katar-sienny-alergia

Katar Sienny – alergia

podziel się

Wyobrażacie sobie czasy w których nie było w języku polskim słowa alergia? Dzisiaj rodzice wysyłając dziecko do przedszkola dają opiekunom listę alergii własnych dzieci – listę długą jak paragon z Lidla po zakupach na miesiąc. Każdy rodzic.

W latach osiemdziesiątych byłem na wycieczce szkolnej. Wśród setki dzieci z klas 2 do 4, szkoły średniej, było jedno zasmarkane jak świnia dosłownie. Ktoś się go zapytał co mu jest, że w słoneczne dni niemal lata, smarka jak porąbany. Odparł: katar sienny. Jeden ze stu.

Stojąc przed lustrem i drapiąc się po swędzącej nodze miałem iluminację. Wiadomo, że alergie przyniosło zatrucie chemiczne naszego najbliższego środowiska. Proszki do prania, syfiaste żarcie, które powinno stać na półkach z chemią, itd. W latach 80 koleś z katarem siennym był jak różowy jednorożec. Iluminacja polegała na tym, że przypomniałem sobie jego status. Był jednym z trzech w całej szkole “bonzów” o tak wysokim statusie materialnym, że wszystko o czym marzyliśmy z zachodu On już miał, jadł lub nawet podcierał sobie tym zachodem dupę.

Z drugiej strony nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ileś tysięcy alergologów ma robotę. Biznes się kręci i nikt nie zadaje niepotrzebnych pytań.

::: dziennik słowa # , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *