ucieczka-z-wiezienia

O Dwóch Takich

Długie “trzy kropki”, których zawiodłem.

Męczy mnie to 23 lata. Najwyższy czas opowiedzieć o roku 1991. Okres przejściowy. W Polsce wciąż stacjonują ruskie wojska, Żelazna Kurtyna przesunęła się lekko na rzekę Bug. Ukraina jest jeszcze w Kacapowie. Jesteśmy eksperymentem politycznym. Możemy już jeździć na zachód z paszportami, ale patrzą tam na nas jak na osobliwości z radzieckiego Zoo.

Kolega z liceum wyjechał do Londynu, ja za nim. W porcie Dover coś poszło nie tak. Akurat ja musiałem trafić na wściekłą urzędniczkę imigracyjną. Miała zamglone od gniewu oczy. Pamiętajcie o tym. Tutaj wtrącam małą dygresję. “Zamglone oczy” to najwyższe stadium gniewu. Nie potrafię tego opisać. Każdy we własnym zakresie musi nauczyć się rozpoznawać ten stan u innych. Pomaga bardzo w życiu.

Zażyczyła sobie rewizji. Dała do sprawdzenia innej suce czy polopiryna nie jest czasem heroiną. Później było tylko gorzej. Zaprotestowałem ostro na rozkaz pokazania papierowych listów (tak, kiedyś nie było internetu i facebooka a ludzie pisali listy albo dzwonili z budek telefonicznych). Odparłem, że listy są prywatne. Ona, że wjeżdżając do Zjednoczonego Królestwa nie mogę mieć tajemnic przed królową. O rzesz ty kurwo – pomyślałem głośno. Za głośno.

Zabrali mi pasek, sznurowadła, zapalniczkę i wtrącili do celi z kilkunastoma innymi cierpiącymi na niefart. Później czytałem, że na granicy zatrzymują sanitarnie, dla sportu 2% przejeżdżających. Głupio czuć się jak te gorsze 1/50 populacji. Nieważne. Usiadłem na ławce analizując tę epicką katastrofę, wymacałem fajki (Camele) w kurtce. Oczywiście nikt nie miał zapałek ani zapalniczki. Wstałem, załomotałem do drzwi, cofnąłem się do kamery monitoringu i na migi pokazałem, że nie mam jak odpalić papierosa. Po chwili zjawił się strażnik. Odpalił mi, cały czas się uśmiechając i kiwając głową z podziwu nad moją bezczelnością. Wkrótce prawie wszyscy w celi palili odpalając jeden od drugiego. Stałem się hersztem bandy. Mały gnój po liceum w celi aresztu emigracyjnego.

Stałem się guru dla dwóch nieszczęśników. Ukrainiec i Kameruńczyk. Ukrainiec przedarł się do Polszy i jakimś cudem dotarł do Dover więc musieli go deportować samolotem British Airways pierwszą klasą (takie wtedy były obyczaje). Miał tydzień czekania. Poprosił mnie o przysługę czyli o list z zaproszeniem do Polski by po deportacji już legalnie dostać się do Europy.

Kameruńczyk chodził boso mimo późnego listopada. Dostał buty od Brytyjczyków, ale nie umiał ich nosić. To mnie rozwala do dzisiaj. Gdy chcę popłakać sobie a nie mam specjalnego powodu, przypominam sobie tamtą scenę. Chciał też bym zrobił mu zdjęcia jak rozmawia siedząc przy biurku przesłuchań z telefonu stacjonarnego bez kabla. Chciał te zdjęcia by gdzieś tam w murzyńskiej lepiance pochwalić się sukcesem na Wyspach. Nie, no kurwa, to jest zbyt przykre. Miałem mu te fotki wysłać do równikowej Afryki. Nawet wywołałem je już w Polsce.

Strażnicy zapakowali mnie na prom, przypilnowali bym nie skoczył do kanału Lamansz. Na promie szukałem już podwózki do Polski. Bilet na autobus powrotny przepadł. Nie miałem ochoty czekać na mrozie czterech dni. Wróciłem, wyrwałem kartkę z paszportu z zakazem zakazów forewer i na zawsze. Ze złości wywaliłem też brytyjskie drobniaki z promu. Uznałem, że paszport z wyrwaną kartą też jest do dupy i on również wylądował w rowie melioracyjnym. Pewnie z tej złości, z tego skopania zawiodłem Kameruńczyka i Ukraińca. Znaczki na listy do tych krajów nie były nawet zbyt kosztowne.

kamerun