mrowki-z-mrowiska

Nie wymawiaj imienia Pana Boga nadaremno

podziel się

Ani Żydzi ani Araby nie mogą wcale wymawiać i przedstawiać wizerunku Boga, więc coś nam się w tłumaczeniu 10u przykazań zgubiło.

Koszę sobie trawę. Nie jest to zbyt precyzyjne określenie. Zeszły rok miałem wycięty z życiorysu, 2012 też bez szału. Trochę zarosło. Więc koszę “trawę” czyli dwumetrowe maliny, drzewka trzyletnie; czereśnie, orzechy włoskie, śliwki, dęby (WTF?) no i trawę właściwą, ale też mojego wzrostu. Robota piekielnie ciężka. Samo koszenie jest przyjemne a jeszcze przyjemniejszy widok padających roślin. Najgorsze jest odgarnianie ciężkiego pokosu, który jakby się uwziął plącze się i jest nie do uczesania jak dredy.

Gdy mój puls osiągnął 240 musiałem podjąć decyzję; albo ta sawanna albo ja. Wybrałem siebie. W zbiorniku też mało paliwa. Dobry moment na przerwę i odpoczynek.

Usiadłem na mokrej trawie przyglądając się czy nie zawiera ostów i pokrzyw i czy nie krząta się tam jakaś mrówcza familia. Wydawało się czysto. Uspokoiłem oddech. Nawet trochę odpocząłem gdy poczułem to charakterystyczne pieczenie kwasu mrówkowego w okolicach tyłka.

CH2O2

Coś jak pokrzywa tylko znacznie mocniej i do trzech dni. Cóż mi pozostało. Zerwałem się z legowiska i wyłapywałem mrówki z dupy. Część z nich dostąpiła zaszczytu ugryzienia mnie w to miejsce. Już miałem przeklinać, że wybrały sobie najwrażliwsze obszary ciała, gdy uświadomienie powiedziało; nie! Są wrażliwsze. Zatem przyśpieszyłem eksterminację. Jedna mrówka rzuciła się galopem w przedział symetrycznie dzielący dupę na dwie części. To właśnie wtedy w myślach powiedziałem “Panie Boże spraw bym wygrał ten szaleńczy wyścig!” Proszę”. Bo:

a) Nie zamierzałem gonić jej do “mety”.

b) Gdyby wygrała. Nie, nie mogę nawet o tym pisać.

Dopadłem ją gdzieś na czwartym centymetrze.

mrowka-mrowisko

::: dziennik słowa # , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *