tofi

Mój Ty jesteś Cz. 1

podziel się

Długo szukałem tytułu dla tego minicyklu. Kto ma bardziej przejebane? Ludzie czy psy? Czy może pod górkę mają kozy ubijane rytualnie albo gęsi? Kim się zajmować? Ludźmi, zwierzętami? Są tacy, którzy płaczą nawet nad zbyt brutalnie zerwaną fasolką. Patrząc wstecz na mój los i ludzi przecinających moją drogę nie mam żadnych wątpliwości. Jesteśmy koroną stworzenia, ale to wiąże się też z przykrymi konsekwencjami. Najmocniej się ranimy i używamy najbardziej wyrafinowanych sposobów zadawania bólu. Jeśli miałbym wybierać wolę ludzi jakkolwiek nie wybrzydzam o czym niżej:

Z osiem lat temu wracałem z jakiegoś kurwirajdu* o trzeciej w nocy. Przerażającej nocy. Mróz tak ściął, że nawet odgłos opon trących o śnieg drażnił. Skrzypiało wszystko bardzo nieprzyjemnie. Jechałem już wsiami na długich światłach dłuższy czas. W oddali zobaczyłem ni to psa ni lisa. Kłębek kłaków w kolorze beżowym, do połowy w śniegu. Zwierz stał na poboczu i myślał. Wiedziałem, słyszałem, czułem jego myśli. A myślał tak; pierdolę, wychodzę wprost pod auto, to koniec, albo teraz albo nigdy. “Słysząc” to we własnej głowie zwolniłem minimalnie by przygotować się do hamowania. Pies faktycznie wyszedł wprost pod koła. Skulił się w sobie patrząc w reflektory auta. Czekał tylko na uderzenie lub na łut szczęścia jak w lotto.

Dalej to coś dziwnego kazało mi się zatrzymać. Wyszedłem z auta “zaparkowanego” na środku drogi E20. Mróz tak napierdalał, ze smarki w nosie przy każdym wdechu ścinało. Dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie. To znaczy ja i pies. Dosłownie rozmawialiśmy w myślach (przysięgam, że w tamtych czasach niczego nie brałem). Koniec był taki, że oznajmiłem mu; “no dobra biorę Cię – nigdy tego nie robię, ale teraz czuję, że muszę”. Uśmiechnął się delikatnie (pies!).

Był bardzo słaby. Stał w tych długich światłach. Wziąłem go na ręce za brzuch. Ważył tyle co puszysta sierść i bryły lodu do niej przyczepione. Usadziłem go na siedzeniu pasażera, podkręciłem jeszcze bardziej nawiew i ogrzewanie.

Ruszyłem z miejsca i ku mojemu zaskoczeniu psina zebrała w sobie resztki sił i położyła głowę na moim udzie przyciskając ją z całej siły a siły nie miał już prawie wcale. U psów taki gest oznacza “mój jesteś” bez zabarwienia dominacji. Tak na wszelki wypadek gdyby w aucie jechał inny pies będący żywą konkurencją do miłości.

Został ze mną. Chociaż nigdy nie mieszkał w domu z ludźmi nie chciał mnie pierwszej nocy ani na chwilę opuścić. Nie miał siły ani wejść po schodach ani wskoczyć na łóżko. Jeszcze w pościeli odmarzał z lodu. Nie miał pcheł bo zamarzły w pizdu ani robaków bo robaki nie miały co jeść.

Przez te osiem czy dziewięć lat nie udało mi się go oswoić. Zawsze ucieka przed wirtualnym ciosem. Tylko mi daje się pogłaskać. Ma też brzegowe zaburzenia osobowości. Porusza się jak auto ze złą zbieżnością kół a to oznacza, że musiał być połamany. Słowem; zjebana młodość, dzieciństwo.

tofi-tofi

 

Heniek Sienkiewicz w temacie:

Na rynku ujrzał z daleka pomost, a na nim sylwetkę kata. Na ten widok drgnął i przeżegnał się – wówczaj ksiądz podał mu krzyż do pocałowania. W pewnej chwili u jego stóp pojawił się pęk chabrów, rzucony przez młodą dziewczynę z ludu. Zbyszko schylił się, podniósł go, a następnie uśmiechnął się do niej. Niewiasta wybuchnęła głośnym płaczem. W pewnej chwili spomiędzy rycerzy wystąpił Powała z Danusią na ręku i krzyknął “Stój”!

Pan z Taczewa zbliżył się do Zbyszka i podał mu biało ubraną Danusię. Zbyszko był pewien, że to na pożegnanie. Chwycił ją i objął -lecz Danusia zamiast przytulić się do niego, zerwała szybko ze swych jasnych włosów białą zasłonę i owinęła w nią całkiem głowę Zbyszka. Potem zaczęła donośnie krzyczeć rozpłakanym, dziecinnym głosem:

-“Mój ci jest” mój ci jest!”

-“Jej ci jest!” -powtórzyli rycerze.

*- Wypad samotny do różnych miejsc o charakterze quasi rozrywkowym.

więcej

::: dziennik słowa # , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *