krystyna-janda-danuta-walesa

Krystyna Janda na dobrym tropie

Nie wiem czemu akurat teraz przypomniał mi się terrier walijski – posokowiec. Mieliśmy kiedyś takiego psa. Miał tropić ranna zwierzęta, ranne i krwawiące. Na co dzień rzucał się na wszystko co się ruszało. Wystarczy. Teraz nawet nie wiem gdzie jest zakopany.

Było znowu nie na temat. Janda pisze o SM’ach na portalu Tomasza Lisa. Albo zna prawdę i stopniuje napięcie jak w dobrej powieści, albo otarła się tylko o straszną prawdę:

Wychowałyśmy takie pokolenie mężczyzn. Czy znasz matkę, która nie usługiwałaby całe życie synowi jak niewolnica, i jeszcze nie byłaby z tego powodu najszczęśliwsza? Ja nie znam. To wszystko nasza wina, niestety. Mieszkam z synem i jego rodziną. Kilka dni temu wróciłam z sanatorium. Walizkę zostawiłam przy drzwiach wejściowych i mój syn mijał ją bezrefleksyjnie cały dzień, a wieczorem, kiedy już uśpiłam małego, wniosłam ją sama do mojego pokoju na górę. Normalne, westchnęła.

Dalej:

Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. – Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna… – Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani.

Też bym jej nie pomógł. Nie lubię tego babiszcza. Do tego pracuje dla reżymu odgrywając Wałęsową.