brydż

Imię Dobiesław

Bardzo rzadko występujące imię. Gdy ktoś za nim zatęskni zaraz mnie namierzy. Mój przyjaciel z piątego liceum. W owym czasie najbardziej wypasionej średniej szkole w Gorlicach.

Dobiesław był ponadprzeciętnym człowiekiem. Właśnie był (sorki musiałem zażyć połówkę xanaxu). Już w liceum widziało się w jego oczach ten głęboki smutek. Ostatnie dwadzieścia lat od tamtych czasów poświęciłem ludziom z tym żalem wewnątrz. Nie uważam tych lat za zmarnowane chociaż jestem na lodzie, sam tym smutkiem emanuje a odpowiedzi wciąż brak.

Dobiesław już nie żyje. Robiąc doktorat z historii w Krakowie w międzyczasie zabił swoją wątrobę alkoholem a bez wątroby człowiek nie może żyć. Dziesięć lat wcześniej, lata po liceum, spotkaliśmy się na słonecznym rynku pod parasolkami na pogaduchy. Zanim wystygła moja kawa on zdążył wypić duszkiem dwa piwa. Pomyślałem “upał, pragnienie”. Wyszedł pierwszy, jechał na jakiś zlot kolegów z forum o grach fantazy (kilkanaście lat temu nie było jeszcze blogów i fejsa). Może po prostu potrzebował w samotności wypić pół litra. Nigdy się nie dowiem. Trzeci z trójki (Dobiesław wiedział jak w łacinie idzie “Każda trójca doskonała“), Bartosz był (jest) jeszcze większym dziwadłem.

Mejlowaliśmy z Bartoszem. Pytał jaki aparat zabrać w Tybet. Później pisał, że w Himalajach nigdzie nie mógł znaleźć kafejki internetowej by wysłać zdjęcia a ja nie poradziłem mu zabrać więcej kart pamięci. Wysyłał zdjęcia naszej szkoły kilkanaście lat po maturze. Jakby utkwił w dupie jak komar zatopiony w bursztynie rozwoju.

Przestał pisać nagle. Po kilku latach skojarzyłem tę przerwę ze śmiercią Dobka.

Zanim w mojej rodzinie alkoholizm wypłynął na powierzchnię i został nazwany, tłumaczyłem na własne potrzeby odejście Dobka wypadkiem samochodowym sprzed lat, który popchnął Go do picia. Mieszkały sobie dwie spokrewnione rodziny w domu podzielonym na pół. Dwóch braci miało dzieci. Jedno dziecko Dobas zabrało drugie dziecko, kuzyna, syna drugiej rodziny, autem. Wyjazd z domu był wprost na ruchliwą niebezpieczną, czteropasmową ulicę. Auto z głównej z wielką siłą uderzyło w Golfa. Dobas przeżył, ale jak żyć dalej w takim domu? W Domu z tak ogromną raną? Co mieli mówić jego rodzice, jak spoglądać w oczy bratu, bratowej? Teraz wiem, że rzeczy mają więcej odcieni szarości.

W liceum nałogowo graliśmy w brydża, rzadziej w pokera, zostając nawet po 4-5 godzin po lekcjach, czasami w piwnicy, w konspiracji. Niżej wstawiam pierwszą stronę sztuki na mój temat gdzie Dobiesław rozbija moją równie chorą osobowość na 4 postaci. Może to trochę egocentryczne z mojej strony. Nieważne.

dobiesław

 

Do dziś pamiętam resztki liczby Eulera 2,718281 albo Pi 3,1415926535. Tylko co z tego?