bity pies drastyczne

Córeczka Tatusia Vol. 4 – Level ULTRA

podziel się

Dziś z grubej rury. Przeskoczymy kilka etapów wprost na Mount Everest cetetek. Żeby nie było na mnie robiącego najazdy na kobiety – córeczki taty, to z chłopcami mamusi jest identycznie. Ból jaki zebrali w dzieciństwie, w okresie dojrzewania i nawet jako dorośli oddają innym ludziom pod postacią agresji. Mszczą się na Bogu Ducha winnych osobach ze środowiska, które przypominają im w zachowaniu, wyglądzie czy jakimkolwiek szczególe własnych rodziców. W skrajnym przypadku “dobry egzemplarz cetetki” nienawidzi wszystkich, bo albo są kobietami – matkami albo mężczyznami – ojcami. Nieświadoma cetetka jest jak operator CKM’u na amfetaminie. Nie ma niewinnych.

Gniew, agresję możemy podzielić ze względu na moc. Osoba z “dobrego domu”, ułożona, będzie stosować pasywne formy agresji takie jak; spóźnianie się na spotkania, organizowanie pracy tak by w kulminacyjnym momencie wszystko pierdolnęło, a wina nigdy nie spadła na nią, itd. Jest uśmiechnięta lub nie uśmiecha się wcale, ponieważ do śmierci chce wyglądać na szesnastolatkę – one nie mają zmarszczek nawet mimicznych. Zaczyna się od obiecywania i niedotrzymywania obietnic a kończy się na zadawaniu bólu łącznie z zabijaniem i to są właśnie Himalaje Cetetyzmu. Dziś w “Wyborczej” znalazłem przykład takiej Pani z cyklu; “mój brzuch – moja własność”, uwolnić wszystkie tchórzofretki, precz z mięsem, aborcja jest jak wyciskanie pryszcza, i tak dalej.

Samej aborcji nie oceniam. Nie wiem jak bym się zachował jakbym miał hipotetyczną kobietę i ona miałaby incydent rozłożenia nóg przed kimś innym i zaciążyła. Nie w tym rzecz. Człowiek grzeszy i jest niedoskonały. Ja też.

Czym innym jest otwarte, radosne, ideowe manifestowanie chęci zabijania. Tym dziwniejsze, że kobiety te zazwyczaj są zajebiście samotne, brzydkie, jedzą sojową wieprzowinę i mama wieszała im kość z kurczaka na szyi żeby chociaż pies się z nimi pobawił. Szczuka, Środa innych wyzwisk nie pamiętam i nie chcę.

Dobra. Przejdźmy do cytatu, który pozostawię bez komentarza. Oddam te prawo czytelnikom.

Chodziła na manifestacje w obronie zwierząt, a w domu omal nie zagłodziła psa (suki. W tym przypadku ten fakt ma kolosalne znaczenie. Dopisek Filca)

Paulinę W. łatwo można było rozpoznać na różnych pikietach. Często miała ze sobą transparent “Jestem zwierzęciem, myślę, czuję. Chcę żyć“. Teraz aktywistka odpowie za znęcanie się nad adoptowaną suczką. Oddając ją, mówiła, że “pierdzi, śmierdzi, jest pazerna na jedzenie
– Wydawało nam się, że osoba zaangażowana w akcje na rzecz zwierząt, biorąca udział w happeningach przeciwko hodowli zwierząt futerkowych, w akcjach wegetariańskich i wegańskich to wymarzony właściciel dla psa po przejściach, którego odebraliśmy z powodu złego traktowania. Szybko się przekonaliśmy, że nie mieliśmy racji – opowiada Mateusz Czmiel, rzecznik wrocławskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.Dodę, czekoladową buldożkę francuską, inspektorzy odebrali podczas jednej z interwencji ponad dwa lata temu, potem wolontariusze szukali dla pieska nowego domu.

Zżarła nawet mydło

Adopcją zainteresowana była Paulina W. doskonale znana w świecie psiarzy aktywistka.

TOZ zgodził się na adopcję. – Przez pewien czas Paulina przysyłała do nas zdjęcia Dody i maile, w których pisała, że wszystko jest w porządku. Niepokoiło nas jednak, dlaczego w ciągu pół roku nie znalazła czasu na wysterylizowanie psa, co było jednym z warunków umowy adopcyjnej. Podawała wciąż nowe usprawiedliwienia – opowiada Czmiel. – W końcu zaczęła opowiadać nam, że nie daje sobie z psem rady, że ma z Dodą kłopoty. Byliśmy zdziwienie, zaproponowaliśmy, by przyjechała z psem.

Pod koniec 2013 roku Paulina W. rzeczywiście przywiozła suczkę do TOZ-u i była zdecydowana, by ją oddać. – Argumentowała to tym, że bulożka jest nieznośna. Mówiła, że Doda “pierdzi, śmierdzi, jest pazerna na jedzenie, ostatnio zżarła mydło. Demolowała dom i atakowała inne psy, trzymałam ją nawet w klatce kenelowej [mała klatka służąca do wyciszania psa – przyp. red.], ale to nie odniosło skutku” – relacjonuje słowa aktywistki rzecznik TOZ-u.

Oskarżenie o zagłodzenie

Inspektorzy, widząc Dodę, złapali się za głowę. Pies, którego przed pięcioma miesiącami adoptowała Paulina W., był zdrowy, dobrze odżywiony i pełen energii. – Za to oddawane zwierzę doprowadzono niemal do stanu agonalnego. Było skrajnie wyczerpane i odwodnione – mówi rzecznik TOZ-u. – Paulina W. nie potrafiła wytłumaczyć stanu buldożki. Mówiła, że chorowała, dlatego schudła. Tego samego dnia zrobiliśmy Dodzie badania krwi. Weterynarz wykluczył, by przyczyną złego stanu była choroba. Zdecydowanie chodziło o zaniedbania ze strony właściciela – mówi rzecznik.

Towarzystwo zdecydowało się powiadomić o całej sprawie policję i prokuraturę. Wcześniej jednak uprzedzili Paulinę W. – Skomentowała to jednym zdaniem: “jak chcecie iść na policję, to idźcie”. To wszystko, co od niej usłyszeliśmy – mówi Mateusz Czmiel.

Sprawą zajęła się trzebnicka prokuratura rejonowa, bowiem Paulina W. jest mieszkanką tego powiatu. W akcie oskarżenia śledczy zarzucili jej, że utrzymywała psa “w stanie rażącego zaniedbania, powodując zagłodzenie psa i znaczną utratę jego masy ciała” i że doprowadziła do choroby skóry psa.

Właścicielka Dody nie przyznała się do winy. Grozi jej do dwóch lat pozbawienia wolności.

Wrocławski TOZ występuje w tej sprawie jako oskarżyciel posiłkowy.

Po tym, gdy TOZ złożył przeciwko Paulinie W. zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, dotychczasowa aktywistka wycofała się z publicznych wystąpień i udziału w happeningach. Zlikwidowała swoje konto na profilu społecznościowym i zmieniła numer telefonu. Próbowaliśmy się z nią skontaktować – bezskutecznie.

Tymczasem Doda została adoptowana przez kolejną rodzinę. Pies (suka) wrócił do zdrowia i formy. Nowi właściciele przekonują, że nie ma z nią żadnych problemów, nie bałagani i nie atakuje innych zwierząt.

Cały tekst: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,17344451,Chodzila_na_manifestacje_w_obronie_zwierzat__a_w_domu.html#ixzz3QciIDnG0

Zaraz, skąd ja pamiętam właścicielkę buldożka francuskiego, hym…?

więcej

::: dziennik słowa # , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *