blask-pieniedzy

Blask pieniędzy

Przedwczoraj rozwiązałem pewną zagadkę. Dlaczego z daleka widać, że ktoś ma w cholerę kasy? Oni, one jakby błyszczeli. Nie mogą wszyscy używać podkładu z płatkami złota. Nie wydzielają chyba jakiś specjalnych feromonów. Platynowe karty też tylko plastikiem pachną. Może chodzą w specjalny sposób? Ten problem jakoś mocno mnie nie zajmował. Poprzestałem na tym, że wiem, że widać i ja też tak chcę.

W międzyczasie zainstalowałem apkę w telefonie liczącą pokonany dystans dziennie. Brakowało mi tego dnia kilku kilometrów do normy. Uznałem, że dobrze będzie przejść 3 razy dość duże centrum handlowe. Na zewnątrz przyglądając się ludziom kurzącym w podcieniach papierosy (współczesna partyzantka, Armia Ludowa dosłownie, francuski ruch oporu…). Wewnątrz jedną stroną galerii i drugą też.

Za trzecim nawrotem jednym z wejść wpłynęła w ludzki nurt para “świecąca” z oddali wielką kasą. Bardziej zajmowało mnie wykonanie zdrowotnej normy. Do końca sklepu został jeszcze z kilometr. Szli wolniej więc po kilku minutach byłem na tyle blisko by w myślach powiedzieć; “Wow! Prawdziwa klacz pełnej krwi angielskiej”*

* – nie szukajcie wyjaśnienia w Wikipedii ani u znawców koni, ani na Służewcu. Nic nie znajdziecie. Klacz Pełnej Krwi Angielskiej (KPKA) to komplement wobec kobiety, który nigdy nie zostanie wypowiedziany (kto by chciał dostać w ryja z plaskacza?). Ponadto KPKA jest tajne i tylko moje, prywatne. Wymyśliłem KPKA dla potrzeb wewnetrznych dialogów z samym sobą. Próbowałem kiedyś nawet ideę KPKA wyłożyć najlepszym kolegom, ale tylko Żyd odrobinę łapał.

Już piszę kim jest KPKA. Zaczynając od podłoża. Londyn, godzina 23.oo, wiosenna noc. Klacz stuka obcasami o gładki, mokry bruk, mgła pachnie latarniami. Rytm miarowy, silny, ale nie za mocny. Wiadomo, że idzie i tylko tyle. Nie mylić z ciężkim kłapaniem o podłoże w krowim stylu. Styl zmęczony, nachalny i przypominający spęd parzystokopytnych na łąkę i wypas. Lekkie dziewczyny potrafią chodzić jak zmęczone życiem mamuty także nie jest to kwestią wagi ciała.

Wyżej. Łydki wystarczy, że poprawne. Uda wyrastają z kolan w ledwie zauważalny X a dokładniej w Y. Przerwa miedzy nimi wskazana. Uda solidne i tłuste. Skóra może przechodzić nawet w delikatny “kalafior” (to akurat fetysz Żyda). No i najważniejszy zad. Tyłek musi być “jak się patrzy” bez twardotłuszczu. Konsystencja jest mniej istotna od konstrukcji nośnej. Mam w tej chwili na myśli połączenie kręgosłupa z miednicą i umiejętność odpowiedniego kołysania podczas chodu czy kłusu tą drugą. W tym jest sedno. Do tego letnie sukienki z cienkiego materiału sprzyjają ekspozycji tej części ciała. Może wystarczy.

————————————–

Dłuższą chwilę obserwowałem kobietę z lepszego Świata i jej wzorcowy tyłek. Tak dłuższą, że uznałem iż może ją piec albo szczypać (analogicznie do uszu, które niby pieką gdy ktoś nas obgaduje). Postanowiłem przyśpieszyć by wyprzedzić tę parę. Wtedy zrozumiałem co ich odróżnia od ludzi biednych. Buty za dwa tysiące czy koszula za 200 zł nie są przecież niczym aż tak wyjątkowym. Wyjątkowe i to co daje “blask” jest ubieranie tych wszystkich rzeczy jeden raz. Licząc z przymierzaniem w sklepie dwa razy.

Pora na finał. Gdy znalazłem się za rzeczoną parą w odległości 3 m, facet się obrócił. Spojrzałem mu w oczy “mówiąc”; gratki. Gratki za kasę i “drugą połówkę pomarańczy”. Tak, wiem, zbyt romantycznie podchodzę do tematu. Wtedy stało się coś absolutnie zaskakującego. Gościu zwrócił się do Pani:

– Przesuń się bo Pan chce przejść.

Miejsca było dla spokojnie trzech osób. Pani KPKA pokornie zeszła mi z drogi. Strasznie ciulowo się z tym czułem. Jest rzecz, której nie czuję, bo “rozumiem” się nie sprawdza, że paradoksalnie Ona z nim jest właśnie z powodu takiego traktowania. Może też dla kasy. Może to Ona go utrzymuje lecz lubi otrzymywać komendy jak sabaka.