frytki-bar

Frytki, raaaz, psze!

Krzyknęła dziewczyna zza baru, urodzona może 5-10 lat po przemianach ustrojowych z 1989 roku. Młoda, chrupiąca fryteczka.

Problem w tym, że bar znajduje się w olbrzymim ośrodku rehabilitacji gdzie ludzie bez nóg, rąk, po udarach i innych ciulstwach mają dochodzić do zdrowia i do siebie. Lubię tam siadać, bo niełatwo jest spotkać żywą skamienielinę w rodzaju ryby Latimerii. Nie ma już Pewexów, nie ma już “Społem”. Tzn zostały znaki firmowe jak płyn Ludwik czy kioski Ruchu, ale panuje tam już zachodni styl (nie wspominając o Empiku – Mc Donaldzie dla ćwierćinteligentów). Bar w Reptach jest prawdziwy peerelowski do bólu. Każdy scenograf mógłby się w nim uczyć sztuki. Nawet mina barmanki jest prawdziwa i taka jaką się pamięta sprzed 30 lat. Mina, która mówi “kurwa, i czego jeszcze?”.

Wracając do meritum. Drze się: Fryyyyytki, pszeeeee!

Z oddali czołga się po ziemi ludzka gąsienica bez nóg, z jedną ręką, ślepa. Maca tą jedną dłonią podłogę by znaleźć drogę do baru. Ludzie przy stolikach patrzą pod nogi jak na pytona, który wypierdolił z Zoo w Chorzowie. Z głośników zasyfiałych od tłuszczu z frytkownicy leci “Szoł mi de łej tu de nekst łyski bar“.

magdalena-M3

Niedziela z M3

Zainicjowała pierwsza po dwóch tygodniach i ja dwa dni broniłem się przed tym spotkaniem. Przyczyny trochę naszkicowałem we wpisie weselnym. Powodów oczywiście jest jeszcze milion. Nie mam ochoty siedzieć przy cudzie kobiecego ciała i umysłu i nie móc z nią w pełni być. Nawet w 25% procentach. Po co mi te katusze? Czy jestem masochistą? Ledwie sam wiem czego chcę w życiu i nie mam zielonego pojęcia czego ona chce ode mnie. Może ktoś z Was wie o co chodzi w tym wszystkim i doradzi.

“Uległem” dzisiaj. Nie mam żadnego sposobu by wyrzucić z głowy siedmioletnią, platoniczną miłość i niespełnienie.

M3 ma figurę modelki i manierę zamykania jej w obcisłych ciuchach, które mniej służą podkreśleniu tej kształtów, moim zdaniem są czymś w rodzaju krępowania i autoagresji. Sztywny stanik na piersi rozmiaru “pomarańcz” co przy ciałku o wadze poniżej 50 kg czyni ją łanią (zresztą wracając nocą widzieliśmy kilka sarenek). Łania to wg Kamasutry idealna kobieta, kobieta o idealnym ciele. M3 zdecydowanie zalicza się do tego typu.

Więc po cholerę te tytanowe staniki i spódniczki opinające do bólu nieziemski tyłeczek?

Dzisiaj była całkiem inna. Ażurowy, beżowy, e l a s t y c z n y sweterek a pod nim jeszcze bardziej prześwitujący czarny stanik dający swobodę piersiom. Wraz z jej ruchami oczka sweterka pracowały pokazując raz więcej raz mniej. Piersi dzięki swobodzie, falując, rozchylając się, podgrzewały płyny ustrojowe (moje) do trzystu stopni celcjusza.

Po co to wszystko i czymże sobie zasłużyłem? Ten wpis nie jest bynajmniej erotykiem. Rozmawialiśmy o ranach do kości zadanych i zapamiętanych z wczesnego dzieciństwa. O czym później.