oliwki-kroleskie

Człowiek patrzący w ziemię

Nie będę przynudzał dzisiaj o tym jak to fundamentem wszelkiego sukcesu w życiu jednostki jest jej wiara we własne siły. Poczucie własnej wartości. Jakiekolwiek poczucie bez podawania jednostek, bez skalowania. By cokolwiek osiągnąć należy widzieć cały czas obraz siebie o jakiejś wartości. Im wyżej tym lepiej oczywiście. Temat rzeka i wejdę do niej nie raz.

Łatwo takich ludzi rozpoznać. Nie patrzą w oczy i wciąż wzrokiem zamiatają podłogę. Gdy wypadnie im kruszyna popcornu z katonu w Multikinie wpadają w panikę, lecą do Reala kupić szufelkę i zmiotkę. Przepraszają, że żyją zanim powiedzą dzień dobry. Dzień dobry mówią z trudem ponieważ każdy ich dzień jest chujowy a nie dobry. I tak dalej i tak dalej.

Trochę z tego wychodzę, bo patrzę wyżej. Będąc dziś w markecie właśnie tak patrzyłem. Wiadomo, że marketingowcy każą ustawiać drogie towary wysoko nawet ponad linia wzroku. Mało kto po nie sięga. Poza tym wysokość ma podkreślać wartość towaru.

Wtem! Heloł! Fak! Oliwki Królewskie! Szukałem ich od dawna. Myślałem, że oliwki tych rozmiarów są jakimś hoaxem. Sądziłem, że bierze się zwykłe oliwki z niskiej półki i nadyma je jak żaby. No nie wiem, kurde, jak, ale z pewnością nie występują w przyrodzie. Zawsze kupowałem gówniane oliwki w woreczkach z napisem “Tesco” albo “Do spożycia przez nic nie warte, beznogie gady pełzające po podłodze“.

Pacze i widzę cenę 10 zł i 49 groszy za maleńki słoiczek. Myślę; przecież za tę kasę mógłbym pojechać do Włoch i narwać sobie tych oliwek cały bagażnik i jeść je i jeść. Wtedy sobie przypomniałem jak zjadłem M całą miseczkę takich oliwek. Nie macie pojęcia co to poczucie winy. A jeśli macie to właśnie w tej chwili dotknęło mnie to z olbrzymią siłą. Tia.

oliwki