznał, że jednak nawet gdybym przyłożył mu z plaskacza to mogłoby to oznaczać prawdziwy koniec dla niego.

Mija pięć miesięcy, przeglądam niusy na portalach i WIDZĘ CZECHA! Wtedy wrzucili zdjęcie by dowiedzieć się kim jest ten koleś z amnezją. Całe dwie sekundy zastanawiałem się czy pomóc w rozwiązaniu zagadki. Nie, mam to w dupie. Zero zbawiania, zero misji.

Odnaleziony w Norwegii Czech, który cierpi na amnezję przez kilka lat był pracownikiem czeskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W latach 1999-2002 pracował w wydziale zajmującym się technologiami informacyjnymi – podaje serwis eurozpravy.cz.
W grudniu ubiegłego roku w Oslo tamtejsza policja znalazła mężczyznę leżącego w śnieżnej zaspie. Był w złym stanie. Miał liczne siniaki i rany.

Do szpitala trafił nieprzytomny. Tam okazało się, że cierpi na amnezję i nie pamięta, jak się nazywa (a ja mam, kurwa, pamiętać?). Potrafi jednak porozumiewać się w pięciu językach w tym… po polsku. Norwegowie bezskutecznie starali się ustalić jego tożsamość już od niemal czterech miesięcy. Dzięki opublikowaniu w internecie jego zdjęcia oraz we współpracy z Interpolem i czeską policją, udało się ustalić jego tożsamość – jest Czechem. Potwierdziły to także testy DNA.

*- okres w życiu każdej i każdego uszkodzonego człowieka. Wszelkie prawa co do nazwy własnej zastrzeżone.