dobry-blog-jak

Jak pisać dobrego bloga?

Szczerze pisać. Nieskrępowanie, ale tak by nikomu walcem drogowym po stopie nie przejechać. Wbrew pozorom jest to możliwe.

W sieci natknąłem się na kilka poradników. Myślę, że warto z nich skorzystać, bo piszą lub mówią je ludzie odnoszący w tej dziedzinie sukcesy. Inna sprawa to pewna wywołująca mdłości unifikacja. Taki bloger czy blogerka obowiązkowo posiada iPhone, MacBooka PRO z Sony Vegas do obróbki video. Materiał nagrywa naturalnie którąś z lustrzanek Canon EOS. Potwierdzam i zaświadczam, że to dobry sprzęt jest a może i nawet najlepszy. “Ale” polega na ukrywaniu prawdziwego sedna sukcesu.

WWW jest jak ocean a internauci nie mają pęcherza pławnego. Muszą non stop machać płetwami by nie spaść na dno. To jest moim zdaniem najważniejsza prawda o sukcesie w sieci. Widzę po sobie jak porzucam feedy jeśli choć raz w tygodniu nie poczęstują mnie czymś nowym. Jeśli robią sobie przerwę wakacyjną to już absolutny koniec. Jesteśmy niestety jak rekiny. Nie pływamy – nie ma nas.

Teraz zależy jak do tego podejść. Czy minimum godzina na przygotowanie jednego materiału dziennie to dużo czy mało? Tak między nami pisząc to trzeba trzech godzin.

 

blog lifestyle

Dobry Blog Lifestylowy

Przyznam, że to jest coś co mnie mocno frapuje. Czemu w erze nieograniczonych możliwości ludzie tak bardzo się do siebie upodabniają. Kiedyś podczas Rewolucji Kulturalnej w Chinach komuniści próbowali “na siłę” wszystkich wbić w jeden mundurek. Eksperyment z unifikacją wciąż trwa w Korei Północnej no ale ten kraj jest zamkniętym ogrodem zoologicznym. Tamtejsi ludzie raczej nie z własnego wyboru chodzą wszyscy w szarych mundurach, uczesani jak Kim. Tak, chodzą, bo zarejestrowanych aut jest może dwadzieścia.

Tak wygląda blogger lifestylowy w wolnych krajach:

blog-lifestyle-dobry

Ma to swoje zalety. Nie trzeba robić osobnych blogów dla dziewcząt czy kobiet. Wszyscy wyglądają tak samo. Przyznaje się do przejrzenia i prze-rzyg-czytania około setki takich blogów i NIE potrafię wymienić ani jednej nazwy własnej. Nie znalazłem niczego odbiegającego choćby o 10% od fotki poglądowej wyżej. Nie wiem też czy to dobrze czy źle.

Jeśli czujecie się odmieńcami, jesteście inne. Macie z tym problem lub dyskomfort to niżej zamieszczam przepis jak być maksymalnie (kurwa, brakuje mi słowa), no wiecie; maksymalnie lajfstylowi.

.: Po pierwsze primo i najważniejsze. Bez tego ani rusz. Koniecznie musisz zajechać Cooperem (hołota nazywa to auto Mini Morris).

.: Niemniej ważne jest posiadanie przyciemnianych okularów zasłaniających minimum 3/4 twarzy. Okulary takie robi się z kasków motocyklowych wyjebując kask, zostawiając przesłonę i dopinając coś co trzyma to na uszach. Są też okulary słoneczne robione z plastikowych, przydymianych, tarcz oddziałów BERKUT albo innej policji. Level hard. Do tak spreparowanych okularów przyklejamy dwie literki “C” (jedna na odwrót). To nic, że jest 27 listopad, godzina 20:32 i nie ma prądu w mieście a księżyc nowiu.

.: Aparat foto. Tylko buraki robią zdjęcia komórkami więc konieczna będzie też kompaktowa lustrzanka z wymiennymi obiektywami. Nie wdając się w szczegóły trzy koła w wersji ekono. W końcu trzeba czymś zrobić samojebkę, nie?

.: W tym miejscu pierwszy paradox. Nie wolno robić zdjęć komórką, ale Pan i Pani Lajfstylowi mają iPhone 5 lub 5s. Jeśli chcesz obrazić lajfstajlowego powiedz mu, że iPhone to telefon. iPhone proszę Państwa jest czymś w rodzaju Magicznej Paletki do Ping Ponga. Robi z Ciebie od razu Chińczyka mistrza olimpijskiego w tej i każdej innej dziedzinie.

.: Lajfstylowy Pan ma spodnie swojej dziewczyny. Wiecznie się kłócą o podbieranie ciuchów. Czasem udaje mu się zrobić modny szalik z jej sukienki i tak wymyka się z mieszkania. Z mieszkania, którego kapitał zaczną spłacać w 2026 roku, bo bank zaczyna od odsetek, ubezpieczenia i niezliczonych prowizji.

.: Na koniec w tę mroźną noc trzeba w czymś chodzić. Wyjść z Coopera, zrobić fotkę na Instagrama ajfonem. Szczególną uwagę zwracamy na wysokie podnoszenie kolanka. W ciasnych spodniach żony może to doprowadzić do urazu moszny i wciśnięcia jajka lub dwóch aż pod śledzionę. Nikt nie mówił, że bycie fajnym jest łatwe i bezbolesne.

.: Acha. Na Gerlach albo Rysy tylko w Converse.

andy-chiken-soup

cudze-rozmowy-czytac

No może raz

Czytałem cudzą korespondencję. Czytałem jest nie na miejscu, bo może z trzy słowa przeczytałem nic nie znaczące po czym wybiegłem z serwerowni intensywnie gumując zapis w mózgu, pamięci własnej.

W szczycie jakiegoś bólu “miłosnego” zainstalowałem w serwerze odpowiadającym za internet w firmie, program snifujący czyli wąchający wszystkie pakiety danych wysyłane i odbierane przez użytkowników. Chodziło mi o jedna cudowną użytkowniczkę. Dokładniej w ISA Server. Chodziło mi tylko o M3. Z dziesiątków milionów linii wybrałem te dotyczące mojej Świętej, chorej miłości. Odczytałem hasło logowania do GG, dwa słowa rozmowy z jej koleżanką chyba. Po tym skasowałem program, wyczyściłem dane. Włożyłem wiele wysiłku w to by zapomnieć o tym, że byłem zdolny do czegoś takiego. Oczywiście nigdy nie użyłem tego hasła. Nie, skąd, nie jestem szlachetny. Po prostu wtedy już wiedziałem co to jest “Wicked Game“. Popukałem się w czoło, mówiąc do siebie “ty stary idioto” i tyle.

aquapark-dobry-blog

Tania gadka w solance

Do wpisów zmuszają emocje. Moją wczorajszą było zalanie zegarka sportowego-prezentu w aquaparku. Pływałem sobie jak ten wesoły waleń w basenie zewnętrznym, w oparach z gorącej wody. Lubię to dążenie do pływania pod wodą by głowa nie zmarzła. Nurkowałem przy dnie licząc kafelki. Wynurzyłem się nacisnąłem guzik iluminacji w pulsometrze i zobaczyłem pusty ekran i jedno “pik”. Pik już się nie powtórzył. CZYTAJ więcej

synek-mamy

Jak rozpoznać synka mamusi Vol 3. Fleja

Ciąg dalszy.

Synek mamusi czyli Wasz toksyczny jak sarin wybranek serca jest niemal zawsze fleją nawet gdy na pierwszy, drugi a nawet trzeci rzut oka jest ładniejszy i schludniejszy od Was, dziewczęta. Nawet gdy jest metroseksualnym pizdusiem wydającym na kremy do twarzy tyle co na ogrzewanie domu gazem.

Dobrze, że otworzyłem ten cykl w okolicach Walę Tynków. Walentynki to takie helołin tylko, że niby o miłości. Wiele będzie zawodów i złamanych serc, bo esa jako pierwszy nie wysłał albo spóźnił się tablicą na fejsie. Mój cykl o SM powinien wiele niewieścich dusz ukoić. *.SYS. Saving Your Souls.

SM’owy fleja może być zwykłym ciarachem i brudasem lub posiadać tylko tę es emową właściwość Flejowatość SM (tak, wiem, kolejna tajemnicza jednostka chorobowa). Może mieć też to i to.

W Tym wpisie skupie się na Flejowatości Esemowej. Kilka z podstawowych jej typów.

1. Ubrany inaczej.

Weźmy tego kolesia. Od pasa w górę normalnie, prawie jak człowiek. Od pasa w dół jak przedszkolak noszący spodnie sprzed roku lub dwóch. Trochę z nich wyrósł i to jest cool. Nie jest.

synek-mamusi-sm

2. Plamka.

Wyobraźcie sobie stół i grupę powiedzmy przyjaciół dziesięciu wcinających tłuste udka, skrzydełka. Tłuszcz ściele się gęsto. Olej pryska na lewo i prawo. Wypada mieć przy stole parasol. Tylko SM będzie ujebany z tych dziesięciu osób. W najlepszym wypadku odejdzie od stołu jako jedyny z plamką na spodniach czy koszuli.

3. Miejsce zamieszkania.

O tym, że SM mieszka wciąż z mamą jeszcze będzie. Nawet jeśli z nią nie mieszka to weekendy spędzają razem więc lepiej w te dni bądź obeznana z repertuarem kinowym lub odwiedź galerię handlową w której nie byłaś już aż 4 dni! Wracając do punktu 3. Miejsce zamieszkania SM’a wygląda jak miejsca starć rebeliantów z siłami rządowymi w Damaszku.

4. Skarpetki.

Zawsze ma dwie różne. Dobrze jest gdy mają tylko różne odcienie. Wyjątkiem od tej złotej reguły jest ten krótki czas gdy SM ubiera właśnie świeżo kupioną parę skarpetek. Rozrywa je, ściąga metki, ale tak szczerze, to i tutaj dochodzi czasem do wybrania dwóch różnych.

5. Samochód.

O tym było, ale uzupełnię. W NOWYM aucie esema mieszka już trzecie pokolenie kotów. Oczywiście nie pamięta ich imion. Imion ludzi też nie pamięta co nie powinno dziwić. Skoro ma koty to muszą być też myszy a myszy jak wiadomo biorą się z brudu. Chociaż z tym brudem może nie jest zbyt precyzyjnie. Na miejscu pasażera znajduje się skład toreb z McDrive (jakieś dwa metry sześcienne). Wysypałby je do kosza na stacji benzynowej, ale tam są kosze a nie kontenery przemysłowe.

6. Buty.

Najzwyczajniej ujebane. Dobrze jest gdy nie mają od spodu przyklejonego psiego gówna z zeszłego lata.

7. Mycie rąk.

Z tym jest okay tylko na odwrót. SM myje ręce przed wejściem do toalety by nie pobrudzić palcami wacka.

8. Koszule.

Oczywiście prasuje je, bo tak się robi. Tylko z przodu ponieważ z tyłu się nie widzi. Bo kto z ludzi, no kto, może widzieć do tyłu?

 

orlinski-dziennikarz

Orliński

Czy tam inny gryzipiórek z “Wyborczej” w “Dużym Formacie” popełnił taki nagłówek:

Słabe teksty daje na bloga

Te nie nadające się na bloga daje na fejsa.

Cóż za piesek francuski, ałtorytet smaku i trendsetterka. Ustawił w szeregu co wartościowe z piedestału ustawił motłoch w kolejności. Tekst Orlińskiego bardzo łechce moje ego. Obnaża wypierany strach przed nadchodzącymi zmianami, falą amatorów-dziennikarzy, tsunami, które zaleje stary porządek rzeczy. Wielu dziennikarzy profesjonalnych jest słabszych od średnich bloggerów. Są (byli) bloggerzy lepsi od świetnych dziennikarzy. Przykład SEAWOLF RIP. Jego warsztat, wiedza i intelekt kopał w tyłek połowę branży medialnej.

W “The Big Bang Theory” usłyszałem taki dialog (dotyczył zobrazowania oczywistości):

– skąd wiesz?

– z tego samego powodu skąd wiem, że ludzie w telewizorze nas nie widzą!

W sieci widzimy się nawzajem w realtimie. To jest własnie sedno sprawy. W sieci, na blogu czy nawet facebooku żadne gówno nie sprzeda się jako lody czekoladowe na dłuższą metę. Każdy content po kilku sekundach zostaje oceniony, lajkowany, skomentowany, błędy zostaną bezlitośnie wytknięte.

Zauważyliście jak wielu mocarzy pióra tradycyjnych mediów przestało cichaczem prowadzić blogaski? Jeśli to robią to anonimowo, chyłkiem, gdzieś na boku. Ewentualnie próbują robić to w stylu Północno Koreańskim. Cenzura, zero feedbacku, skostniała forma.

Pisząc o bloggerach (nie cierpię tego słowa lecz lepszego na razie nie ma) nie mam na myśli pacjentów w rodzaju Kominka opisujących sposoby na golenie jajek tak by się nie zaciąć oraz reklamujących “produkty” ubezpieczeniowe na raka, krem na ryja i Pluszzzz Aktiw.

PS. Uważam, że “tradycyjne media” bronią już ostatnich bastionów. W tej dekadzie padnie ostatnia warownia Templariuszy (BBC zejdzie do youtube tak jak Newsweek do e-papieru).