walentynki

Dla Walentynek

Będzie wpis o portalach randkowych. Dawno, dawno temu na www.wp.pl był chat gdzie wyrywało się panny i mężatki. Jeszcze dawniej był, za siedmioma górami IRC, ale w tamtych czasu społeczność sieciową stanowiło 90% mężczyn. No chyba, że poznało się Krystynę – siatkarkę zawodową na “emeryturze” w sklepie komputerowym. Załapałem się na loda (to był poziom ultra Violence ponieważ Krystyna miała ułamaną trochę jedynkę z ostrymi krawędziami). Ten okres można nazwać prehistorycznym.

Później przyszła era portali randkowych. Sympatia.pl praktycznie była lokomotywą finansową onetu. Koleżanka założyła mi tam konto gdzieś w okolicach 2004 roku. Konto idealne ponoć z punktu widzenia kobiety. Wiecie takie pierdy o zachodach słońca, podróżach (eufemizm na “mam kasę”, romantyk lecz polujący na dzikie mustangi) Coś w tym było, bo zostałem wyhaczony przez kilka interesujących kobiet. Nigdy nie byłem predatorem. Znam kobiety i mężczyzn zawodowo trudniących się wyłapywaniem okazji tak jak na Allegro.

Bo czymże są te strony jak nie eBayem z ludźmi? Niczym więcej. Oczywiście są małżeństwa, dzieci i domki z ogródkiem biorące się z romantycznej strony internetu.

Miałem przytoczyć kilka przykładów takich portali ale w okolicy 2008 ostatni raz skorzystałem, zamoczyłem w ten sposób. Uleciało mi to z głowy a propozycje kolejnych lądują w spamie. Jestem bardzo ciekawy Waszych w komentarzach doświadczeń. Może zmienię zdanie i zapiszę się na jakiejś stronie jeszcze dla seniorów.

Sympatia, randkowa, erodate (to dla seksoholików w ostatnim stadium przed “rehabem”). Ostatnio zapukała do mojego mejla strona Victoria Milan. Strona kojarzy ludzi w związkach, którzy chcą sobie podupczyć na boku i bez zobowiązań (nie istnieje seks bez zobowiązań, ale to temat na inne wpisy). Są strony kojarzące ludzi do poważnego związku (tadam! – domek z ogródkiem) i są strony dla Żydów i chrześcijańskich chrześcijan.

Ech.

Używam tylko jednego portalu randkowego www.roksa.pl. Być może z powodu wypalenia, cynizmu starczego czy czegoś tam. Wolę uzasadniać to sobie względami ekonomicznymi. Na normalnym portalu musisz zapłacić 50-200 zł za udział w kołowrotku. Zmarnujesz dziesiątki jak nie tysiące godzin przeglądając to jebane Allegro z ludźmi. Nawet gdy masz wprawę spędzisz 10 kolacji z pojebami (tak istnieją ich żeńskie odpowiedniki) zanim znajdziesz jedną sensowną dziunię. Koszt 1.000 zł. Kwiaty, sraty, dojazdy to kolejne koszty. Kobiety przed jedną randką potrafią wydać 300 zł na fryzjera, drugie tyle na kosmetyczkę i tysiaka na ciuchy. Im też nie jest lekko.

Więc po co, do faka jasnego, przepłacać? Gdy można mieć taką szproteczkę za stówę:

walentynki-dziewczyna