pięćdziesiąt twarzy greya

Pińdziesiąt Twarzy Greja

podziel się

1.

Wczesne dzieciństwo. Nie miałem wędki + zakaz zbliżania się do stawu na polach za blokami. Zakaz martwy, bo nikt mnie nie pilnował. Nie mniej jednak w wieku sześciu lat moim największym łupem ze stawu była żaba, kilka kijanek i rozwielitki do mojego akwarium w stalowej ramie. Kilka lat starszy Romek zaprosił mnie do siebie pokazać akwarium klejone bez stalowej ramy. Zaparło mi dech. Cóż za kosmos i przedmiot pożądania. Do tego w akwarium pływało z pińdziesiąt małych karasi. Dosłownie cała ławica złowiona w stawie na dzikich polanach. Jakże ja zazdrościłem Romkowi.

2.

Mija dwadzieścia lat. Zostaję bez dotacji od rodziców, w połowie dziennych studiów. Z moim ryjem nie za bardzo nadaję się na baristę albo barmana. Ostatnie 70 zł wydaję na zbiornik tuszu by wydrukować projekt domu dla jakiegoś PZPRowskiego knura, kumpla ojca. W zamian otrzymuję dziękuję i chuj ci w dupę. Wtedy właśnie powiedziałem sobie “dość”. Poza architekturą pasjonuję się informatyką. Mam nagrywarkę CD za trzy koła (prezent od teściowej). Daję ogłoszenie w lokalnej gazecie “szukam ludzi do pracy przy nagrywaniu CD“. Zgłasza się kilka osób z czego tylko jedna nie rozumie prawdziwego sensu ogłoszenia, bezczelnej agitki do rozprowadzania pirackich płyt. Z tych kilku osób w niecały rok buduję siatkę dealerów, którzy rozprowadzają moje “nagrania” (mam nadzieję, że już się przedawniło :). To był naprawdę złoty czas. Nagrana płyta kosztuje 50-150 zł, ludzie siedzą na modemach więc nie ma mowy o piraceniu przez sieć. W dobry dzień zarabiam 5 tysiaków w słaby 5 stów. Nigdy nie liczyłem pieniędzy, ale zapamiętałem dokładnie mój sposób funkcjonowania. Teraz nawet gdy jestem przy kasie, przed tankowaniem macam się po kieszeniach czy mam portfel. Wtedy po prostu podjeżdżałem na stację i tankowałem do pełna mając pewność, że w lewej kieszeni jest kasa na kilka pełnych baków paliwa. To samo z zakupami w marketach. Nigdy nie sprawdzałem przed zakupami. Po prostu ładowałem koszyk do górnej krawędzi dowolnie czym i miałem wewnętrzne przekonanie, że wystarczy na bardzo długi paragon. Urodziny kolegów czy znajomych polegały na wynajęciu całej knajpy na Rynku lub połowy gdy było kameralniej. W końcu w miescie średniej wielkości zostałem hegemonem. Osiągnąłem sukces po ciemnej stronie mocy. Jechałem kiedyś w korku w centrum miasta i spojrzałem na przystanek. Dorosły człowiek i nastolatek trzymali moją “książeczkę” z ofertą pirackich nagrań. 40 stron drobnego tekstu wydane profesjonalnie. Obaj pieczołowicie studiowali te menu. Nigdy chyba nie byłem z siebie taki dumny. Jednego razu spotkałem na Shellu mojego klienta, który zatankował do malucha za 10 zł (słownie: dziesięć złotych). Za cholerę nie byłem w stanie zrozumieć czemu tak robi. Może to heppening czy co?

Siadaliśmy z dealerami i kluczowymi klientami w moim gabinecie, kurzyliśmy cygarety a ja zbierałem od nich wiedzę o nadchodzących trendach w PC. Wiedziałem co nagrywać, co zdobywać do nagrywania i co reklamować. Przychodzi do mnie nawet gracze z objawami odstawiennymi. Suchość w ustach, drżące dłonie, żebrali o nowy tytuł gry. Ja, jako Szef kartelu z Medelin nie ćpałem, nie grałem w nic. Do biesiadowa dołączył w końcu Romek od 50 karasi. Był prawdziwie obleśnym gościem. Schludnym, inteligentnym, ale miał w sobie coś odrażającego. Ten typ nazywam “szuja” lecz nie potrafię podać definicji. Sprzeda własną matkę za złotówkę, pożyczy tę złotówkę koledze na gazie a gdy ten wytrzeźwieje będzie mu wmawiał do upadłego, że dostał 20 zł w papierku a musi oddać 35 zł, bo procent narósł. Romkowi dawałem do zrozumienia, że “nie jest w moim typie” i żeby raczej oddalił się by nie napisać “spierdalał”.

Mała dygresja: Jestem mentalną hermafrodytą. Pół kobietą, pół mężczyzną. Problem polega na posiadaniu dwóch połówek a nie dwóch całości cech obu płci. Wtedy bym wymiatał jak Hulk albo inny superbohater od Marvella.

“Ten klient” jest ważny ponieważ kiedyś przyjechał po odbiór “towaru” w trakcie pracy. Pracował w wojsku a dokładniej w Żandarmerii Wojskowej. Zobaczyłem wojskową sukę z okna i zanim zrozumiałem, że wojsko nie ściga piratów o mało nie wykitowałem ze strachu. Dzień później postanowiłem wstąpić na ścieżkę prawa, poszanowania wartości intelektualnych, ścieżkę czystości i trzymania się z dala od grzechu. Jeszcze kilka miesięcy zajęło mi opędzanie się od klientów i  hurtowych dealerów. Dochody malały, ale oszczędności dawały radę. Biznes przekazałem w całości “Żydowi”. Był moim czeladnikiem i najlepszym uczniem. Skończył piracić dwa lata później zmuszony przez policję do płacenia haraczu (co tydzień tysiaka).

3.

Kilkadziesiąt pełni księżyca później. Wiodłem życie uczciwego człowieka. Przyszły gorsze czasy. Żona z przysięgi małżeńskiej zapamiętała tylko 50% czyli “na dobre“. Działo się akurat “złe”. Powiedziała o słowo za dużo podczas obiadu na mieście. Pamiętam tylko, że nie mogłem dalej przegryźć kawałka ryby w ustach. Jak w “Incepcji” w ułamku sekundy zmieniłem scenografię, plus zamienił się w minus, przeszedłem na drugą stronę lustra. Cokolwiek miało się stać będzie. Coś jak wrzucić wsteczny bieg w aucie pędzącym 160km/h. Sekundę później byłem już po rozwodzie. Prawa fizyki mnie nie dotyczyły i biurokracja również. Jeżeli miałem duszę to właśnie zdechła. Rozkładała się około roku. Co było naprawdę przedziwne z zewnątrz stałem się Misterem Uroczym ze środka wysypywał się popiół resztek zasad. Wydupczyłem w ten czas normę do emerytury. To nie tak, że byłem psem zerwanym ze smyczy. Żadna mnie nie cieszyła. Mogłem mieć każdą. Ograniczało mnie tylko poczucie własnej wartości. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z mocy jaką daje bycie jednocześnie kobietą i mężczyzną, chłopcem i ojcem.

Koniec był znowu brutalny. Miałem za biurkiem klienta, odbierałem telefon z hurtowni na na drugi zadzwoniła, powiedzmy Kasia. Rozmawialiśmy trzy, pięć minut. “Kasia” zorientowała się, że nie znam jej imienia, nie pamiętam miasta z którego pochodzi. Po kilku sekundach najgorszego w mym życiu milczenia powiedziałem “cześć”, po trzasku słuchawki dodałem “kimkolwiek jesteś”. Nowa dusza zaczęła się budować od zygoty, która zawiązała się w tym momencie. Ciulowo się żyje będąc martwym od środka. Nadszedł czas powolnych zmian do teraz włącznie.

4.

Wieczorem o mokry bruk roztrzaskałem komórkę zwaną dziwkofonem. Przepadła wiolonczelistka z Warszawy, siatkarka z Sośnicy (Pierwsza liga w piłce siatkowej), bufetowa z garmażerii na rogu i Also Staring. Pamiętam liczbę 997. Nie to nie to co myślicie. Ostatni rachunek z Plus GSM. Celibat trwał z miesiąc po czym postanowiłem odszukać w całej populacji tę Jedyną, wybrankę na całe życie. Sam w to nie wierzyłem.

cdn.. (Chyba będę musiał kupić większy serwer na blogaska jeżeli tyle tekstu każdej poświęcę).

więcej

::: dziennik słowa # , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *