gustaw-holoubek

Pan świętej pamięci Holoubek

podziel się

Pewnie już o tym pisałem lecz nie pamiętam. A nawet jeżeli tak było to opiszę to z innej strony. Miejsce akcji: Lotnisko Okęcie. Czas: ~ 20 lat temu.

Trzy miesiące czekałem na moją miłość jak się wtedy wydawało “życia”. Wysyłałem czterdziesto stronicowe listy – dostawałem krótsze (znacznie). Ciekawe gdzie je mam. Kilka razy zabierałem się do spalenia. Może nawet je spaliłem, bo przechodziłem kiedyś okres wiary w czary i Mzimu, kamienie, listy i wiatr. Nie do wiary, że kiedyś pisało się na papierze, wsadzało do koperty i zasuwało na pocztę. Nie trzeba było brać kredytu by zapłacić za znaczek. Z drobnych w dziurawej kieszeni zawsze starczało, nawet do Stanów, nawet na 40 kartek A4 o wadze skryptu.

Po 90 dniach wstałem o świcie. A chuj, to w nocy było. Wyjechaliśmy z przyszłym teściem do Warszawy. Ten kretyn pasjonował się modelami Beingów a ja fruwałem nad ziemią z radości. Jak jaskółka ślizgałem się na niewidzialnych, antygrawitacyjnych trampkach. W hali przylotów emocje podniosły puls do 140 na godzinę. Chwyciłem wózek do bagażu, oparłem na nim jedną nogę i kręciłem ósemki używając go jak wielkiej hulajnogi.

Weneckie lustra oddzielające strefę wolnocłową. Co chwilę rozsuwały się drzwi i wychodził ktoś kogo witał ktoś. Jednym z pierwszych wychodzących z lotu Szikago był Gustaw Holoubek. Nie wiem czy ta zdolność dotyczy aktorów czy ludzi charyzmatycznych. Może trzeba mieć te dwie właściwości. On miał. Jednym spojrzeniem, jednym dygnięciem głową przekazał mi elaborat na półgodzinny monodram. Nigdy tego nie zapomnę. A ja minąłem go dalej pędząc na mojej “hulajnodze”.

Spojrzał mówiąc “telepatycznie” w te słowy: Jak fajnie mieć dwadzieścia lat, szkoda, że już nie mam, ale z drugiej strony nie grozi mi ten debilizm miłości. Potem skarcił mnie: Ty biedny idioto kręć dalej te ósemki póki ci artretyzm nie rozjebie stawów kolanowych, póki mózgu nie zaleje gorzki jak piołun cynizm. Ech

Było tego, słowo daję, na pół godziny opowiadania tylko czeba umić pisać.

więcej

::: dziennik słowa # , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *