nowa-zelandia-kiwi

Dlaczego nie pojechałem do Nowej Zelandii?

podziel się

Bo z moim życiem coś poszło nie tak. Nie potrafię planować dużych i wielkich bitew. Wdaję się tylko w małe projekty i potyczki, które można zamknąć w tygodniowych ramach myślowych.

2. Bo do Nowej Zelandii nie prowadzą żadne szyny ani drogi asfaltowe więc nie można tam pojechać. Już do Singapuru można. Bez postojów zajmuje to 15 dni Range Roverem.

Leci się w najlepszym wypadku półtorej doby z trzema przesiadkami. Normą są dwa dni w samolocie i na lotniskach. No chyba, że masz prywatnego Dreamlinera.

Impreza nie jest taka droga. W wersji na bogato 20-25 tysięcy za 3 tygodnie z lotami na miejscu, hotelami 4****, żarciem, wycieczkami. Opcję na biedno można zamknąć w 10k pln. Przylatujesz, wynajmujesz automobil, w markecie kupujesz żarcia, pakujesz do bagażnika i jesz obiad wprost z niego gdzieś na poboczu, śpisz w hostelach, itd. Jakby na to nie spojrzeć to tylko laptop i dwa smartfony porządne.

W liceum przebiłem wirtualną szpilką globus tak by przeszła przez Gliwice i środek kuli ziemskiej z pytaniem gdzie wyjdzie po drugiej stronie. Wychodziła na wyspach Chatham (Nowej Zelandii). 1000 kilometrów kwadratowych i 640 ludzi. Przyroda jak z Władcy Pierścieni. Absolutny koniec Świata, za nimi wodospad i przepaść. Mam jeszcze dwa lata by to zrealizować.

A tymczasem czarny łabędź (nie mój) i drzewo paprociowe niemal jak z Parku Jurajskiego.

nowa-zelandia-czarny-labedz

nowa-zelandia-drzewa-paproci-i-sekwoje

 

::: dziennik słowa # , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *