uzaleznienie

Ws-pół uzależnienie

Tak świetny artykuł zasługuje na przedruk ze względu na temat, trafność i inne zalety. Babrzę się w tym nie wiem jak długo. Jak bardzo ciemny cień rzuca na całe moje obecne życie (i miliony rodaków). Polecam lekturę:

Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje. Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto odbiera sobie bądź innym wolność.
skupienie się na sobie, oderwanie się, życie własnym życiem, uwolnienie sięJak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami – zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka – za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka – wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak „powinien”. Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było „lepiej”. I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta – miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą – „Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc.” Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic – dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.
Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:

1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.

2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.

3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
wewnętrzna siła, promieniujące miłością serce4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.

5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.

6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.
Autor: Beata Jusik

wodka-Serce-i-Rozum

Nowe trendy w nalepkach na wódkę weselną

Świat się kurcze unifikuje. Wkrótce na nagrobkach będzie się przyklejać mosiężne liczby oznaczające ilość “subów” na YT i folowersów na Twitterze. Smutne, ale też nie ma z czym walczyć.

Na weselu nie byłem z osiem lat. Minęło całe pokolenie, zmieniły się mody sześć razy, ludzie się zestarzeli, dzieci się pożeniły, moja córka już nie plącze się między nogami, ale wiesza na ścianie pokoju plakaty boysBandów. Po pierwsze mało kto mnie zaprasza na wesela a po drugie nienawidzę patrzeć na cudze szczęście. Miłość, bliskość prawdziwą czy udawaną. Wszystko jedno, bo ja nie mam żadnej.

Na ślub i wesele wybrałem się z M3 (ale to osobna opowieść na 200 wpisów) z tyłu głowy mają 0,0003 promila nadziei na to, że ja jestem inny i ona jest inna. Może przeżyjemy przemianę czy chuj wie co. Zstąpi Archanioł Gabryel i wszystko naprawi. Nic takiego nie nastąpiło. Bycie z nią przez te siedem godzin zamieniło się w prawdziwy koszmar z ulicy Wiązów. Działa na mnie jak potężny wzmacniacz moich upiorów. Jak odwrotność Dream Catch’era. Zamiast wyłapywać duchy mnoży je i dodaje energii. Moje złe duchy to gówniana samoocena głównie, poczucie winy, bycie niedoszłą ofiarą. Pewnie wielu z Was spotkało się z osobami, które mniej lub bardziej świadomie dają wam do zrozumienia, że jesteście błotem na ich gumofilcach? Nie muszę tego teraz rozwijać.

Co do Pana Młodego. Poznałem go kilka lat temu gdy otrzymałem zadanie przyjęcia do pracy własnego zastępcy. Niby z troski o moje słabowite zdrowie, ale prymitywny menadżment w osobie dyrektora Kurwika już wtedy mnie zwalczał. Tak czy inaczej przeprowadziłem tylko jedną rozmowę kwalifikacyjną wybierając losowo ze stosu aplikacji jedną jak kartę z talii. Koleżanki uwielbiały werbować nowych ludzi. Kochały ten rytuał znęcania się nad przerażoną w walce o manę młodzieżą. Kobiety nad kobietami szczególnie. Dla nich było to jak połączenie gwiazdki, sylwestra, urodzin i potrójnego orgazmu.

Nie czuję się lepszy. Jestem leniem i wierzyłem we własną intuicję. Gdy Go zobaczyłem wiedziałem, że będzie właściwą osobą mimo niekompetencji. By wykluczyć kompletną klapę kazałem mu zacisnąć kabel sieciowy skrętkę. Znał kolory (jasny pomarańcz, pomarańcz,  itede). Mariusz jest po prostu dobrym człowiekiem. Strzał w dziesiątkę. Do tego jak się później dowiedziałem urodził się w dzień dziecka a jego imię jest moim drugim. Widziałem więc pewnie, nieświadomie, samego siebie urodzonego w dzień dziecka. Sprawdził się jak mało kto. Życzę im jak najlepiej. Żeby w tym wszystkim przetrwali i w ogóle.

wódka weselna

pod-mocnym-aniolem-smarzowski

Smarzowski – Pod mocnym Aniołem

Na ten film bardzo chciała iść Basia. Ja nie bardzo. Z dwóch powodów. Po pierwsze już wiem, że jak płaz z praoceanu, ja wylazłem z morza alkoholu. Prawdziwy DDA jestem. Nic nowego odkryć nie mogłem. Straciłem pracę i jadę na finansowych oparach. Wyjazd do jebanego kina to sto złotych. Koszyk zakupów lub cztery dni jazdy na zatankowanym baku.

Smarzowski robi filmy tylko o alkoholu i chyba dobrze, że jakiś problem szlifuje z precyzją. A filmy od strony warsztatowej robi piękne. Piękno badam poziomem wzruszenia, które było wysokie w moim przypadku. Basia popija. W kinie otworzyłem jej Desperadosa, którego zmęczyła w jednej trzeciej. Marudziła coś, że zimno i takie tam pierdy. Ja wiem jak obraz musiał nią wstrząsnąć. Piwesio przestało smakować podczas seansu. Multikino bankrutuje czemu kibicuję ponieważ przede mną babeczka kupowała bilet na “Last Vegas” – dno. Została okradziona na 50 zł. Po chujowym filmie przecież nie zwraca się pieniędzy, prawda?

W sali Nr 13 zimno i półpusto mimo braku większego mrozu.

Pod Mocnym Aniołem – Smarzowski from Marceli Nowotko on Vimeo.

pod-mocnym-aniolem-smarzowski-film