pomarańczowe diablo

Pomarańczowy Diabeł

podziel się

Deszcz pada. Siedzę w aucie sam na jakimś zadupiu pod lasem. Buduję tamę jeszcze trzy metry wyżej. Piszę sms’y grzeczne odmawiające spotkań. Bezsensownych znajomości prowadzących do jeszcze bardziej nikąd.

Wcisnąłem ostatni raz kopertkę “SEND”, podniosłem wzrok na skrzyżowanie i widzę pomarańczowe Lambo biorące zakręt prosty z prędkością 110 km/k, gwałtownym szarpnięciem kierownicy. Takie auto jest pretty rare, że się tak zagramanicznie wyrażę. Ostatni raz w takim widziałem chłopaka M3. Poza tym ten styl jazdy wskazuje na daleko posunięty atak BPD (brzegowe zaburzenia osobowości). Znam ten klimat dobrze po latach z M1 i M2. Razem rozwaliły więcej samochodów niż arabscy zadymiarze w Paryżu. Koleś miał być w tym momencie w Garniś Parten Kirśien albo w Monako czy Łorewer. Właśnie dotarło do mnie wielkie łorewer. Wielkie jak droga mleczna.

i Przypomniałem sobie ostatnie łorewer sprzed kilku lat gdy przyjmowałem M2 resztkami nadziei, jadąc na oparach uczuć. Po 45 minutach zerwała się z krzesła (dłużej zmywałem parapet w kuchni) i oznajmiła, że ma umówioną kosmetyczkę-depilatorkę. W podskokach znalazła się w korytarzu i kozakach. Nie protestowałem. W myślach tylko skonstatowałem, że skoro jestem mniej istotny od włosów rosnących wokół dziury w dupie, to nie ma sensu się szarpać. Popatrzyłem jak idzie schodami w dół czego nigdy wcześniej ani później nie robiłem. Chyba po to by lepiej wdrukować sobie w pamięć ten moment.

Przekręciłem kluczyk i czekałem aż “żarek*” zgaśnie by móc ruszyć.

———————————————–

*- w dizlach jest taka sprężynka w ikonkach na desce rozdzielczej oznaczająca świece żarowe. Ona musi zgasnąć by było możliwe ruszczenie do przodu.

 

więcej

::: dziennik słowa # , , , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *