idf-soldier-winter

Red Head 2

Przepraszam i wiem, że tytuł przy jak tytuł filmiku z youporn.com, ale to tylko zbieg okoliczności, bo Żyd T zapytał w nagłówku mejla tak: “dont you miss your night negev love in idf uniform ?“. Szczerze mówiąc to nie zakochuje się już choćby dlatego, że ma ‘chuje’ w członie słowa. Świetnie za to pamiętam magię sytuacji.

Nawalony Żyd, Arab i jego pasierb spali smacznie po kilkunastu piwach a ja prowadziłem. Była druga w nocy. Prowadziłem to może trochę na wyrost napisane. Jedna droga z jednym skrzyżowaniem. Czytałem znaki i po aramejsku przeklinałem czemu do Ejlatu jest wciąż 228 kilometrów. Pisałem już o chrapaniu i pierdzeniu? Dobrze, że tak robili – pustynia nocą może być naprawdę monotonna. Bawiłem się czterema guziczkami do opuszczania szyb. Nie przypuszczałem nigdy wcześniej, że nie tylko uszy odbierają dźwięk przestrzennie, ale i nos ma tę zdolność z tym, że w kwestii zapachu. Dokładnie wiedziałem kto wypierdział hummus i opuszczałem w tym miejscu szybę i po przekątnej też opuszczałem by był przeciąg. Sprytne, nie? To mi pozwoliło przetrwać najostrzejszy kryzys spania. Góry też pomogły. Im wyżej tym cieplej nie wiedzieć czemu. Może skały magazynują ciepło albo po prostu ciepło idzie do góry wraz z nastaniem nocy.

Było wilgotno i powyżej dwudziestu. Wtem “obudziły” mnie długie światła ciężarówki za mną. Spojrzałem na licznik. Faktycznie 70km/h. Stromo jak cholera więc wrzuciłem wspinaczkowy bieg i po kwadransie byłem znowu sam. Mogłem dalej bawić się guziczkami od szyb i w slalom przez podwójną ciągłą. Jakiś czas po tym dostrzegłem w dole gwiazdkę, maleńką jak dupa świetlika w czerwcu. Gwiazdka miała dziwny kolor, jakby wiele kolorów lecz wciąż była maleństwem. Z każdą serpentyną, z każdym zakrętem w dół, stawała się większa. W pewnym momencie gwiazdka zaczęła mienić się kilkoma kolorami. Później przypominała maleńkie sanki Świętego Mikołaja (WTF?). Dwa zakręty niżej choinkę. Myślę sobie listopad, może postawili już drzewko. Chińczycy też stroją choinki. Byłem bardzo zaniepokojony stanem własnej psychiki. Znacie pewnie ten moment przy zasypianiu w którym rzeczywistość wzbogacona o szczyptę fantazji niepostrzeżenie zamienia się w senną fikcję, hm? Tak się wtedy właśnie czułem.

Na szczęście po kilku zawijasach światełka ułożyły się w logiczny obrazek stacji benzynowej. Tanksztela miała może dwa centymetry, ale już nie wywoływała u mnie paniki. Postanowiłem się tam zatrzymać by rozprostować nogi, pochodzić, wypić podwójną kawę.

Pół kilometra niżej zaparkowałem na tyłach stacji, ściągnąłem buty i skarpety i rzuciłem je na maskę auta. To nie obudziło “Statku Pijanego” (i pierdzącego). Poza tym Cejrowski też boso zwiedza Świat. Niżej było już znacznie zimniej. Kilkanaście stopni, ziemia nie więcej niż 10. Chłód ożywił stopy i nogi.

Miało być romantycznie więc może już zacznę. Snuję się po ekskluzywnej stacji benzynowej. Stopy lepią mi się do brudnej podłogi co próbuję sobie wytłumaczyć ceną wody. Kosztuje tyle co paliwo. Przy barze tłoczyło się kilku kierowców. Postanowiłem obejrzeć sobie co dobrego leży na półkach. Wtem czuję, że ktoś do mnie mówi w niezrozumiałym języku. W drzwiach stała dziewczynka w wieku około 20 lat +, – 2 lata. Wojskowa dziewczyna w przedziwnym mundurze polowym. Moro wygląda jak strój kosmonauty bez hełmu. Jednoczęściowy, zimowy IDF uniform jest jednocześnie; śpiworem, matą (na plecach wzmocnienia jak u motocyklistów albo narciarzy). W dzień chroni przed zimnem, bo jest przecież zima.

Z munduru wystaje piękna głowa, bo wiecie są; kobiety, ładne kobiety, piękne kobiety, zjawiskowo piękne kobiety jak M3 – mają czynnik X. Ta żołnierka była ruda, ale nie miała urody ani słowiańskiej ani irlandzkiej. Nawija cały czas do mnie po hebrajskiemu lecz w pewnym momencie dociera do niej, że nie kumam czaczy. Chyba zrobiłem gest głuchoniemego czyli zakręciłem kółko palcem wskazującym wokół ucha. Na to rezolutna dziewczynka przechodzi na angielski i pyta co się stało, że potrzebuję pomocy. Powiedziałem, że czekam na sypaną kawę. Zamówiłem podwójną ale sklepowy zrobił mi dwie i to mój w sumie jedyny problem. Co za pojeb ze mnie… Mogłem przecież powiedzieć, że porwał mnie Hamas i zabrali mi trampki. Dałem jej jakoś do zrozumienia, że jest zjawiskowa, ale niech już lepiej zajmie się sobą a nie Wojną Sześciodniową. Nie dała mi wiary. Patrzyła badawczo nawet gdy dołączyli do mnie obudzeni koledzy i piliśmy kawę, rozmawialiśmy, etc.

Ruda jechała w konwoju ciężarówek, które wiozły takie dziwne quady pustynne z dachem. Coś w rodzaju melexa dla żołnierzy. To oni świecili mi długimi w oczy bym przyśpieszył.

Jaki z tego morał? Nie pomagaj człowiekowi, który wyjechał daleko by spektakularnie wejść na jakąś egipską minę i się trochę “rozerwać”.

PS: Szukałem fotki tego dziwnego munduru IDF. Znalazłem tylko coś takiego. Zresztą nie fascynują mnie militaria.

idf

idf