Enka3

Mój Ty jesteś Cz. 2

podziel się

Czas identyfikuję i odmierzam samochodami. Taką sobie podziałkę w mózgu założyłem. Materia ożywiona i ludzie przeplatają się między oczkami. Jeśli chcę wiedzieć kiedy coś się wydarzyło z kimś przypominam sobie czym jeździłem i w jakim stanie było to coś (nawet jeśli to był Ikarus albo Solaris).

Tego nie jestem w stanie namierzyć w czasie. Nie mam pojęcia skąd wracaliśmy i czym. Całkiem możliwe, że było to auto jej chłopaka. Dzisiejsza młodzież ma takie luźne podejście do wierności w związkach. Piszę o Ence i tak wiem zbytnio eksploatuję ten temat. Dziś Enka jest pewnie stara i pomarszczona, ma, pewnie, gdzieś około dwudziestu pięciu lat. Dobra wystarczy tych żartów. Pamiętam ją jako młodą kobietę niezwykłej urody. Oryginalne foto niżej. Kiedyś komórki robiły zdjęcia 0,2 mpx a nie 13 mpx jak dziś więc wybaczcie jakość.

Enka miała dwa głosy. Mocny, seksownie ochrypły, oziębły, którym mówiła “jestem Twoim kolegą”, no i  ten drugi wysoki i śliski, który włączała gdy chciała. Wtenczas prosiła o kadrowanie tym drugim głosem:

Enka

Enka to ta, która rozkazała się zaprosić do hotelu Ibisz. Wracaliśmy z daleka. Z gór czy czegoś takiego. Widziałem jak była umęczona byciem ciągle ultra, hot, sexy, piękną. Jak była wyczerpana laniem otrzymanym od życia. (Skupcie się i zapomnijcie o zdjęciu wyżej). Wycieńczona prostowaniem zbyt cienkich i delikatnych włosów, wybielaniem zębów, dobieraniem puszapów do cycków i sukienek, byciem kochanką na podstawie której napisano Kamasutrę. Po co to wszystko robiła? Dla kogo?

Minęło ze sto kilometrów zanim zapytała czy może spać. Naturalnie, że tak. Wtedy przechyliła się w moją stronę i sił i położyła głowę na moim udzie NIE przyciskając jej z całej siły. Położyła ją tak delikatnie jak tylko się dało. Jestem przekonany, że nawet śpiąc czuwała by nikomu nie zawadzać. Moment zaśnięcia też był niemal niewyczuwalny. Minimalnie zmienił się jej sposób oddychania. Wiedziałem, że śpi, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłem widoku tak skatowanej istoty żyjącej. To jest dosłownie story jak z “Archipelag Gułag” albo opowieści z niemieckich obozów koncentracyjnych. Ja nie lepszy – godzinę jej snu katowałem się dociskaniem gazu tak by mi udo przy tym nie drgnęło. Stopa będąca w jednej pozycji ścierpła tak że nie wiedziałem czy ją jeszcze mam. Biegi zmieniałem dwoma palcami, dziwnie wyciągając do nich ramię. Hamowałem tak by przeciążenie nie przekroczyło 0,001g. Przez rozjebane tory przejechałem tak by się nie obudziła a mieszkała 100 metrów za nimi.

Całe pół kopy lat zastanawiałem się czy można było coś zrobić dla jej dobra czy innych istot żywych. Przestałem gdy przyjrzałem się bliżej sam sobie. Polecam te doświadczenie wszystkim. Schodzi ciśnienie z dupy. Może człowiek z boku wygląda na zgorzkniałego cynika, ale nie pajacuje jak Matka Teresa z Albanii (ŚPNJD).

Bo co do zaoferowanie może mieć gość, który po dostaniu kawy z infografiką postanawia więcej do tego baru nie przychodzić?

Enka2

Pani kelnerka z niewiadomych powodów postanowiła zrobić mi “dobrze” malując mlekiem takiego pieska. Gdy go zobaczyłem wysmarkałem się we wszystkie serwetki ze stolika, zrobiłem 200 fotek sprytno-fonem i obiecałem sobie nie zjawiać się nigdy więcej w miejscu gdzie tak po królewsku mnie traktują. Za pięć złotych i pięćdziesiąt groszy dostałem pieska z radzieckiej bajki, z mojej młodości. Jak można być miłym dla kogoś za 5 zł i 50 gr, no jak? Panie Premierze!

więcej

::: dziennik słowa # , , , , , , , .

One Comment

  1. Pingback: yellow october

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *